Wednesday, December 30, 2009

van Gogh

Rozum jest naszym przewodnikiem, często jednak pierwszy nas zdradza.

Tylko dla miłości nie ma przeszkód.

Wierzę, że im bardziej się kocha, tym więcej się czyni, gdyż miłości, która nie jest niczym więcej niż uczuciem, nie mógłbym nawet nazwać miłością.


wikicytaty. Vincent van Gogh
ciekawe czy naprawdę powiedział, czy mu wikiklopedyści wymyślili.

na stronie na której zawód tłumacz umieszczono pomiędzy zawód szpieg i zawód wojskowy

mhm.

Wednesday, December 23, 2009

melody

czasem widzimy tylko to co chcemy widzieć
pojawia się ktoś kto zachowuje sie idealnie
od razu niemal... jest najlepszy na świecie

Matys mówi, ze nieładnie tak o z W.
ale potem dodaje
nigdy nie mów nigdy


...przy kawie w jednym z ładniejszych lokali w centrum miasta (Ewa w dresie i gumowcach kontra M. w kaszkiecie, on pobluzgując konsekwentnie) obgadaliśmy połowę sceny reggae w Polsce, czego nie ma, czego nie będzie, jak by to zastąpić, co się dzieje, a co może... i clashe i Lublin i takie tam inne.

Chyba wybraliśmy tapetę. M. się skrzywił, ale chyba nic lepszego nie znajdę. w poniedziałek zgarnę szwagra jako pomoc i ostateczną komisję zarazem. choć moze jak komisję to od razu może by i najwyższą instancję :)

Dostałam świątecznego maila od hipisa poznanego w sierpniu w pociągu. Też mi wmawia, ze jestem fajna i szkoda by było stracić kontakt z tak fajną osobą. Odpisałam raz, ale nie mam już pomysłu co pisać odpisując znów. Może więc im wszystkim się tylko zdaje, ze jestem fajna. Może wystarczy przestać używac tuszu do rzęs albo coś w tym stylu.
Sprzedawca w media doradził mi zakupy na allegro.
Chyba coś z tym tuszem jednak...

Tuesday, December 22, 2009

słodkie nałogi

http://www.metacafe.com/watch/1113316/fly_me_to_the_moon_frank_sinatra/

You are all I long for

Ktoś się śmieje, że tego słuchają tylko emeryci. poprawiam: jeszcze ja. i uwielbiam tę piosenkę :)
i śpiewam ja dziś od rana. albo odkąd przestałam śpiewać piosenkę Arethy Franklin, jej jak jej...

a księżyc nad wąwozem i zachód słońca też! były dziś niesamowite. W bibliotece nie było Murów Hebronu, ale młoda bibliotekarka chyba też niezabardzo wiedziała, że jest ktoś taki jak Stasiuk więc w sumie nic dziwnego.

Wysłałam najpiękniejszą kartkę jaką kiedykolwiek udało mi się zrobić z nielekkim sercem, bo nie wiem czy odbiorcy się spodoba. hah. najwyżej kilkuletnia przyjaźń zostanie wystawiona na próbę ;p

strasznie zdziecinniałam ostatnio. mniej pracy, więcej luzu, towarzystwo do wygłupów, choć teraz to już tylko słownych i przez skype i maile...

mam dwie nowe pary spodni dresowych, więc dwa powody do radości.

[miś] [bocian] [żaba]

Jeśli nawet nie zdążę kupić sobie tapety na sylwestrowe tapetowanie pokoju, zawsze mogę w tym czasie posprzątać w szafie. A jest co. Michał mówi, że mu się ten pomysł z tapetowaniem nie podoba (a tak liczyłam na uzanie z jego strony! na szczęście jest jeszcze Selva i mam przeczucie, że tu będzie pełne zrozumienie), za to Witek pomagał mi wczoraj szukać tapety przez net. Jutro może jakimś cudem uda mi sie namówić Matysa na mikro spacer po sklepach z tapetami live ;p

Sunday, December 13, 2009

jazz bez

Na bez jazzie grał Zura.
Więc Agu namówiła mnie na bez jazz. i był jazz trochę. poszłam tańczyć od stołu bo przy stole nie przystoi.
Zdecydowanie to nie tamtego dnia miałam poznać miłość mojego życia. Trochę potargana, zmęczona po Wigilii z okazji imienin mamy połączonej z opłatkiem z okazji wyjazdu wujka i cioci.
Wszystko było trochę inaczej i z niemiłością mojego życia spędziłam cudowny tydzień. Raczej po przyjacielsku na jazzach dzień po dniu, koncertach, piwkach, winkach, frytkach, w autobusach, muzeach, galeriach, wystawach, restauracyjkach, chatkach, obiadkach, kolacyjkach, spacerkach, teatrzykach, podziemiach, zamkach, księgarniach, sali ślubów,... dziwnie
niegadaniu oraz gadaniu o całkowitych głupotach z jednym wyjątkiem i nie lubię poniedziałków.
i pożegnaniu rozłożonym na raty w sobotę i w niedzielę.

jest już zdecydowanie bez

i nie wychodzi z domu dopóki jej nie przejdzie. bo ciężko jest wracać do rzeczywistości. tak jakbyś wracał z Nowej Zelandii.
Chociaż wiadomo było, że po tygodniu trzeba będzie wrócić.

Myślałam, że nie istnieje, albo że to jakiś żart z serii czarnego humoru.
Te wszystkie podobieństwa. Tak bardzo rzucające się w oczy, takie nachalne.
Nawet w domu na chwilę zaczęło być normalnie i fajnie. W to wszystko tak trudno mi cały czas uwierzyć.
Au revoir.

Thursday, December 3, 2009

100%



dla mnie 100%

ale nie wiem o czym ta piosenka jakby co ;p