Wednesday, November 28, 2007
co tydzień lepiej
po kolejnym lekko nielegalnym dobrym filmie. Guy Ritchie to jest gość. Tym razem także niewydarzeni rockmani z sali obok nie docenili dobrego kina. Tym razem byli tam zresztą nie tylko niewydarzeni rockmani. Wyszłyśmy po projekcji, przywitałam się z Weroniką- okazało się, ze jest tam nową barmanką. "O cześć, aleś Ty się zmieniła.. ale poznałam Cię po głosie". Brawo Werka :) W tle pogawędki pt. "no to będziemy kiedyś bogate, bo ja też Cię w pierwszej chwili nie poznałam" jakieś skarbiątko tańczyło na rurze. Dialog: "- Pokaż cycki. - chciałbyś." Ale kiepsko tańczyła, więc skończyłam pogawędkę z Werką i zmyłyśmy się. Aż do następnego tygodnia.
czasem bez kierunku. tydzień kilka tygodni temu
Ostatni tydzień był ciekawy. Prawie bez reggae. No bo sobotniego koncertu KASY w supermarkecie nie liczę jako stricte reggae. No ale od początku... Niedzielna noc w czterech pokojach. Poniedziałkowy wieczór na Łowcy Androidów. Nielegalnie w ********– knajpie z rodzaju tych zakazanych, po których plączą się niewydarzeni rockmani i amatorzy filmów z projektorami pożyczanymi z pracy rezerwują sobie jedną z 2 sal żeby móc obejrzeć jakiś staroć-klasyk bez licencji przy piwie nie tylko ze znajomymi oraz przy akompaniamencie ulubionej muzyki niewydarzonych rockmanów dobiegającym z sali obok. Na czas filmu drzwi knajpy zamykają się i nie wpuszczają ani nie wypuszczają nikogo w razie jakiegoś patrolu. Bo jak wiadomo w razie czego „Waldek” za to beknie a tego nie chcemy(kimkolwiek by Waldek nie był).
Wtorek to zaledwie spotkanie z jednym z najbardziej znanych współczesnych irlandzkich pisarzy – Glennem Pattersonem („dobra, to ja teraz przeczytam fragment mojego sprawozdania z ostatniej wizyty w Polsce a jak będziecie mieli dość to niech ktoś podniesie rękę – pomyślałem, że będzie wam to odpowiadać bo słyszałem, że wy tu w Polsce bardzo lubicie wybory” oraz „ ubrałem się dziś na czarno czerwono, nie odbierajcie tego jako gest dywersji względem waszych barw narodowych, conajwyżej możecie to kojarzyć z trendami w modzie jakie wprowadził Kraftwerk”). Wyszłam tylko 10 minut przed końcem. O 10 minut za późno żeby zdążyć na koncert 10 lecia w kościele z czerwonej cegły odwiedzonym dwadzieściakilka lat wcześniej przez papieża polaka. Ula.. nie dość że studiuje na katolickiej uczelni? Ja już naprawdę nie potrzebuję więcej katolickich akcentów w moim życiu. Niezbyt mi to wychodzi na zdrowie. Mnie i mojej ...moralności? mojemu morale.
Środowym maksimum możliwosci była wyprawa w pełnym makijażu na zdjecia paszportowo-dowodowe. A to CV muszę w końcu napisać. Po wtorkowych targach pracy wiem też ze od razu list motywacyjny.. czas leci a właściwie ucieka. Środa wieczór to 5 minut imprezy w Koyocie. Zawsze spacer.
Czwartek zajęcia, ziomuś. Ach.. i byłam z mamą w hipermarkecie jako asystent ds. zakupu herbaty pakowanej w torebki a następnie w paczki zazwyczaj po 20 sztuk. W końcu ktoś te kilogramy musiał przynieść do domu.
Piątek to korki i pierwsza lekcja break dance. Na dzieńdobry gestem „cześć mamo” z pozycji foczki zostałam powitana przez jednego z moich niedawnych uczniów z gimnazjum (oczywiście najbardziej problemowego). Chłopaczek - prowadzący w kaszkiecie który miał zasłaniać rzęsy właściciela/nosiciela powitał mnie nieśmiałym dzień dobry, jakbym rzeczywiście była matką któregoś z trenujących. Nie wiedziałam że ziomy prowadzące takie zajęcia się czasem w ten sposób podlizują... nieudolnie. Nie chcę tam więcej iść. Choć po 40 minutach stania w kącie wiem już co to sixstep i znam kilka innych brejkowych ruchów tanecznych. Straszny tłum.
Sobota to koncert KASY. Zanim się zaczął: dział z zabawkami, sklep zoologiczny, pogawędki z naszym ulubionym sprzedawcą o zabawkach nadających się dla Ulowych dzieci autystycznych. A sam koncert: bardzo humorystyczne wydarzenie. I ci młodociani kibice MOTORU radośnie pląsający wokoło sceny ze swoimi szalikami oraz koleżankami ewentualnie. Potem Ci sami kibice zwartą grupą, parami i trójkami, które tworzyły kolumnę około 15- czy 20- metrową udawali się spowrotem w swój rejon. A my... do Królika, zobaczyć go w jego nowej oryginalnej biało-czerwonej koszulce PUMY w knajpie gdzie tego wieczoru wyświetlany był mecz Polska-Belgia. Zwiałam najzwyczajniej. Surrealizm trzeba sobie dawkować... o kibicach nie wspominając. Niedziela dla uspokojenia nerwów pod znakiem mszy w cerkwi grekotalickiej z XVI wieku w skansenie. Kazanie po ukraińsku i śpiewy w starocerkiewno słowiańskim. To trzeba było odespać. Poniedziałek – pierwsza jazda. Skrzynia biegów kojarząca się jednoznacznie nie z samochodem, instruktor robiący z siebie głupka, paplający jak przekupka na targu conajmniej.. CV cholera muszę doszlifować.. no i ten rozdział na seminarium...
Wtorek to zaledwie spotkanie z jednym z najbardziej znanych współczesnych irlandzkich pisarzy – Glennem Pattersonem („dobra, to ja teraz przeczytam fragment mojego sprawozdania z ostatniej wizyty w Polsce a jak będziecie mieli dość to niech ktoś podniesie rękę – pomyślałem, że będzie wam to odpowiadać bo słyszałem, że wy tu w Polsce bardzo lubicie wybory” oraz „ ubrałem się dziś na czarno czerwono, nie odbierajcie tego jako gest dywersji względem waszych barw narodowych, conajwyżej możecie to kojarzyć z trendami w modzie jakie wprowadził Kraftwerk”). Wyszłam tylko 10 minut przed końcem. O 10 minut za późno żeby zdążyć na koncert 10 lecia w kościele z czerwonej cegły odwiedzonym dwadzieściakilka lat wcześniej przez papieża polaka. Ula.. nie dość że studiuje na katolickiej uczelni? Ja już naprawdę nie potrzebuję więcej katolickich akcentów w moim życiu. Niezbyt mi to wychodzi na zdrowie. Mnie i mojej ...moralności? mojemu morale.
Środowym maksimum możliwosci była wyprawa w pełnym makijażu na zdjecia paszportowo-dowodowe. A to CV muszę w końcu napisać. Po wtorkowych targach pracy wiem też ze od razu list motywacyjny.. czas leci a właściwie ucieka. Środa wieczór to 5 minut imprezy w Koyocie. Zawsze spacer.
Czwartek zajęcia, ziomuś. Ach.. i byłam z mamą w hipermarkecie jako asystent ds. zakupu herbaty pakowanej w torebki a następnie w paczki zazwyczaj po 20 sztuk. W końcu ktoś te kilogramy musiał przynieść do domu.
Piątek to korki i pierwsza lekcja break dance. Na dzieńdobry gestem „cześć mamo” z pozycji foczki zostałam powitana przez jednego z moich niedawnych uczniów z gimnazjum (oczywiście najbardziej problemowego). Chłopaczek - prowadzący w kaszkiecie który miał zasłaniać rzęsy właściciela/nosiciela powitał mnie nieśmiałym dzień dobry, jakbym rzeczywiście była matką któregoś z trenujących. Nie wiedziałam że ziomy prowadzące takie zajęcia się czasem w ten sposób podlizują... nieudolnie. Nie chcę tam więcej iść. Choć po 40 minutach stania w kącie wiem już co to sixstep i znam kilka innych brejkowych ruchów tanecznych. Straszny tłum.
Sobota to koncert KASY. Zanim się zaczął: dział z zabawkami, sklep zoologiczny, pogawędki z naszym ulubionym sprzedawcą o zabawkach nadających się dla Ulowych dzieci autystycznych. A sam koncert: bardzo humorystyczne wydarzenie. I ci młodociani kibice MOTORU radośnie pląsający wokoło sceny ze swoimi szalikami oraz koleżankami ewentualnie. Potem Ci sami kibice zwartą grupą, parami i trójkami, które tworzyły kolumnę około 15- czy 20- metrową udawali się spowrotem w swój rejon. A my... do Królika, zobaczyć go w jego nowej oryginalnej biało-czerwonej koszulce PUMY w knajpie gdzie tego wieczoru wyświetlany był mecz Polska-Belgia. Zwiałam najzwyczajniej. Surrealizm trzeba sobie dawkować... o kibicach nie wspominając. Niedziela dla uspokojenia nerwów pod znakiem mszy w cerkwi grekotalickiej z XVI wieku w skansenie. Kazanie po ukraińsku i śpiewy w starocerkiewno słowiańskim. To trzeba było odespać. Poniedziałek – pierwsza jazda. Skrzynia biegów kojarząca się jednoznacznie nie z samochodem, instruktor robiący z siebie głupka, paplający jak przekupka na targu conajmniej.. CV cholera muszę doszlifować.. no i ten rozdział na seminarium...
Tuesday, November 6, 2007
wierzyłabym w to co widzę
Prawdopodobnie jestem głęboko, podświadomie przekonana o zaburzaniach własnej percepcji.
Jestem w stanie usprawiedliwić siebie, że nie zorientowałam się, że w międzyczasie zakochania na odległość xxx kilometrów, wplątałam się w związek pt. "zależy jak na to patrzeć" (nie zauważywszy tego).
Nie muszę chyba przejmować się, że rzeczy które niby dzieją się naprawdę a nie mają konsekwencji, bo konsekwencji z różnych powodów mieć nie mogą, docierają do mnie z bardzo konkretnym opóźnieniem albo wcale. Jak chociażby ostatnie "zdarzenie". Nie dotarło jeszcze. Na szczęście chyba przeszło i dotrzeć nie zdąży.
A co kiedy trudno mi uwierzyć w to co widzę? Jestem w stanie przyjąć, że mam zwidy, zamiast zaakceptować coś całkowicie naturalnego.
Jestem w stanie usprawiedliwić siebie, że nie zorientowałam się, że w międzyczasie zakochania na odległość xxx kilometrów, wplątałam się w związek pt. "zależy jak na to patrzeć" (nie zauważywszy tego).
Nie muszę chyba przejmować się, że rzeczy które niby dzieją się naprawdę a nie mają konsekwencji, bo konsekwencji z różnych powodów mieć nie mogą, docierają do mnie z bardzo konkretnym opóźnieniem albo wcale. Jak chociażby ostatnie "zdarzenie". Nie dotarło jeszcze. Na szczęście chyba przeszło i dotrzeć nie zdąży.
A co kiedy trudno mi uwierzyć w to co widzę? Jestem w stanie przyjąć, że mam zwidy, zamiast zaakceptować coś całkowicie naturalnego.
Tuesday, October 30, 2007
nu
jesienne szaleństwo :*
czy chillout może być szalony?
luz i setki bzdur. Tylko ja i moje ambicje na zeszły tydzień, zeszły miesiąc... zeszły rok, a tu już przyszły się kończy. ups.
czy chillout może być szalony?
luz i setki bzdur. Tylko ja i moje ambicje na zeszły tydzień, zeszły miesiąc... zeszły rok, a tu już przyszły się kończy. ups.
Sunday, October 7, 2007
niezapowiedziane odwiedziny
To jeden z powodów dla których Natalka jest kochana :)
Reszta dnia bez komentarza. Wczoraj podobnie.
Fajne plany olane. bywa.
Reszta dnia bez komentarza. Wczoraj podobnie.
Fajne plany olane. bywa.
Tuesday, September 25, 2007
tajemnice na które nie ma słów
Naprawdę chciałbyś już wrócić. Nic sie wtedy nie zmieni. Może będzie gorzej, może będzie powtórka z zeszłego roku, może wyjadę do Japonii albo gdzieś nieco bliżej i dla odmiany ja będę chciała wrócić. Dzicy ludzie to byli tacy ludzie którzy ze sobą nie rozmawiali, bo nie potrafili. Po co to komu?
Jest wiedza której nie można przekazać słowami. Tak rodzą sie tajemnice, o których istnieniu czasem mówią inni. Tajemnice te nawet jeśli rzeczywiście z kimś łączą to jest to połączenie niechlujne, a przez swoją niedefiniowalność także poniekąd niewygodne. Tak więc, teraz jest mi niewygodnie, kiedy wrócisz będzie mi niewygodnie i kiedy wyjadę także będzie mi niewygodnie. Czasem coś jednak napiszę i będzie mi lepiej. Z tajemnicami (chyba) trzeba postępować ostrożnie.
Jest wiedza której nie można przekazać słowami. Tak rodzą sie tajemnice, o których istnieniu czasem mówią inni. Tajemnice te nawet jeśli rzeczywiście z kimś łączą to jest to połączenie niechlujne, a przez swoją niedefiniowalność także poniekąd niewygodne. Tak więc, teraz jest mi niewygodnie, kiedy wrócisz będzie mi niewygodnie i kiedy wyjadę także będzie mi niewygodnie. Czasem coś jednak napiszę i będzie mi lepiej. Z tajemnicami (chyba) trzeba postępować ostrożnie.
Thursday, September 13, 2007
poranek wrześniowy
"Dzień dobry. to ten egzamin jest 18? tak. września? tak. Miał być 19 września ale wczoraj p. ************* zadzwonił że jednak 18.?Ale to na pewno ten egzamin? Bo jak rozmawiałam z ************ w czerwcu twierdził, że ten egzamin będzie pod sam koniec września... Aha, na pewno.. Dziękuję."
(Nigdy nie wierz w to co mówi wykładowca)
wkurw
"Dzień dobry. Pani M. wyszła 15 minut temu? Bo umówiłyśmy sie na 11 (10.58). Acha, była, powiedziała, ze wychodzi. Dziękuję."
hm...
"Dzień dobry (o, to chyba Janek - tak zaspany, ze nie słychać czy to on czy tata) Jest sorka? (odpowiedź: przepraszam, nie wiem co sie dzieje, nie wiem gdzie moja mama, przepraszam że jestem taki niekomunikatywny i że nie umiem odpowiedzieć)Zadzwonię później, no dobrze. Dzięki. pa
"Natalka, cześć, szukam Twojej mamy, powiedz jej że byłam jak ją spotkasz"
eh...
"Ewunia, cześć. Bardzo się spieszę. No popatrz jak blisko siebie byliśmy na wakacjach... Musimy sie koniecznie spotkać niedługo. A z kim właściwie byłaś? Aha, ale nie z żadnym mężczyzną? To nie muszę być zazdrosny? No to całe szczęście.(nie wiem czy szczęście). Tak, do widzenia."
yyyyyyyy?
zabieram sie do prezentacji o płaczu. Tylko klimat z gatunku "wkurw"
(Nigdy nie wierz w to co mówi wykładowca)
wkurw
"Dzień dobry.
hm...
"Dzień dobry (o, to chyba Janek - tak zaspany, ze nie słychać czy to on czy tata) Jest sorka? (odpowiedź: przepraszam, nie wiem co sie dzieje
"Natalka, cześć, szukam Twojej mamy, powiedz jej że byłam jak ją spotkasz"
eh...
"Ewunia, cześć. Bardzo się spieszę. No popatrz jak blisko siebie byliśmy na wakacjach... Musimy sie koniecznie spotkać niedługo. A z kim właściwie byłaś? Aha, ale nie z żadnym mężczyzną? To nie muszę być zazdrosny? No to całe szczęście.(nie wiem czy szczęście). Tak, do widzenia."
yyyyyyyy?
zabieram sie do prezentacji o płaczu. Tylko klimat z gatunku "wkurw"
Tuesday, September 11, 2007
edukacjobiorca vs ten drugi
minęły wakacje pięknie cudnie, czas na naukę. Pierwszy telefon i pierwsze rozterki: ile..? Po trzykroć.
- Panie Michale, Marcin (lat 11, na oko 9) nie wytrzyma 2 godzin angielskiego non-stop (lekcje indywidualne).
- no tak, ale chcemy, żeby miał częstszy kontakt z językiem. A 2 razy w tygodniu to i nam i pani będzie niezbyt wygodnie.
- No jak pan uważa. Możemy zrobić lekcję próbną.
- Dobrze, to ja jeszcze sprawdzę plan treningów Marcina i dam znać w które dni możemy sie umawiać na lekcje. A jak z ceną? Coś się wydarzyło?
- tak, myślę, że podniosę w tym roku o 5 pln, żeby było po równo. (No przecież trzeba biedne dziecko jakoś chronić przed nadmiarem zajęć z angielskiego)
- hm... (a w główce cyferki się mnożą) no tak, dobrze, to ja zadzwonię, do usłyszenia.
Ja też trochę mnożę, muszę przyznać, ale tez i trochę odejmuję. Czasem Marcin jest chory, czasem ja nie mogę przyjechać. Mnożę też czas który potrzebny mi będzie na przygotowanie tych 2 godzin tygodniowo. Kombinuję rozwiązania alternatywne - tak byśmy wszyscy to przeżyli a co więcej - żeby Marcin sie czegoś nauczył i nie zniechęcił do tej nauki która dla rodziców jest tak ważna. Lada dzień zaczną się prośby: proszę mu więcej zadawać. (A jak nie odrobi?). Ja jako "ten drugi" w miarę elastyczny podmiot którego zadaniem jest nauczyć cudze dziecko angielskiego dostosowując metody i realia do zamysłu rodziców po raz kolejny nie mogę sie oprzeć wrażeniu, że także i marketing edukacyjny powinien być skierowany do dzieci a nie do rodziców. A swoją drogą: czemu ten ośrodek szkolenia kierowców ma tak denną stronę internetową z informacjami sprzed roku + stertą bzdur..?
- Panie Michale, Marcin (lat 11, na oko 9) nie wytrzyma 2 godzin angielskiego non-stop (lekcje indywidualne).
- no tak, ale chcemy, żeby miał częstszy kontakt z językiem. A 2 razy w tygodniu to i nam i pani będzie niezbyt wygodnie.
- No jak pan uważa. Możemy zrobić lekcję próbną.
- Dobrze, to ja jeszcze sprawdzę plan treningów Marcina i dam znać w które dni możemy sie umawiać na lekcje. A jak z ceną? Coś się wydarzyło?
- tak, myślę, że podniosę w tym roku o 5 pln, żeby było po równo. (No przecież trzeba biedne dziecko jakoś chronić przed nadmiarem zajęć z angielskiego)
- hm... (a w główce cyferki się mnożą) no tak, dobrze, to ja zadzwonię, do usłyszenia.
Ja też trochę mnożę, muszę przyznać, ale tez i trochę odejmuję. Czasem Marcin jest chory, czasem ja nie mogę przyjechać. Mnożę też czas który potrzebny mi będzie na przygotowanie tych 2 godzin tygodniowo. Kombinuję rozwiązania alternatywne - tak byśmy wszyscy to przeżyli a co więcej - żeby Marcin sie czegoś nauczył i nie zniechęcił do tej nauki która dla rodziców jest tak ważna. Lada dzień zaczną się prośby: proszę mu więcej zadawać. (A jak nie odrobi?). Ja jako "ten drugi" w miarę elastyczny podmiot którego zadaniem jest nauczyć cudze dziecko angielskiego dostosowując metody i realia do zamysłu rodziców po raz kolejny nie mogę sie oprzeć wrażeniu, że także i marketing edukacyjny powinien być skierowany do dzieci a nie do rodziców. A swoją drogą: czemu ten ośrodek szkolenia kierowców ma tak denną stronę internetową z informacjami sprzed roku + stertą bzdur..?
Thursday, July 26, 2007
Mamo, papuga zjadła Puchatka!
-Popatrz, jak równo obgryzła róg. No zdolna jest, ale dlaczego zjadła mi akurat tę książkę? :(
- najwidoczniej Rozalia chce zostać niedźwiedziem.
- nieeeee!!!!!!!! mamo...
- najwidoczniej Rozalia chce zostać niedźwiedziem.
- nieeeee!!!!!!!! mamo...
Thursday, July 19, 2007
upaprałam sie smarem ponieważ jestem dziewczynką
Doszłam przy okazji do wniosku, ze wcale zgrabny byłby ze mnie tatuś. Ale zacznijmy od poczatku, choc w dużym skrócie. Pomarańczowy rower stał już zbyt długo najpierw na balkonie, później w przedpokoju - nieużywany. Zebrałam się więc do najbliższego sklepu z rowerami po dętkę. W sklepie zrobiłam głupiutką minę pt. rower to dla mnie zwierz z innej galaktyki.Może mi pan wytłumaczyć jakie są rodzaje dętek, ale ja i tak wezmę najprostszą i najtańszą, czyli taką standardem i generacją najbliższą pomarańczowemu. Do tego efekt kobieta w sklepie sportowym (z przewaga pojazdów na kołach) i poszło zgrabnie. Owa kobieta (uzupełniwszy w międzyczie swoją garderobę za pomocą nowych zakupów)wieczorem przystąpiła do wymieniania dętki. Pierwsza myśl w stylu: w sklepie rowerowym mogę robić z siebie błazna, ale do odkręcania śrubek przydałby się facet, pojawiła sie już przy odręcaniu pierwszej śrubki. Wszystkie operacje na pomarańczowym bacznie obserwował ojciec. Ojciec, jak powszechnie wiadomo to nie jest facet. Wprawdzie czasem wkręci żarówkę i wyrzuci śmieci jak się mu powie, ale żadnych informacji potrzebnych w danej chwili, takich które facet powinien posiadać, nie da sie od niego nigdy wyciągnąć. cdn.
Koszmar z ulicy wiązów wrócił na Balcera
Nie żebym kiedykolwiek widziała ten film, ale sądzę, że z powodzeniem mogłabym dostać rolę tytułową. Tak więc jak troche zarosnę znów będę szukać nowego fryzjera. Jak można tak sknocić robotę.. i to jeszcze po sobie.
Obecnie głowę z tyłu mam płaską. Ładny kosmyk zwisa samodzielnie, aczkolwiek bezwładnie oraz bezładnie jakby obraził się na całą resztę. Być może jest to efekt uboczny samodzielności. Tylko po cholerę w takim razie była ta samodzielność. Grzywka czuje sie chyba rozdarta wewnętrznie. Nie to żeby tak wyglądała... poprostu pasma wycięte nierówno nie mogą zdecydować się na kierunek falowania. Reszta fryzury wygląda jak tupecik. Chyba za duzo zjadłam, bo okropnie mnie to zdenerwowało. Na bardziej pusty żołądek takie za przeproszeniem pierdoły nie denerwują. A tu, trochę selera naciowego na parze w towarzystwie innych bardziej wykwintnych zdrowych elementów posiłku i od razu budzi się w człowieku taka bezradność i bezsilność wobec okrutnej przewagi usługodawcy nad usługobiorcą.
Obecnie głowę z tyłu mam płaską. Ładny kosmyk zwisa samodzielnie, aczkolwiek bezwładnie oraz bezładnie jakby obraził się na całą resztę. Być może jest to efekt uboczny samodzielności. Tylko po cholerę w takim razie była ta samodzielność. Grzywka czuje sie chyba rozdarta wewnętrznie. Nie to żeby tak wyglądała... poprostu pasma wycięte nierówno nie mogą zdecydować się na kierunek falowania. Reszta fryzury wygląda jak tupecik. Chyba za duzo zjadłam, bo okropnie mnie to zdenerwowało. Na bardziej pusty żołądek takie za przeproszeniem pierdoły nie denerwują. A tu, trochę selera naciowego na parze w towarzystwie innych bardziej wykwintnych zdrowych elementów posiłku i od razu budzi się w człowieku taka bezradność i bezsilność wobec okrutnej przewagi usługodawcy nad usługobiorcą.
Thursday, July 12, 2007
lewe ósme pietro
blok 11 piętrowy (wedle dziwnej konwencji nie licząc parteru jako piętra). Wschód - zachód. Z każdej ze stron zieleń. Tu trawnik, tam trawnik, drzewa, skarpa, wąwóz ... Zielone i mniej zielone dzielnice, Starówka... widok na ładniejszą część miasta. Tuż pod skarpą dwupasmówka która nie prowadzi w żadne konkretne miejsce. Z dachu widać zalew.
Ciekawe czy jutro zadziała edycja posta.
Ciekawe czy jutro zadziała edycja posta.
Wednesday, June 27, 2007
regresja powierzchni odpowiedzi
Andrzej Raport
Efekty układu
Efekty ciągłe
Efekty jakościowe
Specyfikacje modelu
Równanie prognozy dla (...)
Za dużo tego w powietrzu, gdy mama pracuje w domu.
Chcesz taki raport ode mnie? Nie ma sprawy, tylko, ze ja nie umiem opisywać za pomocą funkcji matematycznych czy jakichśtam.
Rozalia drepcze po niebiesko-zielonej podłodze. Jaki to kolor?
da - lto - ni - stka
Odróżniam kolor oczu niebieskich. Sza.
PIURBLAGIZM rzekł Witkacy Mistrz.
zawraco-kontrafałdyzm
oczy niebieskie, serce anielskie,
ultraideałizm na odległość.
wiadomo. Sza
Regresja powierzchni odpowiedzi "logicznie rzecz biorąc" powinna być wprost proporcjonalna do regresji pola zainteresowania. Czy tak?
Są słowa których należy unikać, lepiej żeby nie było wiadomo o co chodzi.
Efekty układu
Efekty ciągłe
Efekty jakościowe
Specyfikacje modelu
Równanie prognozy dla (...)
Za dużo tego w powietrzu, gdy mama pracuje w domu.
Chcesz taki raport ode mnie? Nie ma sprawy, tylko, ze ja nie umiem opisywać za pomocą funkcji matematycznych czy jakichśtam.
Rozalia drepcze po niebiesko-zielonej podłodze. Jaki to kolor?
da - lto - ni - stka
Odróżniam kolor oczu niebieskich. Sza.
PIURBLAGIZM rzekł Witkacy Mistrz.
zawraco-kontrafałdyzm
oczy niebieskie, serce anielskie,
ultraideałizm na odległość.
wiadomo. Sza
Regresja powierzchni odpowiedzi "logicznie rzecz biorąc" powinna być wprost proporcjonalna do regresji pola zainteresowania. Czy tak?
Są słowa których należy unikać, lepiej żeby nie było wiadomo o co chodzi.
Wednesday, June 13, 2007
mango marakuja z truskawkami
Jedziemy z Natalią na ciepłe wyspy jeźdźić na hulajnogach w kolorowych perukach. Wybrałam fioletową, bo pomarańczowy to nie mój kolor.
Wprawdzie planowałam Meksyk, ale Nati ma dar przekonywania. Motywacja? Podwoiła się. Dobrze, ze jest nas dwie. Tak więc remis. Jest 2:2. To oznacza 4 jednostki bedące w opozycji. Tylko czy na pewno tylko 4... Obawiam się, że nic innego nie wolno mówić, bo wtedy okaże się, że życie bywa trochę bardziej nie fair, niż można się przyznać.
A tytuł to przepis na sok dnia. Przepis będę nieregularnie urozmaicać. obiecuję.
Wprawdzie planowałam Meksyk, ale Nati ma dar przekonywania. Motywacja? Podwoiła się. Dobrze, ze jest nas dwie. Tak więc remis. Jest 2:2. To oznacza 4 jednostki bedące w opozycji. Tylko czy na pewno tylko 4... Obawiam się, że nic innego nie wolno mówić, bo wtedy okaże się, że życie bywa trochę bardziej nie fair, niż można się przyznać.
A tytuł to przepis na sok dnia. Przepis będę nieregularnie urozmaicać. obiecuję.
Tuesday, June 12, 2007
głupie pomysły
Różne są skutki głupich pomysłów.
Jeśli masz pomysł na wymówkę od zrealizowania jednego z nich, czym prędzej jej użyj i nie realizuj owego pomysłu. Bo przecież jest głupi! Czy jest to oczywiste? :)
Gdy ta wymówka już się znajdzie, czasem trzeba zastąpić głupi pomysł innym pomysłem. Wskazane jest, żeby był to pomysł mniej głupi od poprzedniego. Niestety mądrymi pomysłami nie da sie zastąpić głupich. Z realizowania tych głupich pomysłów mamy frajdę, bo na przykład bywa śmiesznie. Głupie pomysły są ważne w życiu, bo wprowadzają element ryzyka na które decydujemy się sami, a rezultatów głupich pomysłów będzie tym więcej im bardziej kreatywny jest ów głupi pomysł.
Za wymówkę od głupiego pomysłu dnia dzisiejszego dziekujemy Krzyśkowi. Bardzo doceniam. Nie pojechałam zwiedzać pewnego małego miasteczka nieopodal czeskiej granicy. Nie dowiem się czy podoba mi sie nowy projekt moich jakże ulubionych znajomych. Nie zobacze kolejnego klubu/ pubu z jakże 'rozległe'j mapy miejsc, w których zdarza się usłyszeć muzykę którą podobno lubię aż za bardzo. Nie spędzę 16 godzin w pociągu w ciągu 25 godzinnej wycieczki oraz nie dowiem się czego bym się dowiedziała realizując ten głupi pomysł. I całe szczęście.
Zamiast tego założyłam bloga. Zamiast tego piątkowy wieczór spędzę na konkursie tańca Limbo w elolanserskim klubie (ale skoro obiecali calypso...). No i nie będę sobie robiła żadnych przerw od sesji. Jestem tu gdzie jestem - tak jak planowałam. Żadnych skutecznych odskoczni. Żyję tu gdzie jestem. Ma być grzecznie, ambitnie i logicznie oraz rozsądnie.
Mam nadzieję, że to dość głupie pomysły, żeby zastąpić poprzedni głupi pomysł :)
Jeśli masz pomysł na wymówkę od zrealizowania jednego z nich, czym prędzej jej użyj i nie realizuj owego pomysłu. Bo przecież jest głupi! Czy jest to oczywiste? :)
Gdy ta wymówka już się znajdzie, czasem trzeba zastąpić głupi pomysł innym pomysłem. Wskazane jest, żeby był to pomysł mniej głupi od poprzedniego. Niestety mądrymi pomysłami nie da sie zastąpić głupich. Z realizowania tych głupich pomysłów mamy frajdę, bo na przykład bywa śmiesznie. Głupie pomysły są ważne w życiu, bo wprowadzają element ryzyka na które decydujemy się sami, a rezultatów głupich pomysłów będzie tym więcej im bardziej kreatywny jest ów głupi pomysł.
Za wymówkę od głupiego pomysłu dnia dzisiejszego dziekujemy Krzyśkowi. Bardzo doceniam. Nie pojechałam zwiedzać pewnego małego miasteczka nieopodal czeskiej granicy. Nie dowiem się czy podoba mi sie nowy projekt moich jakże ulubionych znajomych. Nie zobacze kolejnego klubu/ pubu z jakże 'rozległe'j mapy miejsc, w których zdarza się usłyszeć muzykę którą podobno lubię aż za bardzo. Nie spędzę 16 godzin w pociągu w ciągu 25 godzinnej wycieczki oraz nie dowiem się czego bym się dowiedziała realizując ten głupi pomysł. I całe szczęście.
Zamiast tego założyłam bloga. Zamiast tego piątkowy wieczór spędzę na konkursie tańca Limbo w elolanserskim klubie (ale skoro obiecali calypso...). No i nie będę sobie robiła żadnych przerw od sesji. Jestem tu gdzie jestem - tak jak planowałam. Żadnych skutecznych odskoczni. Żyję tu gdzie jestem. Ma być grzecznie, ambitnie i logicznie oraz rozsądnie.
Mam nadzieję, że to dość głupie pomysły, żeby zastąpić poprzedni głupi pomysł :)
Subscribe to:
Posts (Atom)