Tuesday, October 4, 2011

Imprezy rodzinne. Cudze i przypadkowe

Otóż wyszło jak zawsze, czyli przypadkiem i zwiałam, bo już nie mogłam wytrzymać. Dzień wolny o poranku taki był szary, podobno zimny, po dniu spędzonym w pracy na strychu pełnym winyli nie wiedziałam w którą stronę się obrócić, by zacząć robić coś co da mi poczucie zrobienia czegoś pożytecznego w domu i bez winyli.
Przejadłszy cały poranek do wczesnego popołudnia, nie wchodząc w szczegóły kolejnych czynności wybrałam się w końcu do starej pracy, mając nadzieję, że przywitam się z Ann, zbierając w sobie siły na konwersację z pozostałymi. Weszłam więc i mąż byłej szefowej stojący w pierwszym rzędzie akurat, oznajmił mi, że ma ona urodziny. Po dłuższym kwadransie ociągania się i rozmów ze starymi koleżankami zebrałam się w sobie, by pójść na górę z życzeniami i w okamgnieniu znalazłam się w środku imprezy rodzinnej z siostrami, siostrzeńcami, siostrzenicami od lat trzech do stutrzech. To tylko zbieg okoliczności. Lepiej byłoby nie wybiec czym prędzej, ale niech imprezy rodzinne pozostaną imprezami rodzinnymi. I am happening now as we talk (B. Zephaniah jako poeta). I am happening now as we don't talk; when we talk I keep running away. Choćby nie trwało to nawet pół godziny: 15 osób spotkanych, powitanych, odświeżonych, ... (Ewa - blade runner - wieczny łowca niewiadomo-czego ćwiczy stanie na głowie, a dziś spadła, ale nie bolało szczególnie).

oh lord please don't let me be misunderstood. overstanding needed

Tuesday, September 13, 2011

kasztany

Chłopcy skaczący po wysokich kamiennych murach domów. To nie zabawa w Le Parkour. Normalne angielskie dzieci w dresach biegają po tych murach strącając z drzew dojrzałe kasztany. Jeden chłopiec ciągnie po ziemi niebieski plecak. Mozolnie przerzuca go przez niewysoki płotek. Wcale nie zbiera puszek na wymianę. Kasztany zbiera. Widzę jak podnosi ogromny nierozbity owoc i wrzuca do niebieskiego plecaka. Te dzieci jeszcze potrafią się bawić. A może urządzą sobie nielegalną w szkołach wojnę na kasztany.

Dzień z szefem, sprzątanie, gadanie o ideałach (mężczyzn), zejdź na ziemię ekscentryku, oraz to już wiem czemu Twoja przyjaciółka tak się na mnie dziwnie patrzy i prawie nie rozmawia;
Otóż grubasie: powiedziałem jej, że jesteś lesbijką, bo inaczej by się tu snuła i marudziła (się roześmiałam) Jeśli kiedykolwiek Cie o to zagadnie, w co wątpię, to najwyżej powiedz jej, że zmyśliłaś to, żebym ja się Ciebie nie czepiał.
No szczwany plan.

Przerzuciwszy dnia poprzedniego ponad tysiąc płyt cd... Jutro za to przerzucać będę winyle. Wszystko jest dziwne. Trochę z innej epoki, trochę nierealne. Szkoda, że mam taką kiepską pamięć.
:)) Z pozdrowieniami dla cioci Uli cebuli, która opowiadała różne ładne kwiatki :)

W niedzielę byłam... uwaga uwaga...
w kościele...
na mszy nawet...
kościół bardzo stary i
przypadkiem trafiłam na chrzest,
kościół wypożyczony od anglikanów na czas remontu budynku kościoła katolickiego,
uwaga księdza: jest to pierwszy chrzest katolicki w tym kościele od roku tysiącpięćsetktóregośtam :) (w 1534 rozłam w Anglii) - niech da to wam do myślenia.

Różne inne historie tez były:
historia 200 funtów
historia numeru telefonu
pogawędki z hindusami z kiosku
Wczoraj mój świetny współlokator zrobił mi pranie (no bo swoje rzeczy też prał) i rozwiesił mi pranie (no bo swoje rzeczy też rozwieszał) <3
Dziś mi szef ugotował obiad. Z deserem. I podał. Do serca mojego nie trafił. Za dużo tego było i nie chce mnie słuchać tzn. ożenić się ze swoją przyjaciółką nie chce. (23 lata młodsza od niego i kocha bezwarunkowo. no chłopie!)

Mieszkam w najpiękniejszej wsi w hrabstwie, tylko kurde zimno jakoś.

Saturday, April 23, 2011

do złej gry

tak bardzo chciałabym umieć wykrawać kawałki wspomnień z umysłu. tak mi szkoda tego czasu, który mija, zanim zapomnę - dłuży się i mierzi. i tak mi szkoda tej nadziei zużywanej niepotrzebnie.

czasami jest cudownie, bo prawie nie pamiętam, planuję, cieszę się dobrą chwilą. czasami tęsknię.
wszystko jest snem. kolejny miesiąc snu.

i mam zagracony pokój bo mam zagraconą głowę i zagracone serce. Mam też nową doniczkę na miętę i narysowałam kolejną papugę.
Moja angielska przygoda trwa nadal trochę jak w letargu. Jestem szczęśliwa, gdy spotykam przyjaciół, a gdy mam do czynienia z nie-przyjaciółmi staram się robić dobrą minę do złej gry - bo tu tak trzeba. Tylko gotuję się w środku i chcę do lasu. Na drzewo czereśniowe. może. w tajemniczym ogrodzie.
W czwartek w okolicy unosił się zapach klusek z truskawkami i ze śmietaną. We wtorek poszłam nad rzekę, czytałam wiersze z karaibów, zerkałam na owce na farmie na drugim brzegu i słuchałam śpiewów dobiegających z ogromnego drzewa obok. W czwartek nie poszłam na capoeirę i dziś na łąkę ćwiczyć. To były dwie bardzo złe decyzje.
Nie chciało mi się jakoś śmiać.