Friday, November 27, 2009
R-Lux
a nawet to
Luciano i Mikey General kontra nagłośnienie dające gorszy dźwięk niż youtube. Czwartkowy koncert w Warszawce dwóch znanych i doskonałych jamajskich wokalistów.
Klub - speluna - pierwszy raz w życiu udało mi się przetrzymać imprezę nie wlewając w siebie żadnych płynów. bo? bo gardło na wyczerpaniu i bo wygląd miejsca niezachęcający. tak bardzo.
Co zaskakujące pod koniec - czyli przed 3 nawet była siła do koncertowego darcia gardła na prośbe wykonawcy. Darliśmy się - śpiewając.
Raczej małe pomieszczenie - chciało się wyrzucić głośniki w cholerę, zebrać się wokół artystów i posłuchać ich głosów nieskażonych basem (specjaliści nazwaliby go przesterowanym, żartownisie pierdzącym) z głosników.
Sesja akustyczna była taka, że nawet oklepane Redemption song można było pośpiewać.
Znajomych mnóstwo. Ale tak naprawdę to Lublin zajmował prawe skrzydło danceflooru, to Lublin robił hałas, krzyczał o pull-upy, tańczył i bawił się, tak że czuło się, że jesteśmy tam po coś i z jakiegoś powodu.
Warszawiakom nie mozna odmówić charyzmy, tak jak zrobił to poniekąd Paweł 27, krzycząc po każdej piosence tak jest Lublin, LSM, big up, tak się robi pull upy, kto zna ten tjun? - oprócz Lublina! i tak dalej.
Zachwycona Luckiem, który na kolanach dziekował Oborze za zorganizowanie tej imprezy, a w międzyczasie, wcześniej i później szalał ze szczęśćia :) Zdezorientowana faktem spotkania na imprezie tylko 3 koleżanek (wszystkie z Lublina) i 15 kolegów. Wszyscy od reggae. bliżsi i dalsi, albo od lat albo od niedawna regularnie spotykani przy okazji. Jasiek mi coś tłumaczy, jak zwykle pyta jak tam moje życie osobiste. A ja odpowiadam, że Lublin (Ewa, nie bądź smutna). Zahaczywszy o ostanie częstochowskie niespotkanie.(no ale przecież Ci tłumaczyłem).
Monday, November 23, 2009
nocne
jak się robi w niedzielę do 20, to potem nie ma się siły iśc na imprezę. Ale. Idzie się na imprezę, żeby obgadać ze znajomym kogo on zaprosi na kolejną imprezę naszego forum - skoro już zależy mu na imprezie w klimacie pięknych staroci.
Oczywiście mam dużo pomysłów. Reszta zależy od tego co chłopaki utargują z klubem. i czy zrobią to dostatecznie syzbko, żeby ktoś miał jeszcze wolny temin na granie na wschodzie. Mogą nie zdążyć i znowu skończy się imprezą zapakowaną lokalsami. Znajomy nie zdąża, pogadamy jutro. Spotykam przypadkiem ładną dziewczynę, która ostatnio spotyka się z takim okropnym głupkiem - i pomyśleć, że kiedyś spotykałyśmy się z tym samym, spotykam czyjąś przyjaciółkę, spotykam bla bla bla. słucham, trochę tańczę, kręcę się trochę tu to tam, wymieniamy z moim przeulubionym anglistą kilka zdań o życiu teraz, bo miło Cię widzieć. Znika przed 24, bo lekcje na jutro nie gotowe. Wiesz, ja tu jestem dziś trochę na lewo. (jakim cudem JA wyrobię się ze wszystkimi obowiązkami i planami do przyszłej niedzieli?). I spotykam kolegę z klasy, którego jako 17-latka wsadzili na rok do aresztu. Czas mija. żegnam się z tymi, którzy specjalnie witali się ze mną. Hałas jest nieznośny. Ochroniarz z graffiti coś o jakichś drinkach, afterach, koncertach, imprezach - kiedy będę, albo chociaż korepetycjach z angielskiego - sorry, jestem zmęczona, nie mam czasu, może innym razem (skąd oni wytrzasnęli tego gościa), wychodzę, dzwonię po taxę - była wejściówka za friko to i nie żal paru groszy. nogi bolą. nie mam ochoty na spacery. Prawie pokłóciwszy się z panią z dyspozytorni - dobranoc. wpadam na byłego chłopaka. nie poznałam w pierwszej chwili.
-Czemu idziesz? Choć ze mną spowrotem. No chodż. no chodź.
...
Wymawiam mu, że już taki porobiony, tłumaczy się. pije mniej. nic nie mówię bo dopiero minęła północ. coś przeklina. nie przeklinaj tyle. Ale ja zawsze tyle przeklinałem. (gryzę się w język, żeby protekcjonalnie nie zażartować, że taki śliczny, najprzystojniejszy a tak bluzga. hehheheh). Umówiony z kolegą, jak zawsze tym samym, oczywiście zgadłam. o blond-tandetną dziewczyne wcale go nie pytam. rozmawiamy. choć zawsze się denerwował o takie pogawędki na środku ulicy. odprowadź mnie do taksówki - przyjedzie na skrzyżowanie. i widzę ten klejący się wzrok rozmytego Człowieka. wzrok wbity w kontur ust. I co z tego? Chcę mieć spokojną głowę i spokojny sen.
To nieważne, że nikt nie mówił do mnie tak ładnie jak on. Wróci do domu już na nieświadomce. Może nawet nie bedzie pamiętał, że się spotkaliśmy.
To wszystko nocne jest okropnie nieważne.
Nie cierpię tracić nerwów na coś co nie ma znaczenia. Lubić tego też nie lubię.
Oczywiście mam dużo pomysłów. Reszta zależy od tego co chłopaki utargują z klubem. i czy zrobią to dostatecznie syzbko, żeby ktoś miał jeszcze wolny temin na granie na wschodzie. Mogą nie zdążyć i znowu skończy się imprezą zapakowaną lokalsami. Znajomy nie zdąża, pogadamy jutro. Spotykam przypadkiem ładną dziewczynę, która ostatnio spotyka się z takim okropnym głupkiem - i pomyśleć, że kiedyś spotykałyśmy się z tym samym, spotykam czyjąś przyjaciółkę, spotykam bla bla bla. słucham, trochę tańczę, kręcę się trochę tu to tam, wymieniamy z moim przeulubionym anglistą kilka zdań o życiu teraz, bo miło Cię widzieć. Znika przed 24, bo lekcje na jutro nie gotowe. Wiesz, ja tu jestem dziś trochę na lewo. (jakim cudem JA wyrobię się ze wszystkimi obowiązkami i planami do przyszłej niedzieli?). I spotykam kolegę z klasy, którego jako 17-latka wsadzili na rok do aresztu. Czas mija. żegnam się z tymi, którzy specjalnie witali się ze mną. Hałas jest nieznośny. Ochroniarz z graffiti coś o jakichś drinkach, afterach, koncertach, imprezach - kiedy będę, albo chociaż korepetycjach z angielskiego - sorry, jestem zmęczona, nie mam czasu, może innym razem (skąd oni wytrzasnęli tego gościa), wychodzę, dzwonię po taxę - była wejściówka za friko to i nie żal paru groszy. nogi bolą. nie mam ochoty na spacery. Prawie pokłóciwszy się z panią z dyspozytorni - dobranoc. wpadam na byłego chłopaka. nie poznałam w pierwszej chwili.
-Czemu idziesz? Choć ze mną spowrotem. No chodż. no chodź.
...
Wymawiam mu, że już taki porobiony, tłumaczy się. pije mniej. nic nie mówię bo dopiero minęła północ. coś przeklina. nie przeklinaj tyle. Ale ja zawsze tyle przeklinałem. (gryzę się w język, żeby protekcjonalnie nie zażartować, że taki śliczny, najprzystojniejszy a tak bluzga. hehheheh). Umówiony z kolegą, jak zawsze tym samym, oczywiście zgadłam. o blond-tandetną dziewczyne wcale go nie pytam. rozmawiamy. choć zawsze się denerwował o takie pogawędki na środku ulicy. odprowadź mnie do taksówki - przyjedzie na skrzyżowanie. i widzę ten klejący się wzrok rozmytego Człowieka. wzrok wbity w kontur ust. I co z tego? Chcę mieć spokojną głowę i spokojny sen.
To nieważne, że nikt nie mówił do mnie tak ładnie jak on. Wróci do domu już na nieświadomce. Może nawet nie bedzie pamiętał, że się spotkaliśmy.
To wszystko nocne jest okropnie nieważne.
Nie cierpię tracić nerwów na coś co nie ma znaczenia. Lubić tego też nie lubię.
Sunday, November 22, 2009
W-wa ładna
podróż spod znaku co ja tu robię
i tylko zadbana Agrykola wychwycona jednym okiem mimo prędkości pojazdu. Chciałaby kiedyś zobaczyć wyścigi.
Udało się wyrwać na spacer aby zebrać siły do obejrzenia atrakcji głównej. udało się bo nie lubi się siedzieć w miejscu, rozwalać się po knajpach, kawkować w klaustrofobicznych drogich stołóweczkach, wytwornych jak na bistro.
Można więc przeprosić wszystkich nie popełniajac zbytniego faux pas i pójść sobie samej tak jak się lubi w ciepły dzień. popatrzeć na stare i nowsze kamienice śródmieścia, przypadkiem i bez takiej intencji znaleźć Park Łazienkowski, zaraz obok Ambasady Szwecji i Wielkiej Brytanii koło których jakiś deskarz jeździł po ulicy nie przejmując się niczym. tak. i rodzice spacerowali z dziećmi - jak za dawnych czasów w sobotę.
...
i tylko zadbana Agrykola wychwycona jednym okiem mimo prędkości pojazdu. Chciałaby kiedyś zobaczyć wyścigi.
Udało się wyrwać na spacer aby zebrać siły do obejrzenia atrakcji głównej. udało się bo nie lubi się siedzieć w miejscu, rozwalać się po knajpach, kawkować w klaustrofobicznych drogich stołóweczkach, wytwornych jak na bistro.
Można więc przeprosić wszystkich nie popełniajac zbytniego faux pas i pójść sobie samej tak jak się lubi w ciepły dzień. popatrzeć na stare i nowsze kamienice śródmieścia, przypadkiem i bez takiej intencji znaleźć Park Łazienkowski, zaraz obok Ambasady Szwecji i Wielkiej Brytanii koło których jakiś deskarz jeździł po ulicy nie przejmując się niczym. tak. i rodzice spacerowali z dziećmi - jak za dawnych czasów w sobotę.
...
Thursday, November 19, 2009
oczywiście
"nie zastanawiaj się tylko przyeżdżaj i możesz zostać tyle ile chcesz"
czyli bez zmian
a ja nadal nie przyjeżdżam na dłużej
zawsze znikam szybko
bo zawsze coś mnie goni
ale nic nie jest tak miłe jak świadomość, że ktoś zawsze i niezmiennie cieszy się z odwiedzin
że potrafi zorganizować sobie pracę tak, żeby wyjść na godzinny spacer ze mną jak akurat jestem przejazdem i przechwycić mnie na chwilę spod opieki cioć, wywierając na nich mimochodem bardzo dobre wrażenie.
rozpuścił mnie ten przyjaciel
ale
bardzo go za to cenię
niezmiennie
czyli bez zmian
a ja nadal nie przyjeżdżam na dłużej
zawsze znikam szybko
bo zawsze coś mnie goni
ale nic nie jest tak miłe jak świadomość, że ktoś zawsze i niezmiennie cieszy się z odwiedzin
że potrafi zorganizować sobie pracę tak, żeby wyjść na godzinny spacer ze mną jak akurat jestem przejazdem i przechwycić mnie na chwilę spod opieki cioć, wywierając na nich mimochodem bardzo dobre wrażenie.
rozpuścił mnie ten przyjaciel
ale
bardzo go za to cenię
niezmiennie
Monday, November 16, 2009
było
była jazda stopem,
przeprawa przez Radom, pogawędki z kierowcą MPK, który pozazdrościł nam wyprawy.
podróż z kierowcą ciężarówki po teologii z tej samej uczelni co my, spotkanym w Radomiu, policjanci uśmiechający się na to, że łamiemy przepisy. bo fajna blondynka.
Była i krótka podróż z Ukraińcem, który na cały regulator słuchał ukraińskich rzewnych popowych ballad akurat, gdy zapadał zmierzch, a później ukraińskiego również disco polo. Udało się zrozumiec ukraiński i polski też.
U naszego gospodarza w domu, starej kamienicy chyba, był śmieszny chart Ares zwany przez niektórych kozą albo kangurem, byla papuga, której nikt od kilku lat nie wymyślił imienia, były obrazy jego taty, spod których nie było widać ścian, była nalewka na miodzie i cytrynach, były zdjęcia i opowieści ze Spitsbergenu, pogawędki o niedźwiedziach polarnych i draże w czekoladzie, które tak naprawdę były wafelkami w czekoladzie. I była bardzo sympatyczna mama naszego gospodarza.
Podobno musimy jeszcze kiedyś przyjechać, żeby Ada zobaczyła Olsztyn, a ja zalew w Poraju. I już? No chyba.
mija poniedziałek, a ja nadal rozzłoszczona. o.
przeprawa przez Radom, pogawędki z kierowcą MPK, który pozazdrościł nam wyprawy.
podróż z kierowcą ciężarówki po teologii z tej samej uczelni co my, spotkanym w Radomiu, policjanci uśmiechający się na to, że łamiemy przepisy. bo fajna blondynka.
Była i krótka podróż z Ukraińcem, który na cały regulator słuchał ukraińskich rzewnych popowych ballad akurat, gdy zapadał zmierzch, a później ukraińskiego również disco polo. Udało się zrozumiec ukraiński i polski też.
U naszego gospodarza w domu, starej kamienicy chyba, był śmieszny chart Ares zwany przez niektórych kozą albo kangurem, byla papuga, której nikt od kilku lat nie wymyślił imienia, były obrazy jego taty, spod których nie było widać ścian, była nalewka na miodzie i cytrynach, były zdjęcia i opowieści ze Spitsbergenu, pogawędki o niedźwiedziach polarnych i draże w czekoladzie, które tak naprawdę były wafelkami w czekoladzie. I była bardzo sympatyczna mama naszego gospodarza.
Podobno musimy jeszcze kiedyś przyjechać, żeby Ada zobaczyła Olsztyn, a ja zalew w Poraju. I już? No chyba.
mija poniedziałek, a ja nadal rozzłoszczona. o.
herbata jabłkowa.
Jeszcze inne historie.
Widzimy się po kilku latach. Jedno wgapia się w drugie spoza ramion znajomych. Może się nie poznajemy, a może lepiej, żeby jedno nie poznało drugiego. On ma mętny wzrok, widać po nim, że minęło te kilka lat. Alkohol, przepracowanie, a może coś innego.. tylko co?
Popija takiego samego drinka, w takiej samej szklance jak kiedyś.
Kręcą się wokół mnie jakieś chłopaki - studenciaki, nawet nie chce mi się z nimi tańczyć. Zagadują nietrzeźwą uciążliwą gadką. On też otoczony przez kilkoro znajomych, koleżanek. Idę pogadać ze starymi znajomymi - to jest o wiele lepsze. Po powrocie do domu wysyłam mu wiadomość: wszystkiego najlepszego.
A te cukierki, Michałki, to robią koło Częstochowy.
Widzimy się po kilku latach. Jedno wgapia się w drugie spoza ramion znajomych. Może się nie poznajemy, a może lepiej, żeby jedno nie poznało drugiego. On ma mętny wzrok, widać po nim, że minęło te kilka lat. Alkohol, przepracowanie, a może coś innego.. tylko co?
Popija takiego samego drinka, w takiej samej szklance jak kiedyś.
Kręcą się wokół mnie jakieś chłopaki - studenciaki, nawet nie chce mi się z nimi tańczyć. Zagadują nietrzeźwą uciążliwą gadką. On też otoczony przez kilkoro znajomych, koleżanek. Idę pogadać ze starymi znajomymi - to jest o wiele lepsze. Po powrocie do domu wysyłam mu wiadomość: wszystkiego najlepszego.
A te cukierki, Michałki, to robią koło Częstochowy.
Sunday, November 15, 2009
wracać
trzeba wracać
czasem trudno i nie chce się do codziennych spraw, do poważnych spraw, do codzienności.
tak mi się nie chciało.
słońce świeciło pięknie w sobotę.
na pocieszenie z Cz-wy zabrał nas bardzo miły człowiek mniej więcej w wieku mojego brata, nawet podobny, bardzo szybko jechaliśmy, bardzo wygodnie i mimo jakichś przygód z policją wszystko raczej dobrze sie skończyło.
Za mną długa podróż, setki kilometrów w bardzo krótkim czasie - przeważnie na gapę, kilka spotkanych nowych osób, kilka nowych historii, twarze sprzed lat po latach - to miłe, gdy jest miło, gdy cieszymy się widząc się wzajemnie, znowu.
Przykro gdy ktoś, kto mówi, że chce, że damy radę, w rzeczywistości olewa sprawę, bo. bo tak naprawdę okazuje się, że każda inna sprawa jest ważniejsza. szkoda gadać. Dopiero słyszałam, że mamy tyle do nadrobienia. Ty masz. Nie ja. To Ciebie nie ma ani tu, ani jak ja jestem.
Są też historie obojętne. Mijamy sie, nie odzywamy. Ustaliliśmy ostatnio,że się nie lubimy. Tylko kłuje ta głupota sprzed lat, że wtedy wierzyło się, w tak wiele i w jeszcze więcej - ślepo.
Wracam. Znów wita mnie to od czego tak bardzo staram się uciec, wymigać. Tłumaczę się, wymiguję znów. I coraz trudniej mi jest, że o tak wielu sprawach nie mogę z nikim porozmawiać.
czasem trudno i nie chce się do codziennych spraw, do poważnych spraw, do codzienności.
tak mi się nie chciało.
słońce świeciło pięknie w sobotę.
na pocieszenie z Cz-wy zabrał nas bardzo miły człowiek mniej więcej w wieku mojego brata, nawet podobny, bardzo szybko jechaliśmy, bardzo wygodnie i mimo jakichś przygód z policją wszystko raczej dobrze sie skończyło.
Za mną długa podróż, setki kilometrów w bardzo krótkim czasie - przeważnie na gapę, kilka spotkanych nowych osób, kilka nowych historii, twarze sprzed lat po latach - to miłe, gdy jest miło, gdy cieszymy się widząc się wzajemnie, znowu.
Przykro gdy ktoś, kto mówi, że chce, że damy radę, w rzeczywistości olewa sprawę, bo. bo tak naprawdę okazuje się, że każda inna sprawa jest ważniejsza. szkoda gadać. Dopiero słyszałam, że mamy tyle do nadrobienia. Ty masz. Nie ja. To Ciebie nie ma ani tu, ani jak ja jestem.
Są też historie obojętne. Mijamy sie, nie odzywamy. Ustaliliśmy ostatnio,że się nie lubimy. Tylko kłuje ta głupota sprzed lat, że wtedy wierzyło się, w tak wiele i w jeszcze więcej - ślepo.
Wracam. Znów wita mnie to od czego tak bardzo staram się uciec, wymigać. Tłumaczę się, wymiguję znów. I coraz trudniej mi jest, że o tak wielu sprawach nie mogę z nikim porozmawiać.
Thursday, November 12, 2009
dziwne
jutro stopem do Czwy z Adą
fajnie a dziwnie
i pewnie będzie padać
ale to nic
chyba
moja pierwsza długa podróż autostopem, tak? :)
Tak, trochę się boję ;p i czuję się jak małe dziecko też.
Nie wiem czy uda mi się z kims spotkać. jak zwykle nikt nie lubi reggae ;) a inny ktoś ma jakieś awantury zaległe w klubie albo coś :) Ale może jakoś mimochodem w międzyczasie.
No i jeszcze część reggaegwardii, choć każdy ma już bardziej swoje sprawy, choć nie rozmawiamy i nie spotykamy się już tak jak kiedyś. Myślę, że i tak będzie miło.
Może polubię dubstep hehe.
i Częstochowa to Częstochowa :)
fajnie a dziwnie
i pewnie będzie padać
ale to nic
chyba
moja pierwsza długa podróż autostopem, tak? :)
Tak, trochę się boję ;p i czuję się jak małe dziecko też.
Nie wiem czy uda mi się z kims spotkać. jak zwykle nikt nie lubi reggae ;) a inny ktoś ma jakieś awantury zaległe w klubie albo coś :) Ale może jakoś mimochodem w międzyczasie.
No i jeszcze część reggaegwardii, choć każdy ma już bardziej swoje sprawy, choć nie rozmawiamy i nie spotykamy się już tak jak kiedyś. Myślę, że i tak będzie miło.
Może polubię dubstep hehe.
i Częstochowa to Częstochowa :)
Saturday, November 7, 2009
konkurs
!
kto bardziej nie umie zakładać prawej nogi na głowę :]
wypSzytulana Suz to szczęśliwa Suz! (oj bardzo Agu dziękuję!)
Przypadkiem okropny dzień przerodził się w bardzo miły wieczór aż do rana.
I jeszcze Ziemniak udający małą śpiewającą dziewczynkę wcześniej. ach ;p
kto bardziej nie umie zakładać prawej nogi na głowę :]
wypSzytulana Suz to szczęśliwa Suz! (oj bardzo Agu dziękuję!)
Przypadkiem okropny dzień przerodził się w bardzo miły wieczór aż do rana.
I jeszcze Ziemniak udający małą śpiewającą dziewczynkę wcześniej. ach ;p
Thursday, November 5, 2009
po 22
wróciłam z "pracy" po 22
i tak trochę wcześniej niż poprzednio
bo przedostatnim autobusem
idąc trochę krzywo
niechwiejnie
już jestem
bardzo bym chciała, by ktoś przyszedł i obejrzał ze mną film
taki na sen
(mogę nawet poświęcić się i wstać rano, by zrobić śniadanie)
wszystko dobrze,
szkoda, że ten ktoś jest tak niesprecyzowany.
i tak trochę wcześniej niż poprzednio
bo przedostatnim autobusem
idąc trochę krzywo
niechwiejnie
już jestem
bardzo bym chciała, by ktoś przyszedł i obejrzał ze mną film
taki na sen
(mogę nawet poświęcić się i wstać rano, by zrobić śniadanie)
wszystko dobrze,
szkoda, że ten ktoś jest tak niesprecyzowany.
Wednesday, November 4, 2009
polskie chłopaky
Z powodu zawartego w tytule
moja najsłodsza i najśliczniejsza koleżanka ze studiów Ala nie mówiąc nic prawie nikomu podpisała 2-letni kontrakt w katarskich liniach lotniczych jako stewardessa i wyjechała z Polski do Arabów.
Mam tylko nadzieję, że jest cała i zdrowa.
moja najsłodsza i najśliczniejsza koleżanka ze studiów Ala nie mówiąc nic prawie nikomu podpisała 2-letni kontrakt w katarskich liniach lotniczych jako stewardessa i wyjechała z Polski do Arabów.
Mam tylko nadzieję, że jest cała i zdrowa.
Monday, November 2, 2009
przez
Przedzieram sie przez gąszcz niedomówień, tego czego nie chcę powiedzieć, tego czego ktoś nie chce powiedzieć, tego czego nie chce usłyszeć, tego czego nie chcę zrobić, tego czego ktoś nie chce zrobić. Powodów sa miliony.
W "pracy", w domu, w przyjaźniach zakończonych nieudanymi związkami, w przyjaźniach których kończyć nie chcę - bo zetknięcie z subiektywnym obrazem rzeczywistości może zniechęcić ludzi na 100%. Staram się zacisnąć zęby i nie mówić, bo ja sama nie wiedziałabym co myśleć słysząc to. Szczerość subiektywna rani subiektywnie tę drugą stronę. Daje chwilową ulgę i czyste sumienie, bo przecież dajemy od siebie coś bardzo osobistego. Ale nie mam gwarancji, że moje subiektywne odczucia zrozumie strona druga. Ważniejsza.
Po ostatnim prawie babskim wyjeździe stwierdzam otwarcie, że w ogólnym rozrachunku wolę chłopaków, bo conajwyżej chcą mnie przelecieć, a nie np. utopić w łyżce wody walcząc o jakiegośtam faceta. Ale to inna historia i na szczęście nie dotyczy wszystkich kobiet.
Bardzo nie mam ochoty komplikować sobie kolejnych relacji. Ale gdy jestem zawalona robotą i jedyną osobą która o mnie pamięta w trakcie i w międzyczasie najczęściej jest ten sam ktoś z kim próbuję z różnym skutkiem zerwać relację od miesięcy kilku... A nie ktoś na kim bardzo mi zależy. Przedzieram się przez tony bezsensu.
.......................................
Bo oni dwaj mają dokładnie ten sam cel. Tylko różną sytuację.
A to czego ja chcę leży gdzies bardzo daleko w zakresie możliwości uwarunkowanych sytuacją tego drugiego.
I kto by pomyślał, że chodzi mi tylko o to żeby spokojnie zasnąć.
Ziemniak cytuje: w tym szaleństwie jest metoda.
Pożegnawszy się z jednym przez gg na niecałe 3 km, rozmówiwszy się nieskutecznie z drugim gg w gg i słuchawka w słuchawkę na 400 km już półsennie, żeby nie czuć się całkowicie przememłaną emocjonalnie mam ochotę zadzwonić do kogoś innego. Niestety nie ma gwarancji, że to pomoże.
shit
Na kaca podobno najlepsza jest praca.
W "pracy", w domu, w przyjaźniach zakończonych nieudanymi związkami, w przyjaźniach których kończyć nie chcę - bo zetknięcie z subiektywnym obrazem rzeczywistości może zniechęcić ludzi na 100%. Staram się zacisnąć zęby i nie mówić, bo ja sama nie wiedziałabym co myśleć słysząc to. Szczerość subiektywna rani subiektywnie tę drugą stronę. Daje chwilową ulgę i czyste sumienie, bo przecież dajemy od siebie coś bardzo osobistego. Ale nie mam gwarancji, że moje subiektywne odczucia zrozumie strona druga. Ważniejsza.
Po ostatnim prawie babskim wyjeździe stwierdzam otwarcie, że w ogólnym rozrachunku wolę chłopaków, bo conajwyżej chcą mnie przelecieć, a nie np. utopić w łyżce wody walcząc o jakiegośtam faceta. Ale to inna historia i na szczęście nie dotyczy wszystkich kobiet.
Bardzo nie mam ochoty komplikować sobie kolejnych relacji. Ale gdy jestem zawalona robotą i jedyną osobą która o mnie pamięta w trakcie i w międzyczasie najczęściej jest ten sam ktoś z kim próbuję z różnym skutkiem zerwać relację od miesięcy kilku... A nie ktoś na kim bardzo mi zależy. Przedzieram się przez tony bezsensu.
.......................................
Bo oni dwaj mają dokładnie ten sam cel. Tylko różną sytuację.
A to czego ja chcę leży gdzies bardzo daleko w zakresie możliwości uwarunkowanych sytuacją tego drugiego.
I kto by pomyślał, że chodzi mi tylko o to żeby spokojnie zasnąć.
Ziemniak cytuje: w tym szaleństwie jest metoda.
Pożegnawszy się z jednym przez gg na niecałe 3 km, rozmówiwszy się nieskutecznie z drugim gg w gg i słuchawka w słuchawkę na 400 km już półsennie, żeby nie czuć się całkowicie przememłaną emocjonalnie mam ochotę zadzwonić do kogoś innego. Niestety nie ma gwarancji, że to pomoże.
shit
Na kaca podobno najlepsza jest praca.
Subscribe to:
Posts (Atom)