Patrząc nierealnie przez pryzmat słonecznego dnia umawiamy się i namawiamy przyjaciół* na wyjazd w Bieszczady. Tracę na tym to ważniejsze pół dnia. ...po czym dowiaduję się, że lada dzień będzie załamanie pogody. Ty wiesz jak w Bieszczadach wieje? Przecież wiesz. Na ziemię sprowadza mnie siostra.
Sokole góry, które rozważałam, też nie wchodzą w grę jak będzie deszcz i gradobicie czy coś. Bardzo chcę tam pojechać. Zobaczyć. Nie muszę się zachwycić. Chcę obejrzeć. Chciałabym się odprężyć psychicznie i fizycznie w sposób inny niż ten ekspresowy o którym nie napiszemy.
Namawiamy się z Ad. na wyjazd do CzW w połowie listopada jakoś. Tylko, że ja teraz czas wolny mam niemoderowany - zazwyczaj nie wiem kiedy będę zajęta. A ona ma tego czasu jak na lekarstwo, bo zaczyna drugą specjalizację.
Okropne rozleniwienie takie. Niby coś robię, ale nie wiem kiedy, jak itd. Wczoraj domowa histeria. Musiałam uciec gdzieś i uciekłam. Przyjaciółka wróciła po x miesiącach. Mówi o naszych znajomych z którymi zazwyczaj wyjeżdżamy: nasi przyjaciele. Nie warto zagłębiać się w szczegóły. Znajomy lekarz znów uderza w komplementy, w bezpośrednie tony. A mnie sie chce uciekać choćby do najciemniejszych elementów mojego życia, byle schować się przed tym co jest. Obydwaj lekarze palą. Ostentacyjnie opędzam się dłonią od dymu raz po raz. Pieką mnie oczy -zaczynają boleć, zaczyna drapać gardło.
Young reggae masters w Archiwum dziś. Wszyscy młodsi ode mnie. Mastersi jak narazie tylko na plakacie. Busi buzi, ratuj Suz, a poza tym przede wszystkim mają power i nie boją sie robic tego co chcą. Bądź. Napijemy się. Bądź o 21. A nie. Później. Nie zdążymy ogarnąć.(Wypijam piwo juz w domu, w intencji nagłego przypływu energii. W głośnikach amerykańskie ska.)Ma być dancehall. Nieznośny daggerring - tańczyłam już zanim oni wiedzieli jak to sie nazywa - nie podoba mi się, choć ten będzie lekko ocenzurowany możliwościami i poczuciem estetyki tancerzy-amatorów-zapaleńców. Moja młodsza siostra-koleżanka tegoroczna maturzystka ćwiczy od dwóch dni. Niezła jest solo. Zobaczymy co i jak.
Tyle i nic.
Miałam załatwić dziś tyle spraw. Michał stara się mnie motywować. Wspierać. Doradza co i jak. Mam ochotę zakopać się pod wełnianą kołdrą na pustyni. Bez internetu. Paradoksalnie. Przyjacielu.
Popocieszać kogoś? Wyciągnąć kogoś z doła i z niechciejstwa. Palę się do tego chłopaku. yhy. Próbuję. Egoistycznie. Naprawdę. Cie czegoś nauczyć - bezskutecznie.
Friday, October 9, 2009
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment