Wednesday, December 30, 2009

van Gogh

Rozum jest naszym przewodnikiem, często jednak pierwszy nas zdradza.

Tylko dla miłości nie ma przeszkód.

Wierzę, że im bardziej się kocha, tym więcej się czyni, gdyż miłości, która nie jest niczym więcej niż uczuciem, nie mógłbym nawet nazwać miłością.


wikicytaty. Vincent van Gogh
ciekawe czy naprawdę powiedział, czy mu wikiklopedyści wymyślili.

na stronie na której zawód tłumacz umieszczono pomiędzy zawód szpieg i zawód wojskowy

mhm.

Wednesday, December 23, 2009

melody

czasem widzimy tylko to co chcemy widzieć
pojawia się ktoś kto zachowuje sie idealnie
od razu niemal... jest najlepszy na świecie

Matys mówi, ze nieładnie tak o z W.
ale potem dodaje
nigdy nie mów nigdy


...przy kawie w jednym z ładniejszych lokali w centrum miasta (Ewa w dresie i gumowcach kontra M. w kaszkiecie, on pobluzgując konsekwentnie) obgadaliśmy połowę sceny reggae w Polsce, czego nie ma, czego nie będzie, jak by to zastąpić, co się dzieje, a co może... i clashe i Lublin i takie tam inne.

Chyba wybraliśmy tapetę. M. się skrzywił, ale chyba nic lepszego nie znajdę. w poniedziałek zgarnę szwagra jako pomoc i ostateczną komisję zarazem. choć moze jak komisję to od razu może by i najwyższą instancję :)

Dostałam świątecznego maila od hipisa poznanego w sierpniu w pociągu. Też mi wmawia, ze jestem fajna i szkoda by było stracić kontakt z tak fajną osobą. Odpisałam raz, ale nie mam już pomysłu co pisać odpisując znów. Może więc im wszystkim się tylko zdaje, ze jestem fajna. Może wystarczy przestać używac tuszu do rzęs albo coś w tym stylu.
Sprzedawca w media doradził mi zakupy na allegro.
Chyba coś z tym tuszem jednak...

Tuesday, December 22, 2009

słodkie nałogi

http://www.metacafe.com/watch/1113316/fly_me_to_the_moon_frank_sinatra/

You are all I long for

Ktoś się śmieje, że tego słuchają tylko emeryci. poprawiam: jeszcze ja. i uwielbiam tę piosenkę :)
i śpiewam ja dziś od rana. albo odkąd przestałam śpiewać piosenkę Arethy Franklin, jej jak jej...

a księżyc nad wąwozem i zachód słońca też! były dziś niesamowite. W bibliotece nie było Murów Hebronu, ale młoda bibliotekarka chyba też niezabardzo wiedziała, że jest ktoś taki jak Stasiuk więc w sumie nic dziwnego.

Wysłałam najpiękniejszą kartkę jaką kiedykolwiek udało mi się zrobić z nielekkim sercem, bo nie wiem czy odbiorcy się spodoba. hah. najwyżej kilkuletnia przyjaźń zostanie wystawiona na próbę ;p

strasznie zdziecinniałam ostatnio. mniej pracy, więcej luzu, towarzystwo do wygłupów, choć teraz to już tylko słownych i przez skype i maile...

mam dwie nowe pary spodni dresowych, więc dwa powody do radości.

[miś] [bocian] [żaba]

Jeśli nawet nie zdążę kupić sobie tapety na sylwestrowe tapetowanie pokoju, zawsze mogę w tym czasie posprzątać w szafie. A jest co. Michał mówi, że mu się ten pomysł z tapetowaniem nie podoba (a tak liczyłam na uzanie z jego strony! na szczęście jest jeszcze Selva i mam przeczucie, że tu będzie pełne zrozumienie), za to Witek pomagał mi wczoraj szukać tapety przez net. Jutro może jakimś cudem uda mi sie namówić Matysa na mikro spacer po sklepach z tapetami live ;p

Sunday, December 13, 2009

jazz bez

Na bez jazzie grał Zura.
Więc Agu namówiła mnie na bez jazz. i był jazz trochę. poszłam tańczyć od stołu bo przy stole nie przystoi.
Zdecydowanie to nie tamtego dnia miałam poznać miłość mojego życia. Trochę potargana, zmęczona po Wigilii z okazji imienin mamy połączonej z opłatkiem z okazji wyjazdu wujka i cioci.
Wszystko było trochę inaczej i z niemiłością mojego życia spędziłam cudowny tydzień. Raczej po przyjacielsku na jazzach dzień po dniu, koncertach, piwkach, winkach, frytkach, w autobusach, muzeach, galeriach, wystawach, restauracyjkach, chatkach, obiadkach, kolacyjkach, spacerkach, teatrzykach, podziemiach, zamkach, księgarniach, sali ślubów,... dziwnie
niegadaniu oraz gadaniu o całkowitych głupotach z jednym wyjątkiem i nie lubię poniedziałków.
i pożegnaniu rozłożonym na raty w sobotę i w niedzielę.

jest już zdecydowanie bez

i nie wychodzi z domu dopóki jej nie przejdzie. bo ciężko jest wracać do rzeczywistości. tak jakbyś wracał z Nowej Zelandii.
Chociaż wiadomo było, że po tygodniu trzeba będzie wrócić.

Myślałam, że nie istnieje, albo że to jakiś żart z serii czarnego humoru.
Te wszystkie podobieństwa. Tak bardzo rzucające się w oczy, takie nachalne.
Nawet w domu na chwilę zaczęło być normalnie i fajnie. W to wszystko tak trudno mi cały czas uwierzyć.
Au revoir.

Thursday, December 3, 2009

100%



dla mnie 100%

ale nie wiem o czym ta piosenka jakby co ;p

Friday, November 27, 2009

R-Lux


a nawet to

Luciano i Mikey General kontra nagłośnienie dające gorszy dźwięk niż youtube. Czwartkowy koncert w Warszawce dwóch znanych i doskonałych jamajskich wokalistów.
Klub - speluna - pierwszy raz w życiu udało mi się przetrzymać imprezę nie wlewając w siebie żadnych płynów. bo? bo gardło na wyczerpaniu i bo wygląd miejsca niezachęcający. tak bardzo.
Co zaskakujące pod koniec - czyli przed 3 nawet była siła do koncertowego darcia gardła na prośbe wykonawcy. Darliśmy się - śpiewając.
Raczej małe pomieszczenie - chciało się wyrzucić głośniki w cholerę, zebrać się wokół artystów i posłuchać ich głosów nieskażonych basem (specjaliści nazwaliby go przesterowanym, żartownisie pierdzącym) z głosników.
Sesja akustyczna była taka, że nawet oklepane Redemption song można było pośpiewać.
Znajomych mnóstwo. Ale tak naprawdę to Lublin zajmował prawe skrzydło danceflooru, to Lublin robił hałas, krzyczał o pull-upy, tańczył i bawił się, tak że czuło się, że jesteśmy tam po coś i z jakiegoś powodu.
Warszawiakom nie mozna odmówić charyzmy, tak jak zrobił to poniekąd Paweł 27, krzycząc po każdej piosence tak jest Lublin, LSM, big up, tak się robi pull upy, kto zna ten tjun? - oprócz Lublina! i tak dalej.
Zachwycona Luckiem, który na kolanach dziekował Oborze za zorganizowanie tej imprezy, a w międzyczasie, wcześniej i później szalał ze szczęśćia :) Zdezorientowana faktem spotkania na imprezie tylko 3 koleżanek (wszystkie z Lublina) i 15 kolegów. Wszyscy od reggae. bliżsi i dalsi, albo od lat albo od niedawna regularnie spotykani przy okazji. Jasiek mi coś tłumaczy, jak zwykle pyta jak tam moje życie osobiste. A ja odpowiadam, że Lublin (Ewa, nie bądź smutna). Zahaczywszy o ostanie częstochowskie niespotkanie.(no ale przecież Ci tłumaczyłem).

Monday, November 23, 2009

nocne

jak się robi w niedzielę do 20, to potem nie ma się siły iśc na imprezę. Ale. Idzie się na imprezę, żeby obgadać ze znajomym kogo on zaprosi na kolejną imprezę naszego forum - skoro już zależy mu na imprezie w klimacie pięknych staroci.
Oczywiście mam dużo pomysłów. Reszta zależy od tego co chłopaki utargują z klubem. i czy zrobią to dostatecznie syzbko, żeby ktoś miał jeszcze wolny temin na granie na wschodzie. Mogą nie zdążyć i znowu skończy się imprezą zapakowaną lokalsami. Znajomy nie zdąża, pogadamy jutro. Spotykam przypadkiem ładną dziewczynę, która ostatnio spotyka się z takim okropnym głupkiem - i pomyśleć, że kiedyś spotykałyśmy się z tym samym, spotykam czyjąś przyjaciółkę, spotykam bla bla bla. słucham, trochę tańczę, kręcę się trochę tu to tam, wymieniamy z moim przeulubionym anglistą kilka zdań o życiu teraz, bo miło Cię widzieć. Znika przed 24, bo lekcje na jutro nie gotowe. Wiesz, ja tu jestem dziś trochę na lewo. (jakim cudem JA wyrobię się ze wszystkimi obowiązkami i planami do przyszłej niedzieli?). I spotykam kolegę z klasy, którego jako 17-latka wsadzili na rok do aresztu. Czas mija. żegnam się z tymi, którzy specjalnie witali się ze mną. Hałas jest nieznośny. Ochroniarz z graffiti coś o jakichś drinkach, afterach, koncertach, imprezach - kiedy będę, albo chociaż korepetycjach z angielskiego - sorry, jestem zmęczona, nie mam czasu, może innym razem (skąd oni wytrzasnęli tego gościa), wychodzę, dzwonię po taxę - była wejściówka za friko to i nie żal paru groszy. nogi bolą. nie mam ochoty na spacery. Prawie pokłóciwszy się z panią z dyspozytorni - dobranoc. wpadam na byłego chłopaka. nie poznałam w pierwszej chwili.
-Czemu idziesz? Choć ze mną spowrotem. No chodż. no chodź.
...
Wymawiam mu, że już taki porobiony, tłumaczy się. pije mniej. nic nie mówię bo dopiero minęła północ. coś przeklina. nie przeklinaj tyle. Ale ja zawsze tyle przeklinałem. (gryzę się w język, żeby protekcjonalnie nie zażartować, że taki śliczny, najprzystojniejszy a tak bluzga. hehheheh). Umówiony z kolegą, jak zawsze tym samym, oczywiście zgadłam. o blond-tandetną dziewczyne wcale go nie pytam. rozmawiamy. choć zawsze się denerwował o takie pogawędki na środku ulicy. odprowadź mnie do taksówki - przyjedzie na skrzyżowanie. i widzę ten klejący się wzrok rozmytego Człowieka. wzrok wbity w kontur ust. I co z tego? Chcę mieć spokojną głowę i spokojny sen.
To nieważne, że nikt nie mówił do mnie tak ładnie jak on. Wróci do domu już na nieświadomce. Może nawet nie bedzie pamiętał, że się spotkaliśmy.

To wszystko nocne jest okropnie nieważne.
Nie cierpię tracić nerwów na coś co nie ma znaczenia. Lubić tego też nie lubię.

Sunday, November 22, 2009

W-wa ładna

podróż spod znaku co ja tu robię
i tylko zadbana Agrykola wychwycona jednym okiem mimo prędkości pojazdu. Chciałaby kiedyś zobaczyć wyścigi.
Udało się wyrwać na spacer aby zebrać siły do obejrzenia atrakcji głównej. udało się bo nie lubi się siedzieć w miejscu, rozwalać się po knajpach, kawkować w klaustrofobicznych drogich stołóweczkach, wytwornych jak na bistro.
Można więc przeprosić wszystkich nie popełniajac zbytniego faux pas i pójść sobie samej tak jak się lubi w ciepły dzień. popatrzeć na stare i nowsze kamienice śródmieścia, przypadkiem i bez takiej intencji znaleźć Park Łazienkowski, zaraz obok Ambasady Szwecji i Wielkiej Brytanii koło których jakiś deskarz jeździł po ulicy nie przejmując się niczym. tak. i rodzice spacerowali z dziećmi - jak za dawnych czasów w sobotę.

...

Thursday, November 19, 2009

oczywiście

"nie zastanawiaj się tylko przyeżdżaj i możesz zostać tyle ile chcesz"

czyli bez zmian
a ja nadal nie przyjeżdżam na dłużej

zawsze znikam szybko
bo zawsze coś mnie goni

ale nic nie jest tak miłe jak świadomość, że ktoś zawsze i niezmiennie cieszy się z odwiedzin

że potrafi zorganizować sobie pracę tak, żeby wyjść na godzinny spacer ze mną jak akurat jestem przejazdem i przechwycić mnie na chwilę spod opieki cioć, wywierając na nich mimochodem bardzo dobre wrażenie.

rozpuścił mnie ten przyjaciel
ale
bardzo go za to cenię
niezmiennie

Monday, November 16, 2009

było

była jazda stopem,
przeprawa przez Radom, pogawędki z kierowcą MPK, który pozazdrościł nam wyprawy.
podróż z kierowcą ciężarówki po teologii z tej samej uczelni co my, spotkanym w Radomiu, policjanci uśmiechający się na to, że łamiemy przepisy. bo fajna blondynka.
Była i krótka podróż z Ukraińcem, który na cały regulator słuchał ukraińskich rzewnych popowych ballad akurat, gdy zapadał zmierzch, a później ukraińskiego również disco polo. Udało się zrozumiec ukraiński i polski też.
U naszego gospodarza w domu, starej kamienicy chyba, był śmieszny chart Ares zwany przez niektórych kozą albo kangurem, byla papuga, której nikt od kilku lat nie wymyślił imienia, były obrazy jego taty, spod których nie było widać ścian, była nalewka na miodzie i cytrynach, były zdjęcia i opowieści ze Spitsbergenu, pogawędki o niedźwiedziach polarnych i draże w czekoladzie, które tak naprawdę były wafelkami w czekoladzie. I była bardzo sympatyczna mama naszego gospodarza.
Podobno musimy jeszcze kiedyś przyjechać, żeby Ada zobaczyła Olsztyn, a ja zalew w Poraju. I już? No chyba.

mija poniedziałek, a ja nadal rozzłoszczona. o.

herbata jabłkowa.

Jeszcze inne historie.

Widzimy się po kilku latach. Jedno wgapia się w drugie spoza ramion znajomych. Może się nie poznajemy, a może lepiej, żeby jedno nie poznało drugiego. On ma mętny wzrok, widać po nim, że minęło te kilka lat. Alkohol, przepracowanie, a może coś innego.. tylko co?
Popija takiego samego drinka, w takiej samej szklance jak kiedyś.
Kręcą się wokół mnie jakieś chłopaki - studenciaki, nawet nie chce mi się z nimi tańczyć. Zagadują nietrzeźwą uciążliwą gadką. On też otoczony przez kilkoro znajomych, koleżanek. Idę pogadać ze starymi znajomymi - to jest o wiele lepsze. Po powrocie do domu wysyłam mu wiadomość: wszystkiego najlepszego.

A te cukierki, Michałki, to robią koło Częstochowy.

Sunday, November 15, 2009

wracać

trzeba wracać
czasem trudno i nie chce się do codziennych spraw, do poważnych spraw, do codzienności.

tak mi się nie chciało.
słońce świeciło pięknie w sobotę.

na pocieszenie z Cz-wy zabrał nas bardzo miły człowiek mniej więcej w wieku mojego brata, nawet podobny, bardzo szybko jechaliśmy, bardzo wygodnie i mimo jakichś przygód z policją wszystko raczej dobrze sie skończyło.

Za mną długa podróż, setki kilometrów w bardzo krótkim czasie - przeważnie na gapę, kilka spotkanych nowych osób, kilka nowych historii, twarze sprzed lat po latach - to miłe, gdy jest miło, gdy cieszymy się widząc się wzajemnie, znowu.

Przykro gdy ktoś, kto mówi, że chce, że damy radę, w rzeczywistości olewa sprawę, bo. bo tak naprawdę okazuje się, że każda inna sprawa jest ważniejsza. szkoda gadać. Dopiero słyszałam, że mamy tyle do nadrobienia. Ty masz. Nie ja. To Ciebie nie ma ani tu, ani jak ja jestem.

Są też historie obojętne. Mijamy sie, nie odzywamy. Ustaliliśmy ostatnio,że się nie lubimy. Tylko kłuje ta głupota sprzed lat, że wtedy wierzyło się, w tak wiele i w jeszcze więcej - ślepo.

Wracam. Znów wita mnie to od czego tak bardzo staram się uciec, wymigać. Tłumaczę się, wymiguję znów. I coraz trudniej mi jest, że o tak wielu sprawach nie mogę z nikim porozmawiać.

Thursday, November 12, 2009

dziwne

jutro stopem do Czwy z Adą

fajnie a dziwnie

i pewnie będzie padać

ale to nic

chyba

moja pierwsza długa podróż autostopem, tak? :)
Tak, trochę się boję ;p i czuję się jak małe dziecko też.

Nie wiem czy uda mi się z kims spotkać. jak zwykle nikt nie lubi reggae ;) a inny ktoś ma jakieś awantury zaległe w klubie albo coś :) Ale może jakoś mimochodem w międzyczasie.
No i jeszcze część reggaegwardii, choć każdy ma już bardziej swoje sprawy, choć nie rozmawiamy i nie spotykamy się już tak jak kiedyś. Myślę, że i tak będzie miło.
Może polubię dubstep hehe.

i Częstochowa to Częstochowa :)

Saturday, November 7, 2009

konkurs

!

kto bardziej nie umie zakładać prawej nogi na głowę :]





wypSzytulana Suz to szczęśliwa Suz! (oj bardzo Agu dziękuję!)

Przypadkiem okropny dzień przerodził się w bardzo miły wieczór aż do rana.

I jeszcze Ziemniak udający małą śpiewającą dziewczynkę wcześniej. ach ;p

Thursday, November 5, 2009

po 22

wróciłam z "pracy" po 22
i tak trochę wcześniej niż poprzednio
bo przedostatnim autobusem
idąc trochę krzywo
niechwiejnie
już jestem
bardzo bym chciała, by ktoś przyszedł i obejrzał ze mną film
taki na sen
(mogę nawet poświęcić się i wstać rano, by zrobić śniadanie)

wszystko dobrze,
szkoda, że ten ktoś jest tak niesprecyzowany.

Wednesday, November 4, 2009

polskie chłopaky

Z powodu zawartego w tytule

moja najsłodsza i najśliczniejsza koleżanka ze studiów Ala nie mówiąc nic prawie nikomu podpisała 2-letni kontrakt w katarskich liniach lotniczych jako stewardessa i wyjechała z Polski do Arabów.

Mam tylko nadzieję, że jest cała i zdrowa.

Monday, November 2, 2009

przez

Przedzieram sie przez gąszcz niedomówień, tego czego nie chcę powiedzieć, tego czego ktoś nie chce powiedzieć, tego czego nie chce usłyszeć, tego czego nie chcę zrobić, tego czego ktoś nie chce zrobić. Powodów sa miliony.

W "pracy", w domu, w przyjaźniach zakończonych nieudanymi związkami, w przyjaźniach których kończyć nie chcę - bo zetknięcie z subiektywnym obrazem rzeczywistości może zniechęcić ludzi na 100%. Staram się zacisnąć zęby i nie mówić, bo ja sama nie wiedziałabym co myśleć słysząc to. Szczerość subiektywna rani subiektywnie tę drugą stronę. Daje chwilową ulgę i czyste sumienie, bo przecież dajemy od siebie coś bardzo osobistego. Ale nie mam gwarancji, że moje subiektywne odczucia zrozumie strona druga. Ważniejsza.

Po ostatnim prawie babskim wyjeździe stwierdzam otwarcie, że w ogólnym rozrachunku wolę chłopaków, bo conajwyżej chcą mnie przelecieć, a nie np. utopić w łyżce wody walcząc o jakiegośtam faceta. Ale to inna historia i na szczęście nie dotyczy wszystkich kobiet.

Bardzo nie mam ochoty komplikować sobie kolejnych relacji. Ale gdy jestem zawalona robotą i jedyną osobą która o mnie pamięta w trakcie i w międzyczasie najczęściej jest ten sam ktoś z kim próbuję z różnym skutkiem zerwać relację od miesięcy kilku... A nie ktoś na kim bardzo mi zależy. Przedzieram się przez tony bezsensu.
.......................................
Bo oni dwaj mają dokładnie ten sam cel. Tylko różną sytuację.
A to czego ja chcę leży gdzies bardzo daleko w zakresie możliwości uwarunkowanych sytuacją tego drugiego.
I kto by pomyślał, że chodzi mi tylko o to żeby spokojnie zasnąć.


Ziemniak cytuje: w tym szaleństwie jest metoda.

Pożegnawszy się z jednym przez gg na niecałe 3 km, rozmówiwszy się nieskutecznie z drugim gg w gg i słuchawka w słuchawkę na 400 km już półsennie, żeby nie czuć się całkowicie przememłaną emocjonalnie mam ochotę zadzwonić do kogoś innego. Niestety nie ma gwarancji, że to pomoże.

shit
Na kaca podobno najlepsza jest praca.

Monday, October 19, 2009

z pamiętnika małego majsterkowicza. yhy.

Kupiłam w czwartek nową lampę (jeszcze chwila a spaliłaby mi się instalacja). Odgrażałam sie, ze zamontuje sama, ale odstraszyły mnie poszukiwania odpowiednich narzędzi. Więc zadzowniłam po elektryka. Elektyk przyszedł w piątek. Niezbyt chciał gadać o lampach, opowiedział mi za to około 10 żartów. Przewody pościnał za bardzo, ale niech mu bedzie - przecież już ich nie dokleję), a na koniec stwierdził, że przecież te klosze są za ciężkie i przewody mogą się urwać. W sobotę wieczorem mama zauważyła:"Ewa, pękł Ci przewód w lampie (osłonka)!" bla bla bla. No to jak pękł, to zadzownię w poniedziałek do sklepu, zapytam co mam zrobić. Zadzwoniłam, szef powiedział, żebym przyjechała to dostanę przewód w innym kolorze, a za tydzień jak będzie u nich dostawca/producent będę mogła wymienić na przewód we właściwym kolorze. _No tak, ale to 2 razy będę musiała wymieniać przewód (2 x 10 = + 20 żartów elektryka + plny). No ale to tak tylko tymczasowo ten żółty... żeby mi lampa na głowę nie spadła. Juz miałam wychodzić. Spojrzałam jeszcze raz na lampę. Westchnęłam. Rozkręciłam wszystko. Podciągnęłam przewody i w przeciwieństwie do elektryka dokręciłam zakrętki na przewodach przy puszce. Działa.
To moja druga superlampa (pierwszej nie udało się odratować, ponieważ oprawek z gwintami już nie produkuja, a i samych gwintów w sklepie z artykułami metalowymi niet). Jeszcze dwie i zrobię sobie uprawnienia elektryka. Chyba, że mnie w międzyczasie co kopnie...

Saturday, October 10, 2009

otwieracze

reggae wariaty. odpowiedni rytm i szaleństwo na parkiecie. wesołe szaleństwo.

Tekst wieczoru: ty napewno wiesz gdzie są otwieracze! yhy.

Koledzy mili, koleżanki słodkie ulubione. Impreza musi trwać dalej. Ser pleśniowy z morelami dostarczam do wanny. Jest na luzie, wesoło, ładnie niewinnie. Czysto. Bez niechcianego podtekstu. Tak myślę. Kochane dzieciaki.

ość

wyczucie a styl bycia
wyczucie moje a czyjeś
wrażliwość moja a czyjaś
wrażliwość a styl życia

miejsce
dosłownie !
i w życiu

moja wściekłość
czyjeś pretensje o to

Do staroci nie wróciłabym. Temat był zamknięty dawno. Wszystko pogodzone. Tylko, że w moim otoczeniu niechcący napotkałam ślady kłamstw. To nie ja miałam być w tym bardziej dorosła. Mam emocje. Jestem wrażliwa niestety. Cóż, że było to wieki temu.

Dobrze, ze się zmieniłeś. Jestem szczęśliwa, że nie ma tu nic w czasie rzeczywistym.

O co chodzi?

Morał z tego taki: nie kłamcie chłopaki.

Friday, October 9, 2009

na.... real-izm

Patrząc nierealnie przez pryzmat słonecznego dnia umawiamy się i namawiamy przyjaciół* na wyjazd w Bieszczady. Tracę na tym to ważniejsze pół dnia. ...po czym dowiaduję się, że lada dzień będzie załamanie pogody. Ty wiesz jak w Bieszczadach wieje? Przecież wiesz. Na ziemię sprowadza mnie siostra.
Sokole góry, które rozważałam, też nie wchodzą w grę jak będzie deszcz i gradobicie czy coś. Bardzo chcę tam pojechać. Zobaczyć. Nie muszę się zachwycić. Chcę obejrzeć. Chciałabym się odprężyć psychicznie i fizycznie w sposób inny niż ten ekspresowy o którym nie napiszemy.

Namawiamy się z Ad. na wyjazd do CzW w połowie listopada jakoś. Tylko, że ja teraz czas wolny mam niemoderowany - zazwyczaj nie wiem kiedy będę zajęta. A ona ma tego czasu jak na lekarstwo, bo zaczyna drugą specjalizację.

Okropne rozleniwienie takie. Niby coś robię, ale nie wiem kiedy, jak itd. Wczoraj domowa histeria. Musiałam uciec gdzieś i uciekłam. Przyjaciółka wróciła po x miesiącach. Mówi o naszych znajomych z którymi zazwyczaj wyjeżdżamy: nasi przyjaciele. Nie warto zagłębiać się w szczegóły. Znajomy lekarz znów uderza w komplementy, w bezpośrednie tony. A mnie sie chce uciekać choćby do najciemniejszych elementów mojego życia, byle schować się przed tym co jest. Obydwaj lekarze palą. Ostentacyjnie opędzam się dłonią od dymu raz po raz. Pieką mnie oczy -zaczynają boleć, zaczyna drapać gardło.

Young reggae masters w Archiwum dziś. Wszyscy młodsi ode mnie. Mastersi jak narazie tylko na plakacie. Busi buzi, ratuj Suz, a poza tym przede wszystkim mają power i nie boją sie robic tego co chcą. Bądź. Napijemy się. Bądź o 21. A nie. Później. Nie zdążymy ogarnąć.(Wypijam piwo juz w domu, w intencji nagłego przypływu energii. W głośnikach amerykańskie ska.)Ma być dancehall. Nieznośny daggerring - tańczyłam już zanim oni wiedzieli jak to sie nazywa - nie podoba mi się, choć ten będzie lekko ocenzurowany możliwościami i poczuciem estetyki tancerzy-amatorów-zapaleńców. Moja młodsza siostra-koleżanka tegoroczna maturzystka ćwiczy od dwóch dni. Niezła jest solo. Zobaczymy co i jak.

Tyle i nic.
Miałam załatwić dziś tyle spraw. Michał stara się mnie motywować. Wspierać. Doradza co i jak. Mam ochotę zakopać się pod wełnianą kołdrą na pustyni. Bez internetu. Paradoksalnie. Przyjacielu.



Popocieszać kogoś? Wyciągnąć kogoś z doła i z niechciejstwa. Palę się do tego chłopaku. yhy. Próbuję. Egoistycznie. Naprawdę. Cie czegoś nauczyć - bezskutecznie.

Sunday, October 4, 2009

Zaba

"Nie schowasz zakochania do kieszeni ani w książkę."


Nie podoba mi się to! Cholernie mi szkoda. Czego?

...
...
...
...
...



...
Idę obejrzeć mecz.

Saturday, September 26, 2009

lasy karbońskie

prehistoria za ścianą
bez dinozaurów z plastiku
na niemal metrowych zielonych skrzypach leżą pożółkłe liście
wszędzie bagno
tupiąc po wąskiej kładce z jasnego drzewa zastanawiasz się, czy to możliwe, że cos takiego istnieje.
po chwili wychodzisz z trzcinowiska i oto przed tobą rozpościera się widok na jezioro. Stoisz na nim, a nieduży pomost kołysze się jak tratwa.
Zapach jeziora porośniętego glonami, rzęsą, liliami wodnymi. Niektóre ich liście są już pomarańczowe. Za kilka tygodni może cała tafla wody pokryje się takimi pomarańczowawymi pływającymi kapeluszami.

Wednesday, September 23, 2009

papugoczłowiek i satanista

Telenowele wymiękają,
ale jak już podjęła zdecydowaną próbę zerwania na dobre z poprzednim kochankiem, znalazła biedronkę na parapecie.
On się narazie nie zgadza, ale ona zdecydowanie ma już tego dość.

Biedronka poleciała do nieba, a ona zapomniała ją poprosić o spełnienie życzenia.

Ostatni wybranek twierdzi, ze nic nie chce:
- Nie uzależniaj się ode mnie. Chciałbym żebyś była tutaj, ale jakbyś była to nie wiem jakie miałabyś o mnie zdanie.
Rozpuścił ją. Ona tęskni, ale stuprocentowo wie, że nie chciałaby jego codzienności - mimo, że nie zna szczegółów. I nadal jeszcze tęskni.
Przez drzwi sąsiedniego pokoju widać siedzącą na podłodze papugę, która trzyma w prawej łapie kawałek gruszki. Bardziej rozdziobuje niż je.

Najlepszy obecnie przyjaciel mówi jej by nie skreślała satanizmu, skoro nic o tym nie wie. Znowu nie udało się pójść na wspólny spacer, bo albo jedno albo drugie pracuje. Jest niezastąpionym przyjacielem.

Chyba czuje się samotna. Chyba jest - trochę z wyboru.
Podobno chodzi o to, żeby umieć wybrać te rodzynki.

[/książka]

Sunday, September 20, 2009

ona śpi

Zmęczona po tygodniu wychodzę z klubu po 10 minutach, idę do domu. Spać przed 24.
Przed 2. telefon. Gdzie jesteś? Śpię. Obudziłeś mnie. Słysze sygnał.

Słoneczna sobota - piękny dzień na skate jam, koledzy kolegi i jacyś koledzy.
Ktoś się tłumaczy. Zaczyna zachowywać się lepiej.
Lubię reggae, ale deskarzom słabo wychodzą tricki przy tej muzyce. Beztrick. Imprezę rartuje sympatyczne towarzystwo. Wesoło.

Robimy sobie nasz private after nad zalewem kraśnickim. Zachód słońca, później niebo gwieździste, światła miasta tu nie dochodzą. o 20 fajerwerki.
Czyjś złoty brat przyjeżdża po nas, wracamy. Przystanek po drodze, chłopaki idą zostawić samochód, wracają z whiskaczem i colą. o to to. Idziemy na before po afterze.
Nowy kolega obiecuje sobie, że zabierze mnie na tańce (zgryw - ale jaki miły!). Pomysł cudny. Niedawno Kuba wpadł na taki pomysł względem swojej koleżanki. Nowa moda? yes yo :) o to chodzi.

Jestem w domu niedługo po północy, zastanawiając się jak to możliwe, że nie zrobiłam prawdopodobnie prawie niczego głupiego. Kac rano, zaleczany z siostrą i szwagrem, tradycyjną jesienną wyprawą, w poleskim parku narodowym: cisza spokój, jedna ścieżka kolejna, jeden szlak, drugi szlak, jezioro, las, bagna, torfowiska, las, pole, jezioro, pięknie.
Sms, żebym przyszła o godzinie./ Nie będzie mnie jeszcze./ Poczekam./ Nie czekaj dziś. (Dziś jak dyplomacja. Bez sensu.)
Cieszę się popołudniowym słońcem.
Zmęczenie i brak planu na kolejne dni i więcej słaby stan rzeczy. Może coś wyśni. Teraz odpoczynek po aktywnym wypoczynku. Sen.
Znajome uczą w szkołach. Za dobrze to już znam. Zarys tego, czego chcę jest inny.

Wednesday, August 26, 2009

w drodze cz.3

oj
coś pani wypadło
tak. i to coś co nie powinno było wypaść (wpadło pod fotele w pociągu)
ja pomogę pani to znaleźć
gdzieś przecież musi być...
ale pomogę naprawdę
no dobrze, ale proszę uważać bo to gaz pieprzowy.

o jest.

kilka godzin później znałam już liczne historie z podróży stopem po Europie, z pola namiotowego w sercu Bieszczad które odwiedza już od 10 lat, z Gardzienic, z różnych zbiegów okoliczności. Wymieniliśmy się mailami z sympatycznym blond hipisem spod Wrocławia. Przysłał zdjęcia z Bieszczad, temat: dla dziewczyny z gazem pieprzowym. Miło. Odpiszę. Portugalce też. Ona dziś wyrusza w podróż powrotna przez Wiedeń. Ciekawe czy w weekend też była w Krakowie.

Zwiedziłam Nową Hutę. Ponad 2 godziny.

Kraków brzydki. Duże miasto, niewyraźne mapy. Rozmawiamy z jednym dresem o drodze na Coke. Niegdyś tutjeszy. On decyduje pojechać naokoło autobusami. Ja zostaję jeszcze na przystanku na chwilę. Przychodzi drugi dres. Bardziej kreszowy. Bardziej dresowy. W kaszkiecie założonym wedle prawidłowych wytycznych. Sprawdza autobusy, po chwili idzie w stronę która mnie interesuje. To dobrze. Mija kilkadziesiąt metrów, idę za nim. Co jakiś czas ogląda się czy jestem. 20 minut później dochodzimy do głównego skrzyżowania. On i ludzie którzy wkleili się w drogę przed nami, skręcają w niewłaściwą stronę, przechodzą przez światła, jak gdyby zrobili sobie tylko spacer naokoło do serca Nowej Huty. Zaczepiam jakiegoś 2-metrowego małolata. Tak, tędy. Po drodze jakaś nic nie znacząca zaczepka. Zignorowawszy.
Przy bramie słyszę: Suz Ewa Ewa Suz. Odwracam się. Znajomi Sło. Powitane. Napijesz się? Sama tu przyjechałaś, z Lublina? Daleko. Adaś wstawaj :) piącha (tak się cieszę, ze to tym razem ja jestem trzeźwa i niezaspana). Idę po bilet. Tymczasem.
Mili ochroniarze, panowie tak, panie nie, depozyt, żarciki. Klimat jak na lotnisku. Wrzucam do białej koperty kosmetyki, tabletki tylko dla kobiet... pani nie chce przechować mi całego bagażu. a może jednak - przekonuję, ale nie ma opcji. Kobita od kontroli znów marudzi. Idę pod scenę.
Madcon szaleństwo, ludzie skaczą. nie mam na to siły, ale jestem pod wrażeniem. Wszyscy z rękami w górze, równo, ziemia drży, nagłośnienie mocne, dobre bity. Piszę smsa. Spałem, gdzie jesteś. Dogadywanie się w przerwach miedzy piosenkami. Chcę mieć jeszcze chwilę dla siebie. przecież i tak zaraz się spotkamy skoro już przyjechałam. Może lepiej byłoby wyłączyć telefon, przestać pisać.
Kończą się bisy. No dobra. Rozglądam się. Czekam aż podniesie głowę znad telefonu. Bardzo widać po nim kilkudniowy melanż. Nie che iść do znajomych. Zostańmy tutaj. Ale ja chcę iść do twoich znajomych, chciałam ich zobaczyć jeszcze, nie chcę żeby było tak jak ostatnio. Zostajemy tutaj. Trochę powitań. Chodźmy. Oprowadź mnie. Znasz już tu pewnie każdy kąt. Nie, zostajemy. Chodźmy. Nigdzie nie idziemy. Nie idziesz ze mną? To idę. Nie słucham co dalej. Chcę zobaczyć pozostałe sceny, chcę zobaczyć co tu jeszcze jest. Na mniejszej scenie Marika. Prawie jej nie widać. Przede mną bardzo zatłoczony namiot. Nie da się jej słuchać. Koszmarnie wysokie tony. Idę dalej, wracam po niespełna 10 minutach, ciekawe czy jeszcze będzie. Idzie w moją stronę leniwie. Czytam smsa od niego, żebym wróciła to cośtam. Ta.

Siadamy pod sceną na ziemi. Chillout. Tłumaczy koledze, że nie przyjdzie bo jest tu ze mną i tak ma być. Ja słucham i jest mi miło ale chcę do ludzi. Mówi mi kto dzwonił. Wyjątkowo. Koncert. Zawsze sama tańczę te piosenki. Teraz po chwili wygłupów zaczyna mi być trochę nieswojo. Nieważne. Śpiewa kilka pierwszych wersów kilku refrenów. Miły głos. Po koncercie nareszcie idziemy do ludzi. Odkleja się ode mnie. Poznaję kolegę który dzwonił. Bardzo miły. Jakaś blond małolatka pyta czy ten Bartek to mój chłopak. Zaprzeczam. Rozmawiamy chwilę. Sło kręci się bez sensu to tu to tam. Na kolejnym koncercie znów gubimy znajomych. Cali mokrzy po kilkugodzinnym deszczu. Próbujemy zebrać wszystkich i ogarnąć jakiś plan. Moje plany udanej imprezy w BK z Matysem i Aśką odchodzą w zapomnienie. Jest coraz zimniej, wcale nie przestaje padać. Koleżanka cała się już trzęsie z zimna. Czekamy jeszcze na kolegów. Co chwila bluzgi przez telefon, ponaglanie. W końcu wsiadamy w taksę i po chwili spacerujemy w deszczu już po zupełnie innej dzielnicy. Oni przyjeżdżają przed nami. Zaraz będziemy skakać przez to okno. Dzwoni Asia. Wyłączam się gdy stawiam jedną stopę na dłoniach znajomego. Jest cieplej, znika stres, nie chce stad iść. Oddaję Adasiowi jego przemoczoną bluzę od Sło. Przemykamy korytarzem. Po paru godzinach nastaje pora na sen. Znikamy na chwilę. Sło.

Uwielbiam wszystko co z tobą związane.
Chciałabym żeby tak było.
Słucham?
Chciałabym żeby tak było.

Rano już nie błądzę po Krakowie. Gdyby nie nadal przemoczone buty zostałabym jeszcze. Ale nie da się. W rekordowym tempie jak na kogoś kto nie ma pojęcia gdzie jest dostaję się na dworzec. i po drodze

Monday, August 17, 2009

w drodze cz. 2

...
kląsknięcie
...
kopiowanie gestów
...
2 godziny później:
- idę po coś do picia, przynieść coś pani? - pierwsze wypowiedziane w moją stronę słowa. Pociąg stał w Łodzi. Długo.
- Nie, dziękuję
- Mogłaby Pani rzucić okiem na moje bagaże?
- Pewnie.

Jakiś czas później
-Gdzie jesteśmy?
-Siedlce.
...
- Ja jestem z, pracuję w, blablabla, wracam do, jestem zwolennikiem przedwojennego sposobu traktowania kobiet, blablabla jakaś historyjka z warszawki, coś o pracy, coś o studiach, coś o kobietach w amerykańskim lotnictwie, mała dyskusja, coś o imieninach żony (tak jakgdybym nie zauważyła tej obrączki godzinę wczesniej) i zamawianiu kwiatów, coś o dzieciach - takie zdolne, pani jest bardzo kobieca, no nie mogłem oderwać od pani wzroku, ja przepraszam, że tak mam.
- Ale nic się nie stało :) To było całkiem zabawne :) i jest całkiem naturalne.
- No tak, ale nawet mój synek mi powtarza: tatusiu, nie rób tak :)
- Chyba trzeba w takim razie posłuchać synka. A ile ma lat?
- ... (opowieści o synku, o żonie, o tym jak jest w warszawce, jakie tam są kobiety, i o gangsterach z Pragi, i że mam posłuchać któregoś polskiego rapera. pezeta chyba, z którejśtam płyty, jeśli jestem ciekawa jak oni te kobiety ci gangsterzy postrzegają. ale to jest tylko taka reakcja. trochę obronna. bo to wszystko przez kobiety. bo one są tam takie że oni nie mają wyjścia, a w pracy to mi pierwszego dnia powiedzieli...)
kolejne pół godziny później, tuż przed jego stacją docelową, sympatyczny gaduła mi się przedstawił, pochwalił na odchodnym moją ciemnoszarą bieliznę którą jednak było widać przez białą bluzkę w bardzo kolorowe motyle. W drzwiach przedziału zdążył się ze mną pokłócić że to triumph a nie la senza czy cokolwiek innego.
-No dobra, ale Triumph też miał taki model. - Rzucił pojednawczo już z korytarza.
(nie pracował w sklepie z bielizną)

Dawno nie miałam tak śmiesznego towarzysza podróży, ale bardzo cieszyłam się że nareszcie wysiadł, bo trzeba mu przyznać że był bardzo przystojny.

Niedługo później była pora i mojej przesiadki. Ogarnęłam mikrozakupy z coca-colą i snickersem w rolach głównych i na dworcu spotkałam już znajomych. Przy wejściu na pole namiotowe poznałam mojego współlokatora, który niestrudzenie pomagał mi rozkładać moją zieloną willę. Niedługo później pojawił się współlokator nr dwa i tak już zostało. Nikt nie chrapał, co dziwne wydychane powietrze nie zalatywało piwem :) i być może dlatego czułam się jakbym spała w namiocie z dziewczynami, tyle że żadni dziwni kolesie nas nie zaczepiali :] Niestety nie mogłam wziąć chłopaków do domu.

Saturday, August 15, 2009

bardzo

nadal nie wróciłam całkiem do Lublina
ogarnęłam sporo ważnych spraw; dyplom, urząd, ...
czuję się jednak trochę jak pod sceną w Krotoszynie
moje myśli w jeszcze innym mieście, ale muzycznie w głowie cały czas tamto.

Do Ostródy może i powinnam była jechać. Bardzo niewdzięczna ze mnie bestia jak widać. Jest wejściówka, łóżko do spania, kilka osób które chętnie bym zobaczyła z wzajemnością. Gdybym był tobą spakowałbym się czym prędzej i wsiadł w nocny pociąg. Jesteś nieoceniony, zapomniałam dodać. Tak, pewnie do zobaczenia niebawem.

tego nie usłyszę na żywo



Jak sobie pomyślę o kilku obowiązkach które mnie tu niby trzymają to chyba, chyba tego nie skomentuję. Niby ważne rodzinne wydarzenie m.in. Okazja owszem, ale uroczystość poza moją estetyką a wódka mi nie wchodziła bardziej niż zwykle, czyli wcale. Właśnie wróciłam.
Idę spotkać się z przyjaciółką. Trochę chyba trudny czas mamy.


Czekam bardzo na coś co może zdarzy się w przyszłym tygodniu, choć szanse widzę nie są duże. Ale przecież z jakiegoś powodu mi się to śniło. Może dosłownie. Z Krotoszyna mogę przeskoczyć prosto w tę sytuację. o.

Wednesday, August 12, 2009

w drodze cz. 1

8 rano dworzec kolejowy
pani w kasie niepanimaju po angielsku
-Ale jaki to pociąg - pyta.
słucham jej polszczyzny moim polskim uchem i nie do końca wiem jak interpretować to pytanie. Wtrącam się. Sympatyczna cudzoziemka pokazuje mi dokładnie rozpisaną na kartce trasę łącznie z ceną biletu normalnego.
- Pośpieszny - mówię
- Musi pani iść do informacji zapytać się jaki to pociąg
- (przecież nie k. osobowy ani express, mamroczę w głowie) ale chodzi pani o to czy pośpieszny czy jaki numer?????? odpowiadam starając się uzmysłowić kasjerce bezsens jej pytania.
- Proszę dowiedzieć się w informacji, bo ja nie mogę wystawić biletu jak nie wiem jaki to pociąg
...lubelski dworzec rlz...
- ok, let's go to the information office (też mi office. phi)- I w bieg, to robi większe wrażenie i łatwiej wkleić się w kolejkę, na szczęście nie dużą. Pani w informacji (jak wyjęta żywcem z filmu Miś) słuchając jednym uchem, potwierdza: pośpieszny na całej trasie. Pani w kasie pyta czy na pewno. (ojjb sięga zenitu, 3 minuty do dojazdu, jeszcze nie mam biletu, nie ma czasu na awanturę, mimo dobrych chęci.
- na pewno, na całej trasie, poprosimy ten bilet już................... do Olsztyna przez Warszawę Centralną, 54,20 normalny 2 klasa. pośpieszny na całej trasie.
udało się.
Moja kolej. Krotoszyn, przez Warszawę zachodnią i Ostrów Wlkp. Pospieszny od do, pospieszny od do, osobowy od do. Powtarzam kilkukrotnie. Biegnę na pociąg już nie sama.

Tak oto za sprawą bardzo niesympatycznej pani w kasie, poznałam bardzo sympatyczną portugalkę, całą drogę do wawki konwersując beztrosko in English na wszystkie możliwe tematy neutralne oraz
- portugalczycy emigrują dość często, do UK, do Francji, Niemczech, do Australii, do Afryki, zwłaszcza Angoli, mieliśmy tam kiedyś kolonie i ludzie na starość zwłaszcza wracają. Moi rodzice urodzili się w Afryce, teraz mieszkamy w Portugalii, ale oni planują tam niedługo wrócić na stałe. No i do Polski też wyjeżdżają Portugalczycy. Ale to już nie za pracą. Zakochują się w Polkach i nic dziwnego. Typ słowiański i typ latynosa. (hehehe, don't exaggerate)
- w Portugalii najlepiej jest w maju, jest pięknie, przyjedź, oprowadzę Cię po Lizbonie, bardzo lubię oprowadzać znajomych po tym mieście i okolicach, zobaczysz rzeczy o których nie piszą w przewodnikach.- wymieniamy się mailami, telefonami, życzeniami dobrej drogi.
Miło czasem wyjść z domu. A wszystko przed 11.

Monday, August 10, 2009

my world is empty without you babe



komentarz dodam innym razem. może następnym.
póki co regeneruję siły po bardzo dalekiej podróży i wracam na ziemię po niezapomnianych wrażeniach muzycznych. Żadne nagranie tego nie odzwierciedli.

a jak porównasz nagranie to z nagraniem np The Supremes może załapiesz o co chodzi w reggae.

Tuesday, July 28, 2009

w międzyczasie

Uczę się rozmawiać:
mówić

Trudno mi szczerze sprecyzować czego chcę. Szczerze wobec samej siebie.
Chcę żeby było fair.

nie lubię poważnych rozmów
bo są jak wtykanie kija w mrowisko

przed: jest niegroźnie, może nie wybuchnie
po: chryja


...

(kilka dni później)

nie wybuchło

hm...

i poczułam się lepiej i trochę bliżej czyichś myśli na chwilę.


choć liczę się cały czas z elementem zaskoczenia który objawi się po którymś weekendzie i tak już zostanie. Nie jestem szczęśliwa z tego powodu, ale ponieważ nie wiem czego chcę (nie dążę do odległego czegośtam) to i nie mam szczególnych wyrzutów dla .z powodu.
I bardzo się ucieszyłam że po dwóch stronach opowieści o tym co mi się podoba, nie zostało mi przypomniane pytanie o tym co mi się nie podoba w.
Lubię się skupiać na dobrych rzeczach. I tylko na dobrych rzeczach. Nawet powierzchownych. Póki mogą być o tak o. Czerpię z tego taką mikro radość teraz. Co wnika przez skórę pomimo. I działa przez kilka godzin jak balsam do ciała o ładnym zapachu. Utrwalacze?

Monday, July 20, 2009

sz

twoje oczy są szare, czy niebieskie?
nie wiem.
ja też nie.

nie rób takich dużych oczu. (i tak nie wiem)


we śnie mnie ktoś przestraszył, wiem kto.
a że boję się moich snów, chciałam się dziś schować w tamto wspomnienie.
czemu akurat w tamto?
nie wiem.

moje sny bywają blisko rzeczywistości.

Friday, July 17, 2009

anuh my fault

mam teraz mnóstwo czasu

mimo to cały czas mam co robić

wszystko na co nie miałam czasu wcześniej

te kilka rzeczy które muszę kminić
te kilka rzeczy które chcę zrobić
i te których planuję się nauczyć
itp

to nie zmienia faktu ze tęsknię za paroma osobami które ostatnio niepostrzeżenie stały się dla mnie ważne.

Niesamowite że kilkudniowa znajomość dała mi tak bardzo do myślenia. Nie wiem na jak długo wystarczą moje mądre wnioski zanim znów wpakuję się w coś głupiego.

Niesamowite że koleżanka poznana na imprezach stała się dla mnie tak bliska, że zna moje tajemnice których nie zna nikt inny. Słuchając, przyjaciel podsumował, że się zakochałam, ale nie. To nie to.

Rozumiem, że własne plany, własne życie, własne kminy, nowe lub stare miłości etc. whatever
może jakieś nieporozumienia.
nie wiem...
dla mnie wszystko luz (oprócz nieporozumień), tylko że dziwnie się czuję
gdy nagle znikacie.

to może chociaż pocztówkę?


! jak minie mi sentimental ten, to edytuję. aj promis.

Thursday, July 16, 2009

drobiazgi

[foto.jpg]
Różowe skarpetki w czerwone papugi z żółto-zielono-niebieskimi skrzydłami. Papugi ze skrzydłami, nie skarpetki. Dziękujęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęę ;*






[foto.jpg]
Jasiek wytłumaczył mi fenomen 20-latków. Obiecał wyswatać wedle życzenia a w razie niewypału pomóc w niańczeniu ślicznych skośnookich dzieci. Mamo?


[foto.jpg]
Fajna knajpa w kinie przedwiośnie. Gigantyczne fototapety z aktorami z początku stulecia XIX. Sympatyczny kucharz z akcentem. Pyszne jedzenie. Na deser ciasto truflowe z Asią na pół. To jest to.

[foto.jpg]
Marcel rozbujał reggaelandowy mikronamiot Ictusów z reggae. Potańczone! Dawno nie słyszany konkretny dancehall. Kasia: Ewa, jesteś cała mokra. Byłam. Nic tak nie poprawia samopoczucia. Kompromitujące mnie zdjęcia są w aparacie Pauliny. Prawdopodobnie wypłyną na światło dzienne bez cenzury. Blady strach ;p Znajomy kiedyś powiedział, że na wszystkich zdjęciach wychodzę bardzo dobrze, tylko widocznie niektórym za bardzo się przypatruję :> Jakby co, nie przypatruj się! ;)
A na urodziny poproszę dancehallowy ręcznik sportowy.
Przyda się bo LSM też wtedy obchodzi urodziny, tak? :D

Sorry za ten dancehall, ale lubię i już. Prawda, przy niektórych wstydziłabym się wyjść na parkiet, mimo pełnej aprobaty znawców dla mojej mocno osadzonej w temacie, jednak amatorszczyzny. Tak naprawdę niewiele osób w Pl łyka ten taniec. Inna kultura, inna estetyka, najbardziej niezmysłowy taniec jaki przychodzi mi do głowy.
Siniaki na spodniej stronie ud. Co jest w tych cukierkach, E? Może powinnaś je ograniczyć? Trochę akrobatik stajla i inne wygłupy.
[foto.jpg]

[foto.jpg]
On ma na czole ekran lcd. Widać tam wszystkie jego myśli, wypisane twoje imię. Śmiech. Wydaje wam się. (To minie równie szybko jak się pojawiło. Ten typ tak ma. Lekka parodia kogoś innego) Miałam rację. Przynajmniej raz! :) Kasia nieoceniona, śliczna, wesoła, urocza i już teoria mi się potwierdza ;p
Ale odprowadzka na dworzec o 4 rano bardzo mile odczytana. Już nie taki drobiazg. Choć ekran lcd nie przyciągnął mojego wzroku. Trudno mi skupić moją własną uwagę uwagę w takich sytuacjach.

[kolaż]
Jakoś żal że Rib taki zakochany. Szczęściarz ;*
Serdeczny uśmiech Lotnika.
Big V coraz większy. ("taka moja natura!") Miło spotkać, przywitać się, zamienić kilka słów. Ostródzka przyjaźń trochę rozmyta. Wiem czemu. Tym razem na magiczne podwórko spacer w zmienionym składzie, x2.
Yazol znów zmęczony, nie tańczył. Ale i tak wiadomo, jak tańczy. Uśmiech się. Jeszcze będzie.
PrzeMiłe spotkania: Lucek, Kuba – najlepszy piosenkarz. Wspominamy z J. to czego nie pamiętam. Złote chłopaki byli w głupim, trudnym dla mnie momencie. Lv!

Marcin – 15.06. byłem wtedy na KULu, szukałem Cię, miałem jakieś szkolenia, chciałem Ci od razu pogratulować. Nie zdążyłam odebrać telefonu. Czuję się najlepiej słuchając.
Wiesz, siedziałam wtedy w parku z koleżanką:* (popijając coca-colę) Myślałam, że jesteś w szkole.


Towarzysko cudnie, bo zbieramy wyjątkowe chwile, dzieją się nowe ważne motywy.
Dużo śmiechu też.

Monday, July 13, 2009

rzeczy za słodkie nie istnieją

-Jak dla mnie rzeczy za słodkie nie istnieją
-Spróbuj kiedyś pożreć pół słoika miodu to zobaczymy
-Miód jest mdły. Narazie zbliżam się do połowy puszki masy krówkowej
-Hmm... zasugerowałbym, że utyjesz - ale to jednak nie byłaby prawda.
-to prawda. nie byłaby

to się nazywa przyjaciel :) idziemy po południu porzucać nożami do rzucania w starym lesie :] dzięki temu powrót do szarej lubelskiej rzeczywistości jest mniej szary.

Zmęczenie - znieczulenie. Słysząc sygnał smsa mam nadzieję że to sieć. Nie mam siły odpisywać. Te podróże.

W kluczowej za krótko. Chcę jeszcze. Może uda się w sierpniu.
Dzień deszczowy, drelujemy wiśnie, przebieramy czereśnie, popijamy Jaggermeistrem. Z odstawionego kieliszka spływają krople soku z wiśni. Wujku, ja tu piję więcej i częściej niż w domu :)

Pogawędki z dziadkiem na huśtawce w ogrodzie, na ławeczce przed domem. Wspomnienia starych piosenek. -Kiedyś to był patriotyzm panie. Kiedyś to się dużo śpiewało. Na spotkaniach ze znajomymi zawsze. -Teraz tak nie ma, dziadku. Niestety.

Odwieźliśmy z wujkiem moją siostrę na autobus powrotny. Gadugadu, a w tej Warszawie masz jakąś koleżankę, tak? W sumie to mam tam całkiem sporo znajomych, ale takich bliższych to dwoje. To jedziesz teraz do koleżanki? Nie, do kolegi. Wujek zamilkł lekko zatroskany. Miłe to zatroskanie.

Nie było czasu odwiedzić Oli mieszkającej na przeciwko. Rodzinnie, niedzielny przypadkowy zjazd, poniedziałkowe urodziny, bratanica, bratanek, mistrz Europy w taekwondo puszczający latawca przywiezionego z myślą o jego córeczce :) Niekończące się rozmowy z dziadkiem, dużo wspomnień lepszych niż książki do historii. Spacery po polach - prawie górach, paradis. Chabry i maki w zbożu. Dużo ziół. Ogromne drzewa czereśniowe. Widok na dziesiątki kilometrów i więcej. Kocham tę przestrzeń.

Wszystkiego nie zmieściłyby serwery bloggera.

Warszawa, Płock - megabajty wspomnień w skrócie, czekam na zdjęcia.
Rozmowy o życiu zamiast drzemki - bezcenne.

Friday, July 3, 2009

out

Out na jakiś czas i setki kilometrów.
Bez muzyki, bez aparatu. znów nie będzie obrazków do podzielenia się.
A dziś widziałam najpiękniejszy świt przed wschodem słońca. Też nie pokażę, jak zwykle.

W planach spotkanie kilku osób. cieszę się na te spotkania! Rodzina, Aś & Jaś i jeszcze kilka ;*
Chciałabym Sło zobaczyć. Bo tak! (śmiej się śmiej albo opadaj rączki jak wolisz. Cz-we lv ;p). Z mojego punktu widzenia jest to po drodze i prawdopodobne. Wymaga dobrych chęci.

Wysłała txty K. Jakoś głupio. Ale głupota też ludzka rzecz.


Agz, tęskniem i nie wiem co z Tobą... i o co kmn.

I tak oto mój blog zrobił się tablicą życzeniowo-informacyjną. 14stka by się nie powstydziła!



a z nowości:
Zostałam fanką chińczyków sprzedających w Lublinie odzież Made in Italy. Nareszcie ktoś! I fajną chińską muzykę puszczają a nie ten zasr rmf czy cośtam.

Tuesday, June 30, 2009

zaraz wakacje?

poszedł sygnał
rano sms: Jedziesz nad morze? Koniec lipca/sierpień, jesteś chętna?
y, ale kto? jak?
Weronika
miło!
się zobaczy
nadal wolę spontan i camping po studencku, tak plenerowo jak tylko się da.

Ula: wrzesień: Rumunia/Bułgaria? no chyba że Słowenia?
Nie mam do tego głowy. Musze odpisać? Wolałabym do Czewy szczerze mówiąc, najchętniej jeszcze przed wrześniem. A najbardziej wolałabym pracę, megapochłaniającą, żeby nie móc myśleć o niczym innym tylko o pracy.

zapowiedziany miesiąc temu telefon: czy mogę Pani wysłać to tłumaczenie?
(alelujah) tak, oczywiście, ale dziś jeszcze nie mogę do tego usiąść, strona rozliczeniowa 1200 znaków ze spacjami, ups miało być 1500 znaków. To przez zaskoczenie. Wyjaśni się najwyżej.

Wsiąkłam znów w surreal niechcący. W kilka najmilszych słów, zbyt miłych żeby powtarzać, pisać gdziekolwiek. Pewnie po piwie z kolegami. Może nie ważnych. Surreal bezsens. W internecie nie ma odpowiedzi na to czy oddałam książki do biblioteki, gdzie jest moja karta biblioteczna z Chopina, ani kto mi pomoże posprzątać w szafie i papiery.

świadomość że zaraz 1 lipca mnie nie cieszy. pobiegłam.

Ps: Jak ktoś się modlił o +30st.C w Lublinie to ma w papę ode mnie. Co za skwar.

Monday, June 29, 2009

chciałaby



się marzy się
;* thx lv za każde słowo wczoraj!
znajdź siebie na tym zdjęciu jeśli potrafisz :)
co Ci się przyśni jutro?

Thursday, June 25, 2009

lubartowska żyje

Nie moja wina że moja lekarka którą sama sobie wybrałam (i chodzę do niej częściej niż do pani od gardła) przyjmuje w jednej z klasycznie najgorszych dzielnic Lublina.
Nie lubię chodzić tam sama. Choć specjalnie wracam zawsze drogą pomiędzy najbardziej obdrapanymi kamienicami. Studenci powyjeżdżali za to tamtejsza kawalerka ma dla siebie więcej przestrzeni miejskiej. Mikromiasto.
Wysiadam na przystanku, wyprzedzam koleżkę w dresach, czerwona gęba, rozbiegane oczy, ledwo lezie. Za każdym razem idzie z tej strony co moja torebka. Bez sensu koleżko, ale przecież nie możesz o tym wiedzieć. Nie stresuj mnie. Wybieram lepszą drogę, więcej tu ludzi, przyspieszam, czerwona gęba znika daleko w tyle. Przez furtkę w ponad 2 metrowym płocie ozdobionym drutem kolczastym wchodzę na podwórko przychodni. Godzina czekania, 3 minuty wizyty. Proszę bardzo, bardzo proszę powtarza oschła lekarka w nieokreślonym wieku. Dziękuję bardzo, bardzo dziękuję, do widzenia. Na korytarzu mijam panią w białym kitlu z firmowym kubkiem od producenta leków.
Znów przechodzę pod płotem z drutem kolczastym, tym razem wychodzę na garaże. Prawie nikogo nie ma na otwartej przestrzeni. To jak dziś...Nie przez podwórko, dwupiętrowe bloki komórek z drewnianymi schodami i tak widzę z daleka. Wybieram wąską uliczkę między starymi kamienicami. Tutaj od frontu nie ma świeżej farby w pastelowych kolorach. Kilkadziesiąt lat bez malowania, może więcej. Po drugiej stronie bramy jest podwórko z widokiem na stare miasto. Zamknięte. Mijam z mocnym postanowieniem, że może kiedyś. Idę ulicą w dół, zerkam na nierówny bruk i na chłopaków za rogiem. E raczej luz. Przecinam drogę skręcającej karetce i wchodzę w główną arterię. Chodniki są już szersze. Ludzi jest więcej, ale większość leniwie przestępuje z nogi na nogę, spaceruje od bramy do bramy, od bramy do drzwi. Odstawiony na czarno tutejszy elegancik, wysoki, trochę opalony, o cerze wyżartej przez trądzik wiele lat wcześniej, idzie niby przed siebie, ale widać że nie do końca jeszcze wie za kim i gdzie. Trochę jak statysta z filmu z początku lat 90tych. Vabank. Tylko że bardziej się wyróżnia. Żegnam starą Lubartowską i dziewczyny z koszmaru z wózkami. Lepkie powietrze.

Przechodzę przez nudny deptak. Spotykam koleżankę która chętnie opowiada mi wszystko o jednym z moich potencjalnych pracodawców, co sprawia że jeszcze bardziej chcę stąd wyjechać. Wracam na ładny 30-letni LSM. Burza i deszcz.
Pierre będzie spowrotem na dniach. Oznacza to weekend pod znakiem opowieści z życia w Hiszpanii. Obejrzeliśmy z Hamletem He-mana przez net, doceniając kunszt tłumacza a.k.a. na potęgę posępnego czerepu. Pora na jakiś list motywacyjny.

Agz? co z Twoją uczelnią...? Daj znać, bo wiesz.

Wednesday, June 24, 2009

przerobione

od chłopaków z kompa



I know ur sentimental feelin' like there's just nothing left
z imeemu

I chciałabym piosenkę od S. na maila. Poprosiłam nawet. Ciekawe czy się zbierze tym razem. Nie mam czego słuchać!


Nie chce mi się jechać do Płocka. Jak sam skurwysyn mi się nie chce tam jechać. Kaśka już chyba zaklepała sobie urlop, nie ma czasu pisać, latając po Europie w te i spowrotem, ciekawe czy zaliczyła już jakiś czarter na Kajmany. Czasochłonna praca stewardessy. Mogłyśmy mieszkać razem od maja, ale ja jak zwykle muszę dokończyć co mam do zrobienia a potem dopiero kminić nowe rzeczy. Skutek jest taki że się rozleniwiam w międzyczasie po i przed. Tylko szybkie decyzje dają rezultaty. Jakiekolwiek decyzje.

Tuesday, June 23, 2009

lv

sobie ocenzuruj i baw się dobrze czytając. jak było wesoło napisze innym razem.


lv to taki skrót
znaczy różnie
znaczy że się zagapiłam na kogoś
albo że się zakochałam
znaczy że kogoś uwielbiam
albo że jest mi najlepiej z
nie zawsze znaczy mniej niż luv
ale inaczej i lepiej
za każdym razem trochę co innego
i jeszcze kilka rzeczy

love Częstochowe nadal, nawet bardziej
(bo się rymuje bo czytam jak chcę)
Wakacje prawie idealne. Brakowało mi Agu do pełni szczęścia, i mama dzwoniła że papug tęskni. Teraz papug terrorysta cieszy się w pokoju obok a tęsknię ja dla odmiany: wytrząsam z głowy niepotrzebne obrazy. Ściema. Odpoczęłam, zakochałam się zamiast rozhuśtać. Trochę nie wiem co z tym zrobić. Szymon by znowu powiedział, oj Ewa coś nie masz szczęścia do facetów. Bo widzisz kolego, szczęście do facetów to trzeba umieć mieć.


Na dworcu spotkałam jednego gitarzystę, 10 minut szczerej rozmowy znienacka. O jego najważniejszych sprawach bo to przecież on dla niego jest najważniejszy. A mnie moja własna osoba w tym kontekście nie interesuje. Nie mieszam się w to, pomimo kolejnego zbiegu okoliczności. Może coś dla mnie skomponuj... Mam ładny tekst po niebieskim. szkoda żeby leżał tylko w pliku *.txt. Tylko Ty już lepiej nie śpiewaj. Zapomniałam zapytać. Przyjechał pociąg. Trochę puenta wyjazdu - takie nie inne pożegnanie.

kto ze mną zamieszka w Wawie? Jeszcze nie mam tego stażu, ale nie chcę zostać tu gdzie jestem.



biegnę do Ag :*

Thursday, June 18, 2009

rozhuśtać :)

Mam się bać? To może pójdę się pakować :)
Ogólnie to siedzenie w domu przeraża mnie bardziej. Najchętniej pojechałabym w dłuższą trasę: do Czewki, do Kluczowej, może do Bielska albo lepiej w okolice i do Wawki, ale lepiej będzie jak poprzestanę na Czewce, wrócę i ogarnę internet porozsyłam CVki etc. żeby dobrze zacząć tydzień - o ile to wogóle możliwe w poniedziałek, max we wtorek. Potrzebuję się trochę rozhuśtać, bo czas już uciekać a mnie nadal w głowie lubelskie klimaty. Albo raczej jeden składnik tego klimatu.

Póki co mam obiecany koktajl truskawkowy :]

Sunday, June 14, 2009

weścoźnapish

mało mi i mało

!



inspiracji wyjątkowo też

Tuesday, June 9, 2009

Monday, June 8, 2009

love Częstochowe

i szkło na podłodze (już zmiata, zbieram kawałki spod materaca, potem walczymy/walczą z powodzią, wygrane)
i to że wszechobecny luz
bez spiny
i to że chłopaki Agu mają podobne zdanie o lublinianach jak ja mam (no z wyjątkami kilkoma) Nie muszę się przyznawać, tylko słucham o ich obserwacjach i tak bardzo wiem że mają rację. I się uśmiecham, smutnawo.
I maja piękny akcent i intonację w co lepszych żartach. Tamtejsze to bardzo ulubione.
I że naleśniki o 5 rano: zrobisz nam E.? pomogę Ci! Co mam zrobić? Muszę się nauczyć gotować. Nie mam pytań jak sobie radzisz nie umiejąc, ale i tak Chłopaku, love! po lubelsku to by było szacunek zmieszany ze zdumieniem, więc proszę nie kojarzyć rzeczy dziwnych, ale love po prostu takie zachowanie przy trzecim poranku melanżu.
A zaniesiesz mnie do łazienki? tylko 62 kilo. Zlikwidowałem powódź w kuchni, muszę umyć nogi, ale nie chcę brudzić przedpokoju. Ał podniosłam, ale nie przeniosę hahahahah, a wczoraj nosiłam Natalię (widać waży mniej). Ej, no to taczkę zróbmy. Jak się śmiałam. Zapomniałam że od dymu nie będę mogła mówić i że dźwigać mi nie wolno i że tyle rzeczy jeszcze. Nie trzeba było się martwić, nikt nie rozmawiał o dietach, nie było plot, obgadywactwa, zwykłe historie, dialogi, opinie, kłótnie, odgłosy chrapania zza ściany.

Lubię uwielbiam kiedy nie trzeba przejmować się bzdurami, nic nie znaczącymi, kiedy można poprostu dobrze się bawić i wygłupiać. Kiedy ważne są tylko rzeczy ważne. Bez pozy, bez gęby, bez podtekstu, bez ciśnienia na cokolwiek, bez obaw że ktoś coś. I jest śmiech znowu i jest bezpośrednia wymiana zdań i ludzie patrzą sobie w oczy śmiejąc się czasem do granic.

jest też
i że może usiądź jeśli chcesz, i że nie będzie Ci zimno? (siedzisz w szaliku, ale to sweter, no ale jak to, no patrzcie ma rękawy, ej rzeczywiście, :>)

i że ogarnięte, i że oni dbają o Agu :********* bardzo dbają lubię! że nawet pół włosa z głowy nie spadnie.
Ładna ta przyjaźń Kochana. Chłopaki wszystkie trzy mają moje serce po mniej niż 12 godzinach. I nie mów że lambadziara!!! :P

pod szyldem naszej prywatnej nocy kultury którą za oknami urzad miasta i ktośtam zorganizowali z okajzi czyichś urodzin :P.
Wypadałoby tylko zapytać czy Jagoda już urodziła :>
I czy Marta ogarnie.

Bo chłopaki wrócili chyba do domu w jednym kawałku każdy :)

Love Agu, sto lat skarbie! misiu najkolorowszy muah. jeszcze raz :* :D

Tuesday, June 2, 2009

dygid niegiggity

Wczoraj w oszałamiającym stylu zgarnęłam bdb do indeksu, obok dumnego hasła technologia informacyjna. Główka potem bolała ale czego się naumiałam to moje. Pan dr zapytał czy zostaję na podyplomowe. Miło z jego strony ale niet. Sympatyczna rozmowa, bo w końcu przyszedł jakiś student, baa a nawet studentka która nie miała problemu z tym że ma napisać test. I to przypadkiem byłam ja.

Minął radosny poniedziałek a ja znowu mam dygawkę że w ostatniej chwili coś nie wyjdzie. Pracę drukuję z pietyzmem. Bzdura. Kolega pisze że w Lublinie jego rówieśnicy po filologii narzekali na brak perspektyw cośtam bla bla bla + komplement. W żołądku to specyficzne uczucie skurczu, mimo że rozum podszeptuje sz.

Ma rozlewa garnek wody na kuchenkę, dokarmiając mój stoicki spokój wlepiam jej talerz truskawek i wypraszam żeby poszła je zjeść. Sprzątam i odgrzewam jej jedzenie. Już chyba wszystko będzie ok. Idę na trening. Nie chce mi się. Nerwowa potrzeba zajęcia się czymś. Szkoda że za mało czasu na porządne spóźnienie.

Friday, May 29, 2009

trochę mało słońca dziś

manao-company-sweet-reggae-woman

trochę reggae trochę pop znaczy brzmi jak Big Mountain

Bydgoszcz nie (czyli Lura nie, szkoda że kolega sobie dopiero w dzień koncertu wpisał w grono że też tam gra bo to znacznie ułatwiłoby mi organizację mojego czasu tam)
Wawka nie.
Jutro rolkarzy bym olała...
Oni też to powinni olać w ten deszcz. Mokre poręcze to chyba niefajne poręcze, co?

czekolada z karmelem nie pomogła mimo lekkiego przedawkowania
obejrzałabym film

a tu tutoriale o nvu czekają phe.

Thursday, May 21, 2009

womanizer. juwe

Quiz na facebooku: "Którą piosenką Britney Spears jesteś?" (...) "Womanizer! Nie masz stałej grupy przyjaciół bo cały czas podrywasz. Może kiedyś uda ci się to zmienić"

yhy.

juwenalia sralia reggaenalia

Humor poprawiają chłopaki prawiąc rzadkie komplementy. Że dancehall, że laska, że tańczę najlepiej, że tańczę świetnie, że podziwialiśmy jak tańczysz. A ja nie wiem co tu podziwiać, ale nauczona dawno temu - za komplementy dziękuję i nie spieram się już czy to prawda i czy to dancehall. Czekam na więcej.

gadka szmatka
znowu zgubiłam koleżanki albo one mnie

Ostatecznie dzwonię do kumpla żeby wyszedł z domu na imprezę którą ma pod oknem i żeby przyniósł mi jakąś bluzę bo zimno. Okazuje się że bluza pasuje mi do wszystkiego, łącznie ze światopoglądem i że chcę ją zaadoptować. Niestety to bluza ulubiona.
Wspólne wyjazdy i akcje różne typu: chodź ze mną na zakupy (mimo że ich nie cierpisz) bo chcę wybrać coś mojej dziewczynie z okazji xyz, choć w sumie to nawet nie wiem czy ona nadal jest moją dziewczyną (nie szkodzi że jej raczej nie lubisz), łączą ludzi.

Koleżanki miały mnie znaleźć po tym jak zgarnę kumpla oraz bluzę, ale zapomniało im się albo cośtam. Nie chce mi się nad tym zastanawiać. Ale wkurza mnie to że większość relacji miedzyludzkich jest tak koszmarnie płytka i chwilowa. Perełki natomiast są skazane na nieuchronny koniec z przyczyn różnych. Pesymistka.

Friday, May 15, 2009

ptk



kąpię się w technologii informacyjnej, bo chcę ją mieć możliwie szybko z głowy.


tylko
pod powiekami mam myśli aksamit, nie zrezygnuję z tych myśli za nic!

koncentracja może lekko utrudniona, owszem.

Agu, gdzie Ty?

Monday, May 11, 2009

challenge

warszawskie

"ten chłopak w czerwonym dresie, to syn Edyty Geppert, Miecio"

sporo ludzi, ładny park, chill'owo i na mocnym pomarleykowym niewyspaniu z Kasią dwa dni.
mimochodem, buziak od najpiękniejszego chłopaka na świecie, mega sympatycznego (tak, musiałam napisać tę nic nie znaczącą bzdurę) - lubię warszawskie zwyczaje towarzyskie! :) Choć to nie jest miasto dla mnie.
koncert "yes yes yoł" aka JB, później koncert jakiegoś jamajczyka, niewątpliwie z zamiłowaniem marketingowym. powrót 2 godzinny przez nocną Warszawę. Sen, bitwy break dance - nie tylko b boyz (że niby girlfriends zawodników mają cofnąć się za barierki? b-girl rozniosła swojego przeciwnika w drobny mak), ogarnianie wieczoru skończyło się wcześniejszym powrotem do domu, niespotkaniem kilku osób. Czas na regenerację. Mgr czeka na mnie w sekretariacie. Zobaczymy jutro...

Monday, May 4, 2009

ogólnie to turniej

droga:
tak, mamy jechać przez Puławy (na pólnoc). W Kraśniku: o kurcze, miałam pojechać Warszawską nie Kraśnicką. (Ale znalazłyśmy drogę alternatywną na południe. a co :p)

miasto:
(przez telefon do kolegi) No jak to nie wiesz gdzie w Twoim mieście jest sklep z gospodarstwem domowym? a fioletowa budka z lodami? No to pizzeria (okazało się że to nie budka tylko budynek!)

zamek:
ruiny, tak jak było w planach

wieża:
mama do dziecka:"musisz zejść, tego nie przeskoczysz",
dziecko do taty: "im głębiej schodzi się w dół tym jest ciemniej" (nadal na wieży),
kolega: "kręci mi się w głowie",
ja: "mnie też",
koleżanka: "zrobię wam zdjęcie"

rycerstwo:
renesansowe czyli w rajtuzach: czerwono oraz niebiesko-czarni (serio. tylko nie śpiewali)

walki:
Ładnie się tłukli. Zwłaszcza panowie w kolczugach na głowach ekhm znaczy w czepcach kolczystych albo jakkolwiek się to nazywa. W każdym razie byli ze Słowacji. Najważniejsze że Conan też był z Renesansu!(Copyright by Iza)

kamieniołom:
tam zostałam afrykańskim (lub afgańskim) rozbójnikiem w turbanie. Czyli jak Ewa odnalazła swoje życiowe powołanie.

fretka:
pierwszy raz w życiu na spacerze z Ewą, jakoż i Ewa z fretką na spacerze po raz pierwszy (szyk zdania w hołdzie)

obiad:
najlepszy.

piwo:
another one bites the dust (bo dawno nie padało)

turniej
spacer
zakupy: kaczka co człapała! dla Karoliny lat 2 :)
turniej
Iza i Roman
turniej
koncert Horpyny
zimno
pożegnanie nr1
odprowadzka
pożegnanie nr2
historia okolicznych zabytków w skrócie
pożegnanie nr3
droga powrotna z intensywnym użyciem mapy

relaks i zwiedzanie oraz wycieczka w najciekawszym stylu ;p

Saturday, April 25, 2009

what you gonna do

what you gonna do when I say that I love you?

że kto
że kogo
rzekomo


jeszcze nie wiem
a jak wiem
to nie powiem

bo patrz tekst piosenki

Friday, April 17, 2009

złudzenia

I feel good I feel nice
I've never felt so satisfied
mhm

miałam wstawić Emotions Richiego Spice'a
ale
taki o klasyk innego typu znalazłam



dziwne stworzenia z tych kobiet
z tych mężczyzn też dziwne stworzenia
durne gry bez uczuć
znudzimy się i od nowa. bezsensu
za uczucia dzięki, są niezdrowe
no i
trzeba rozmawiać, tłumaczyć się
odpowiadać
albo co gorsza dbać

a tak
miłe przyzwyczajenia
bez słów
bez tracenia czasu
samo zdrowie normalnie


*Nie moi mili, nie wyznaję tej zasady. Jak ktoś mi opowiada takie bzdury to wychodzę. Jeśli w tekście powyżej nie dostrzegasz ironii to przeanalizuj tekst raz jeszcze.

no dobra. żeby nie być tak całkiem niesprawiedliwą.Oni bawią się świetnie :p

Wednesday, April 15, 2009

po świętach

po ciastach

po lanoponiedziałkowej imprezie w medyku
po imprezach w medyku
noc u Ady i poranny rzut okiem na Lubartowską

trochę zapomniałam jak się tańczy dancehall
znowu


nie wiem co to znaczy
umówić się z kimś na telefon w tygodniu
bo dużo myślałem
myślenie - czynność na pewno godna pochwały
myśli jednak szybko uciekają. wiesz...


kawy nie lubię, nie mam ciasta, czekoladę z karmelem właśnie zjadłam, co by tu. Trzeba ogarniać i wychodzić. Od 8 na nogach - to wygląda jak bezsenność leniucha.
Olka napisała z Londynu dalszego i droższego niż by się wydawało. Londyn-Reykjavik -Londyn-Reykjavik-kraje skandynawskie pewnie. Miło. Spotkajmy się, napijmy z okazji ćwierćwiecza. Nie mam siły spotkać Oli w szerokim świecie. Szkoda.

Friday, April 10, 2009

nocne

Żadnego łażenia po nocy samej
już nie lubię nocą chodzić miastem
nawet LSMem
poziom stresu wzrasta mi wtedy zbyt znacznie
nie znoszę tego

Wczoraj prawie biegłam

on najpierw szedł z naprzeciwka
przeszłam na drugą stronę ulicy zgodnie z zaplanowaną trasą
minęliśmy się na jeszcze kilkadziesiąt metrów
po chwili odwróciłam się on też przechodził na drugą stronę ulicy
w dziwnym miejscu
przyspieszyłam kroku
on też przyspieszył
szedł już w tę samą stronę co ja
coraz szybciej
ja też szłam coraz szybciej
nie słyszałam jego kroków
więc odwróciłam się jeszcze raz
był już znacznie bliżej
od domu dzieliły mnie metry

klucze naszykowałam jeszcze wychodząc od Elki
teraz w pośpiechu cały czas idąc znalazłam właściwy
wzięłam ostry zakręt do klatki
szybko otworzyłam drzwi
tym razem się nie zacinały
odwróciłam się na sekundę
przyciągając za sobą ciężki mechanizm
on stał zaledwie kilkanaście metrów za mną

jakby trochę zdziwiony że już się nie ścigamy

Pieprzone "odludzie"



Nie będę więcej chodzić sama nocą. Postaram się...
Przykro mi że tak jest.

Wednesday, April 8, 2009

bo modalne

http://www.youtube.com/watch?v=LMBNZ6mDSYk
La Roux - Quicksand

(umieszczanie filmu na stronach zostało wyłączone na żądanie. niemniej warto obejrzeć)

Nie cierpię czasowników modalnych. W gramatyce angielskiej oraz w życiu.
Samoocena spadła mi o 50 punktów. Może byłoby lepiej gdyby cośtam.

Na pocieszenie mój stryjeczny brat został mistrzem Europy w Taekwon-do podczas kontynentalnych mistrzostw w szwajcarskim Davos. Jeszcze nie pytałam w jakiej kategorii. Na polskich turniejach kosił chyba w semi- i w ligt-conract. Ciekawe którą wybrał sobie w Davos.

Miły wczorajszy grill,
z miłymi koleżankami,
czosnek z grilla dobry,
awokado z czosnkiem z grilla dobre.
Nie jestem wegetarianką nadal jakby co.

Specyfika miasteczka akademickiego zaskoczyła mnie.
Agu lv. Dzięki za ciepełko :)

Z braku sił by iść na Wschodnią i wobec kategorycznego sprzeciwu bym szła do domu sama na piechotę, dobrowolnie, sama i za sprawą własnego pomysłu wsiadłam w taksówkę. Święto mili państwo.
Mimo, że bardzo nie lubię bać się chodzić po własnej okolicy.
Paula poinstruowała taksówkarza żeby zaczekał pod klatką i upewnił się że bezpiecznie weszłam do bloku. Świat stanął na głowie.

Thursday, April 2, 2009

czysta energia prosto z...

powinna być z tańca )
i powinien to być dancehall

Ale słońce panoszy mi się w okolicy od 3 dni.
Wiosna przyszła, przyszła ze słońcem dodatkowa energia. Znajomi pojechali na wiosennego stopa Lbn>Krk>Holandia bo impreza bo clash. A mnie troszkę nosi, pojechałabymbym. No to może chociaż rolki. g.23. W miasto. Ciepłe wieczorne powietrze. Skrzypiące kółka. Trzeba by coś z tym zrobić. Reggae w środę, rolki zamieniamy na baletki czy tam balerinki a sprzęt chowamy do siatki i za fotel. Tonik poproszę. Znajomi i pogawędki. Reggae i dancehall. Potańczone. Dziewczyny tłumaczyły mi jak uczyć się salta. Poćwiczę może.
Dwaj koledzy ścięli dredy. Teraz aż miło popatrzeć.

Płyta Marcela jest najlepsza. Idealna na wiosnę. A potem na Lato. A później na Jesień. Następnie na Zimę. Na LSMie czy nie.


<3

Monday, March 30, 2009

ładne ładne

jam on a bun
czyli bułeczki

a to nie mam pojęcia jak znalazłam. nie tylko my lubimy kolory i tęczę. w Afryce też. najpierw znalazłam tamtego bloga. lubię blogi ;)
African handcraft

poza tym przedawkowałam czekoladę Alpen Gold

lubelskie legendy p.1




legenda

widać mam trochę racji nie mając dobrego zdania o chłopakach stąd :P

Friday, March 27, 2009

środah rah

za chwilę nastąpi reklama


[reklama]
środy w Escobarze (tak. Lublin)
Dymu Chmury Selekta i Goście
m.in.
Sepo
również Dobrodziej
a kto wie kto przyspaceruje z płytami na następne edycje.
Oby jak najdłużej!

A także od czasu do czasu Suz i Ags w wydaniu imprezowo-kibicujemy chłopakom bo grają fajne piosenki. I jest śmiesznie, miło, fajnie oraz najlepiej. Tańczymy na kanapie, śpiewamy piosenki Sean Paul'a i ogólnie dobrze się bawimy oraz jemy słodycze i rozdajemy cukierki.

Oby jak najczęściej ;)
[/reklama]


Tektura Wyjątkowa
jako wczesny after po północy.
bo jest dużo miejsca
bo jest dobra muzyka do której można potańczyć
poćwiczyć szpagaty nieudane
wyskoki ambitne
składanie
rozkładanie
balansowanie
impresje parateatralne
i co tylko dusza zapragnie

oraz bo są ludzie mili fajni a także fajni i mili, bezproblemowi raczej, łącznie z osławionym złym Szymonem który tym razem złym nie będąc wcale to a wcale, zamykając imprezę zakrzyknął że idziemy do Lulu i wy też idziecie. I poszli. A my nie, bo później już nie mogło być lepiej niż wcześniej i były sprawy dnia następnego.



Musze powiedzieć że Gumiś to fajny Miś. Tylko bolało mnie kolano znowu. Więc w czwartek ledwo chodziłam. Dziś prawie cały dzień odsypiałam okołopołudniowy basen. I zamierzam tak co tydzień. Może tylko czas odsypiania uda się sukcesywnie skracać. Byłoby to bardzo wskazane i dobre.



Znasz jakieś miejsce na ziemi gdzie jest chłodno, mało wieje, i jest dużo słońca i długie dnie? Jak tak to emigruję tam latem! Jeszcze wiosna się nie zaczęła na dobre a mnie już w mojej uniwersalnej letniej kurtce trochę jakby gorącawo.

rozpisałam się.

A poza tym chciałam pozdrowić Asię :)
I jeszcze chciałam zapytać Malika: co malujesz? :) i również pozdrowić :)
Ponieważ wypiłam kawę i czuję się jak na rozdaniu Oscarów, chciałam również pozdrowić wszystkich tych co to czytają i pogratulować im wytrwałości. Tym bardziej że jestem niedobra i mam słabe osiągi zarówno mailowe jak i gg'owe. Gigowe zresztą tyż.

Buziaksy.

Wednesday, March 25, 2009

nie bo nie

nie bo lelumpolelum






nie
bo wiem czego nie chcę
bo to nie ma sensu
bo to nie ma szans
bo to nie ma sensu
bo nic z tego nie będzie
bo nie chcę

(i nie wmówisz mi że jest inaczej)

i tak w kółko przez 2 godziny...
bez wdawania się w szczegóły tego ile się nasłuchałam.

Nigdy więcej nie dam nowopoznanemu chłopakowi nr telefonu. Nie i już. I nie obchodzi mnie że ten argument jest dziecinny. Niech będzie. Ważne że konkret. Tyle energii stracić na tłumaczenie komuś że nie mam ochoty się z nim spotykać. Takie marnotrawstwo czasu i energii nie może się powtórzyć. Trzymamy jeszcze kciuki by dotarło skutecznie...
masakrah

Sunday, March 22, 2009

elektrosurówka

"Jak okaże się że moje dzieci biorą narkotyki to ja nie będę bardzo wkurzony z tego powodu (powiedział nerwus). Wyślę je do mamy. Mama z nimi porozmawia...
(...)
Bo my to będziemy się świetnie uzupełniać"


W tym momencie rzeczywistość mnie przerosła.
Ja mam dorosłemu (prawie dwumetrowemu) facetowi tłumaczyć podstawowe rzeczy?

Wednesday, March 18, 2009

cienie na ścianie

http://www.reggaefrance.com/video-clip-481-ayo-slow-slow.html

czyli Ayo
Slow Slow na reggaefrance.com

Agu zdrowiej nogę bo chcę potańczyć regularnie znów :) ale sama za funky czy tam hiphop czy tam 2w1 się nie wezmę ;)

Tuesday, March 17, 2009

sans espoir et sans regret

Pewnego razu, wiosną

przypomniało mi się właśnie, bo kończy się zima

wysiadł z windy w Empiku na ostatnim piętrze
koledzy (jego) mieli za chwilę spotkać się z fanami

a on mocno już wesoły, po imprezie dnia poprzedniego (i zmęczony), po wystarczająco długiej drodze tutaj, przywitał się ze mną obejmując mnie i tylko on pewnie wie iluletnia praktyka sprawiła że butelka wiśniówki lekko osadzona w kieszeni jego kurtki nie wypadła na podłogę.
Mój kolega, spotkany przypadkowo, uśmiechnął się pod nosem na tę niesforną butelkę.
Wyszliśmy, na dworze padał deszcz. Czerwone skórzane, wtedy jeszcze nowomodne warszawsko, raczej trampki za kostkę śmiesznie wyglądały na tle niebiesko-zielonej tapety w moim przedpokoju. Butelka i bagaż wcześniej trafiły w bezpieczne miejsce, bo nie chciał pokazać się moim rodzicom "jak pielgrzym".

I dalej już nie chcę pamiętać. Bo to wszystko już jest tak nieważne jak to tylko możliwe. Tylko kłuje w żołądku i szumi w głowie gdzieś czasem.

Sunday, March 15, 2009

co zrobić mam abyś kochała mnie gal

Jarek zapytał czy będę mu prasowała ubrania.

- A nosisz koszule? (zapytałam lekko drżącym głosem)
- Nie, no co Ty. Tylko do garnituru, a garnituru nie noszę.
- To jutro mam przyjść żeby coś Ci uprasować?
- Haha. Nie to po jakimś roku jak się będziemy spotykać.
- Aha. No dobra


- A będziesz ze mną chodziła na imprezy elektroniczne? Za tydzień jest techno w Archiwum.
- Wiesz, no na techno to nie. A na elektroniczne to zobaczymy.
- Ej, ale ja będę z Tobą chodził na Twoje imprezy a ty ze mną na moje. Tak będzie sprawiedliwie.
- ...

- Ale nie będziesz zazdrosna o moje koleżanki? Ja się z nimi spotykam tylko na imprezach, wiesz?
- A gdybyś z jedną ze swoich koleżanek spotykał się częściej niż ze mną?
- No co ty??? Przecież ja się z nimi spotykam na imprezach tylko a ja pracuję bardzo dużo. nie mam czasu na koleżanki. Tylko dla ciebie miałbym czas.
(tak, zapytałam specjalnie, z ciekawości jak to w życiu bywa - robiąc trochę statystykę)





- Ale ja muszę ci o mnie wszystko opowiedzieć. Chodzi o to żebyś wiedziała jaki kiedyś byłem i jaki jestem teraz. Ja się bardzo zmieniłem. Nie oceniaj mnie. Rozumiesz o co chodzi?
- Ale ja nie będę wtedy musiała opowiedzieć ci wszystkiego o mnie?
- Nie, Ty nie będziesz musiała.


Po 17. Jeszcze nie zdecydowałam czy odpisać na smsa z 3 rano.

Że niby mi facet potrzebny? eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeetam! bzdura. nie wiem kto to wymyślił.

Ja wiem że on w zasadzie normalny, starszy ode mnie akurat, nie bierze narkotyków (no prawie), nie interesuje go reggae, zamiast przecinka używa słowa "rozumiesz?" a nie ***** mimo że ma wysoki poziom testosteronu (i będzie się na zero strzygł już niedługo. hurra), skończył studia, haruje na chleb (czyt. nie opierdala się), chce dla mnie wszystkiego co najlepsze (oni zawsze chcą) i zapewni mi to (aha. jasne) i gdybyśmy mieli mniej lat nie mówiłby mi tego, ale mamy tyle lat ile mamy a ja jestem fajna.

ziew.

eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeetam i już.




kolejny monolog na podryw "zaksięgowany" i na tym poprzestanę

Sunday, March 8, 2009

hier

"Wszystko to iluzją jest i magią
i zdarza się raz na milion."

Idąc w kierunku podjęcia decyzji
naprawdę można się o sobie dowiedzieć wiele.

Gdy decyzja zapadnie, dopiero wtedy, można się do niej odnieść i ocenić swoje emocje związane z zaistniałą sytuacją.
Te tak zwane odważne decyzje to jedyny sposób na niepotrzebny stres.
Cieszę się że już wszystko dobrze. Rzeczywistość magiczna niech trwa :)


Truskawki i śnieg i bitwy pamiętać będę długo.


kleimy latawca z papierków po cukierkach
wódkę przegryzamy świeżymi truskawkami
stoimy na śniegu
śnieg pada na nas
truskawki pachną
idziemy do celu
jest dobrze
drogę tę trzeba sobie umilać
choćby ta chwila była tylko chwilą
kleimy latawca z papierków po cukierkach



bardzo się wzruszyłam.
heheheh :)
bo coś jakby film na żywo z moich własnych wspomnień. tylko trochę ładniejszy :) Luv.
Niech się nie kończy tak jak mój.

Friday, March 6, 2009

czwartek truskawka

Jest taki napój truskawkowy. najlepszy do drinków z wódką.
będę pamiętać w razie czego ;)

Jest w uchu Agi kolczyk truskawka. ten widok chcę widzieć najczęściej ;p

Dostałam kawałek tortu z kawałkiem-truskawką. pycha!

I tak oto truskawki znów powróciły do łask albo raczej na listę ulubionych.



Przydarzył mi się wczoraj najcieplejszy uścisk dłoni. On też był trochę truskawkowy.



a z serii słodycze w necie ;)





http://candyaddict.com/blog/2007/03/07/candy-review-meiji-rich-strawberry-bar

Monday, March 2, 2009

out po chipsy

wyłączyłam komputer i wyszłam.
z pokoju.
wyjrzałam przez okno w kuchni. resztki śniegu i -3. Godzina 21.

to może grzanki... może jest razowy chleb, albo sitkowy... no i musi być dużo przypraw. papryka chilli w proszku hm.. właściwie to jeszcze (co my tu mamy) oregano i wystarczy. zajrzyjmy do lodówki.. masło, o! ser żółty, szynka.
Patelnia, chlebek, przyprawy w dużej ilości, szynka i ser pokrojone w paski, poukładane w ukośną kratkę. czemu nie... A niech poskwierczy. Na małym ogniu, pod przykryciem, będą bardziej chrupiące. Warzywko.. pomidor jest. no to może trochę majonezu. i zielony sos tabasco. Jeszcze trochę oregano na talerz i pomidory. hm... grzanki niech jeszcze się podsuszą. o. ogórki kiszone. no to w ukośne plasterki i na pół.
i zielony pieprz. marynowany.
a może by tak chipsy z plasterków pietruszki. no bardziej prażynki. dobra. cząber? estragon? eee... już raczej starczy.

tylko po co takie duże. będzie się niewygodnie jadło. no. raz dwa trzy. grzanki. grzaneczki. starczy.


alternatywny przepis na chipsy proszę państwa ;)
ładnie wyglądało i było najlepsze ;]
i nie dodałam sosu sojowego! (tu już żartuję. przestał mi smakować jakieś 5 lat temu)

podobno napachniałam w domu ładnie :)

Sunday, March 1, 2009

emmm

sz @ home
pisze

jutro będę sprzątać, skakać, śpiewać i kolorować
a potem nie wiem. ale dobrze by było popisać
zaczynam babraninę w części wiadomo czego o francuskim.
7 stron haseł mogę streścić do 4 i będzie cacy. Najgorzej że tekst musi mieć ręce i nogi. Chyba je dorysuję i wyślę mailem całość w środę rano.

Mam najlepszą układankę na świecie. Z robalami :) ha! wciąga niezmiennie. Kto mnie zaprosi z układanką? ;)

Monday, February 23, 2009

relieve me of my sorrows



to jest styl
piosenka taka jak tekst i melodia

relieve me of my sorrows pls.




just playin'

Sunday, February 22, 2009

ups

Ewu, Ty głupku, ogarnij się i przestań. napisałam sama do siebie, ponieważ obiecałam i nie mogę o tym rozmawiać. Ciężko. I uciekać i zostać i już nie wiem co mam ze sobą zrobić. Przechlapane ogólnie.

Friday, February 20, 2009

nekrologi

znowu

Niedawno za ścianę znowu wprowadził się Darek.
W zeszłą środę drzwi od jego mieszkania były uchylone, w środku ciemno. Mówił do kogoś. Mama zadzwoniła do sąsiadki. Poszły zapytać czy wszystko w porządku. Nie było.
"-Proszę stad wyjść bo wybuchnie."
"-Dareczku ale tam nic nie ma." uspokajała sąsiadka.
...
"O tam jest. widzisz ciociu. Poruszył się..."
"Darek, ale co? Nikogo tam nie ma. To tylko twoja kurtka wisi."
"Czemu siedzisz po ciemku? Z kim rozmawiałeś?"...

Wezwały karetkę. Lekarz powiedział "Panie Darku, niech pan się boi. U nas pan sobie odpocznie"

Sąsiad zadzwonił po starszego brata Darka: "My nie utrzymujemy kontaktów z bratem. Jeśli to coś poważnego to przyjadę. Tak, możesz im podać mój numer telefonu."


dziś na drzwiach klatki schodowej ktoś powiesił nekrolog.
18 lutego zmarł Darek ... lat 30.





Poobijany, zmęczony, chudy, zniszczony.
Skok z 8 piętra kilka lat temu kosztował go złamane żebro. Przebitą śledzionę dało się naprawić. Spadając zahaczył wtedy o drzewo. Bezwładnie.
Była jeszcze jedna próba.

Potem się uspokoiło. Ożenił się. Chodził niepoobijany. Edyta zrobiła remont. Była ładna i miła. Zaczęły się awantury i rozwiedli się. Wynajęli mieszkanie.

lewe ósme piętro

dopiero co był pogrzeb Kacpra(24).

Mama mówi, ze obaj byli bardzo ładnymi dziećmi...

R.I.P.





Nie pijcie wódki chłopaki i dziewczyny. To taka mała wskazówka.

Sunday, February 8, 2009

koledzy sprzedają broń

Po prostu.
Dziwna praca.
Ja bym nie chciała.

Jeden z nich w wolnych chwilach lubi jeździć na motorze. Lubi też sprzątać. Lubi spokój taki jaki panuje w tym mieście. I szuka żony. Tak się podobno niektórym robi po stolicy.

Są takie miejsca i takie wieczory kiedy zwyczajne codzienne pogawędki brzmią trochę groteskowo. Trochę tak, ze nie chce się w to wierzyć. Trochę tak, że ma się ochotę zapamiętać te rozmowy.

A owszem, spotkanie w Odessie.
Ładnie się ta knajpa nazywa.



a poza tym lekki stres cd.

Friday, February 6, 2009

czekoladowe głupoty

Ostatnio jestem na diecie czekoladowej :)
Jedzenie + minimum jedna tabliczka czekolady dziennie.
36 już ze mnie nie spada. Jest git.

Mam nowe spodnie. Nie szkodzi że nie lubię spodni, bo te są czekoladowe. Brązu też w zasadzie nie lubię, ale czekolada jest spoko.
Bardziej mleczne niż gorzkie! Chyba.

Agu. Podobno masz nowy kolor na głowie. Podobno czekoladowy. Lepiej szybko to zmień bo Cie zjem! ;p



Przyznaję. Może wolę krówki i karmelki i irysy. Ale ich kolor nadaje się już tylko i wyłącznie do jedzenia. Nie ma sensu się rozpisywać.
Krówkowy, karmelkowy, irysowy? zdecydowanie tylko smak. Nie kolor.
No, może jeszcze zapach :) i uśmiech po.

Sunday, February 1, 2009

Ano me dat

chciałam fajną piosenkę

i znalazłam fajną piosenkę





nawet dwie

w tym jeden powód żeby lubić turbaniarzy :)



i wcale nie mam przesłodzonego humoru ;p

Saturday, January 31, 2009

słodko




sny (bardzo) słodkie poranne
szkoda, że niezdrowe


obudziłam się,
zasnęłam...





tak przeglądam grafiki google i stwierdzam, ze rynek krówkowy w naszym pięknym kraju jest bardzo ubogi.
A sen...
lepiej wstawać wcześniej niż później
bo jak budzisz się później może być Ci trochę mdło od tych słodkości.

..........
a jak nie jest
to tym większa radość
z pięknego "tylko" snu

Tuesday, January 27, 2009

royal

chciałoby się być

jest lekki stres i lekki strach i nie jestem spokojna

układam historyjkę
nie lubię tak

nie wiem co zrobić
i gdzie się schować

na dworze dziś na szczęście znowu mgła

Sz...

Sunday, January 25, 2009

ładna piosenka

tak mi się przypomniało





lekki stres.
silna potrzeba żeby wessać się w czyjeś słowa. nie myśleć. nic nie mówić.

Saturday, January 24, 2009

tort

dostałam!!!
niespodziankę
od siostry :)
cukierniany
ale od siostry:)
bo podobno trzeba doceniać mój wysiłek i stres
i jak się namęczę żeby coś (nazwijmy to) osiągnąć
i jak mi się coś uda! :)
w końcu :)

biało różowy
czyli
śmietanowo-owocowy :D


nie wrzucę zdjęcia, bo nadal nie umiem z mojego telefonu na mój komputer zrzucać zdjęć. tzn. kabelka nie mam.

ale mam radość!
(i lekką niestrawność, żeby radości nie zapomnieć).

Mega pyszne kopytka zrobiłam na obiad.
Ciężki był to dzień.
tzn. od po obiedzie i po deserze :)

a jutro idziemy się bić aka mordować na salę? no nie wiem...
dobrze, ze przynajmniej butów sportowych do tego nie potrzebuję! ;D

Saturday, January 17, 2009

pomiędzy

Agu ma rację. jest coś pomiędzy wszystko a nic.
Ale nie o to chodzi czy jest. Chodzi o dokonanie wyboru pomiędzy skrajnościami - bo czasem przychodzi taki moment.


Jak już urośliśmy z moimi kolegami z dzieciństwa, wszystko się albo rozpadło poprostu albo musiało się rozpaść bo zaczynało być zbyt mało luźne. Skończyły się niezapowiedziane wizyty u Mateusza na aromatyzowanego twinningsa (to herbata, nie alkohol!), kilkugodzinne spontaniczne spacery, na których zawsze było o czym mówić. Na dobre zaczęły się studia. Pewnego dnia zerwał z dziewczyną i zaczął mówić ze mną bliżej. Spotkaliśmy się po kilku miesiącach, przypadkiem. - No kiedy przyjdziesz na herbatę? - Nie wiem. Chyba nie przyjdę.
To taki jeden bardzo zwyczajny tylko przykład. Zdecydowanie, wybór padł na Nic.


Czasem moment na dokonanie wyboru przychodzi w złym momencie. Powinno być Nic. Ale może chciałabym Wszystko.
Może by się udało. Nigdy nie wiesz do końca.
Może po chwili wolałabym Nic.
Żeby się przekonać za dużo musiałabym zmienić. To warte by było tylko wszystkiego.


Agu mówi, ze ja mówię, że wszystko jest po coś. Rzeczywiście - tak mówię.

Wednesday, January 14, 2009

bywa aka wyliczanka

wczoraj chciałam wszystko
dzisiaj chciałam nic
(bo dotarło do mnie że to wszystko to nic)
kto wie co będzie jutro...

bo jutro będzie
jutro ma być
żeby było pojutrze

jeśli będę chciała nic
dostanę nic
jeśli będę chciała wszystko
też dostanę nic
czy wolisz dać mi wszystko?
czy wolisz dać mi nic?
(co drugi dzień)

...

Monday, January 12, 2009

sza

Coraz bardziej chcę wyrzucić telefon, za to że nie dzwoni.
Rozalia wygwizduje dźwięk smsa. Widać mało jej.

I coraz bardziej powinnam wyłączyć telefon, żeby nie dzwonił.


i
Znów znalazłam antidotum na fajny plan.
Nigdy nie umiałam dzielić dnia sprawiedliwie.

Wednesday, January 7, 2009

w końcu coś nowego - niezłego

minimummasy space

check it

listopad pachnie mi wiosną

za oknem słońce

out'n'about

Tuesday, January 6, 2009

on i on. ona i on. i czas

za motywację dziękuję przyjacielowi i.


Kto powiedział, ze motywacja(ona) musi być moja własna, prywatna i tylko ode mnie.
Kilka słów i mogę uwierzyć w siebie.

Fajnie by było (on - pomysł).
To zupełnie coś innego niż: Wiem, że może mi się udać. Wiem, że to realne. A teraz to wiem.

Pomysł dostałam
wieczorno-nocny, trochę żartem
może by
pomysł dla mnie od kogoś w prezencie na dobranoc.
czas pokaże
ile mam czasu? *


Dostałam też dobre słowo dziś, słowo otuchy. Bardzo łatwo było mi w nie uwierzyć. Bardzo było mi potrzebne.
Niedługo zgłoszę się po książki, obiecuję :) Choć wiem że mam na to czas. Bo jesteś **



* nie wiem co będzie, czy będzie? kiedy? a będzie? a chcesz? a chcę? a może... więcej. ale jak to?
**jestem. i nie ma tu znaków zapytania. czasem potrzebuję by ktoś pomógł mi być.