Otóż wyszło jak zawsze, czyli przypadkiem i zwiałam, bo już nie mogłam wytrzymać. Dzień wolny o poranku taki był szary, podobno zimny, po dniu spędzonym w pracy na strychu pełnym winyli nie wiedziałam w którą stronę się obrócić, by zacząć robić coś co da mi poczucie zrobienia czegoś pożytecznego w domu i bez winyli.
Przejadłszy cały poranek do wczesnego popołudnia, nie wchodząc w szczegóły kolejnych czynności wybrałam się w końcu do starej pracy, mając nadzieję, że przywitam się z Ann, zbierając w sobie siły na konwersację z pozostałymi. Weszłam więc i mąż byłej szefowej stojący w pierwszym rzędzie akurat, oznajmił mi, że ma ona urodziny. Po dłuższym kwadransie ociągania się i rozmów ze starymi koleżankami zebrałam się w sobie, by pójść na górę z życzeniami i w okamgnieniu znalazłam się w środku imprezy rodzinnej z siostrami, siostrzeńcami, siostrzenicami od lat trzech do stutrzech. To tylko zbieg okoliczności. Lepiej byłoby nie wybiec czym prędzej, ale niech imprezy rodzinne pozostaną imprezami rodzinnymi. I am happening now as we talk (B. Zephaniah jako poeta). I am happening now as we don't talk; when we talk I keep running away. Choćby nie trwało to nawet pół godziny: 15 osób spotkanych, powitanych, odświeżonych, ... (Ewa - blade runner - wieczny łowca niewiadomo-czego ćwiczy stanie na głowie, a dziś spadła, ale nie bolało szczególnie).
oh lord please don't let me be misunderstood. overstanding needed
Tuesday, October 4, 2011
Subscribe to:
Posts (Atom)