Kupiłam w czwartek nową lampę (jeszcze chwila a spaliłaby mi się instalacja). Odgrażałam sie, ze zamontuje sama, ale odstraszyły mnie poszukiwania odpowiednich narzędzi. Więc zadzowniłam po elektryka. Elektyk przyszedł w piątek. Niezbyt chciał gadać o lampach, opowiedział mi za to około 10 żartów. Przewody pościnał za bardzo, ale niech mu bedzie - przecież już ich nie dokleję), a na koniec stwierdził, że przecież te klosze są za ciężkie i przewody mogą się urwać. W sobotę wieczorem mama zauważyła:"Ewa, pękł Ci przewód w lampie (osłonka)!" bla bla bla. No to jak pękł, to zadzownię w poniedziałek do sklepu, zapytam co mam zrobić. Zadzwoniłam, szef powiedział, żebym przyjechała to dostanę przewód w innym kolorze, a za tydzień jak będzie u nich dostawca/producent będę mogła wymienić na przewód we właściwym kolorze. _No tak, ale to 2 razy będę musiała wymieniać przewód (2 x 10 = + 20 żartów elektryka + plny). No ale to tak tylko tymczasowo ten żółty... żeby mi lampa na głowę nie spadła. Juz miałam wychodzić. Spojrzałam jeszcze raz na lampę. Westchnęłam. Rozkręciłam wszystko. Podciągnęłam przewody i w przeciwieństwie do elektryka dokręciłam zakrętki na przewodach przy puszce. Działa.
To moja druga superlampa (pierwszej nie udało się odratować, ponieważ oprawek z gwintami już nie produkuja, a i samych gwintów w sklepie z artykułami metalowymi niet). Jeszcze dwie i zrobię sobie uprawnienia elektryka. Chyba, że mnie w międzyczasie co kopnie...
Monday, October 19, 2009
Saturday, October 10, 2009
otwieracze
reggae wariaty. odpowiedni rytm i szaleństwo na parkiecie. wesołe szaleństwo.
Tekst wieczoru: ty napewno wiesz gdzie są otwieracze! yhy.
Koledzy mili, koleżanki słodkie ulubione. Impreza musi trwać dalej. Ser pleśniowy z morelami dostarczam do wanny. Jest na luzie, wesoło, ładnie niewinnie. Czysto. Bez niechcianego podtekstu. Tak myślę. Kochane dzieciaki.
Tekst wieczoru: ty napewno wiesz gdzie są otwieracze! yhy.
Koledzy mili, koleżanki słodkie ulubione. Impreza musi trwać dalej. Ser pleśniowy z morelami dostarczam do wanny. Jest na luzie, wesoło, ładnie niewinnie. Czysto. Bez niechcianego podtekstu. Tak myślę. Kochane dzieciaki.
ość
wyczucie a styl bycia
wyczucie moje a czyjeś
wrażliwość moja a czyjaś
wrażliwość a styl życia
miejsce
dosłownie !
i w życiu
moja wściekłość
czyjeś pretensje o to
Do staroci nie wróciłabym. Temat był zamknięty dawno. Wszystko pogodzone. Tylko, że w moim otoczeniu niechcący napotkałam ślady kłamstw. To nie ja miałam być w tym bardziej dorosła. Mam emocje. Jestem wrażliwa niestety. Cóż, że było to wieki temu.
Dobrze, ze się zmieniłeś. Jestem szczęśliwa, że nie ma tu nic w czasie rzeczywistym.
O co chodzi?
Morał z tego taki: nie kłamcie chłopaki.
wyczucie moje a czyjeś
wrażliwość moja a czyjaś
wrażliwość a styl życia
miejsce
dosłownie !
i w życiu
moja wściekłość
czyjeś pretensje o to
Do staroci nie wróciłabym. Temat był zamknięty dawno. Wszystko pogodzone. Tylko, że w moim otoczeniu niechcący napotkałam ślady kłamstw. To nie ja miałam być w tym bardziej dorosła. Mam emocje. Jestem wrażliwa niestety. Cóż, że było to wieki temu.
Dobrze, ze się zmieniłeś. Jestem szczęśliwa, że nie ma tu nic w czasie rzeczywistym.
O co chodzi?
Morał z tego taki: nie kłamcie chłopaki.
Friday, October 9, 2009
na.... real-izm
Patrząc nierealnie przez pryzmat słonecznego dnia umawiamy się i namawiamy przyjaciół* na wyjazd w Bieszczady. Tracę na tym to ważniejsze pół dnia. ...po czym dowiaduję się, że lada dzień będzie załamanie pogody. Ty wiesz jak w Bieszczadach wieje? Przecież wiesz. Na ziemię sprowadza mnie siostra.
Sokole góry, które rozważałam, też nie wchodzą w grę jak będzie deszcz i gradobicie czy coś. Bardzo chcę tam pojechać. Zobaczyć. Nie muszę się zachwycić. Chcę obejrzeć. Chciałabym się odprężyć psychicznie i fizycznie w sposób inny niż ten ekspresowy o którym nie napiszemy.
Namawiamy się z Ad. na wyjazd do CzW w połowie listopada jakoś. Tylko, że ja teraz czas wolny mam niemoderowany - zazwyczaj nie wiem kiedy będę zajęta. A ona ma tego czasu jak na lekarstwo, bo zaczyna drugą specjalizację.
Okropne rozleniwienie takie. Niby coś robię, ale nie wiem kiedy, jak itd. Wczoraj domowa histeria. Musiałam uciec gdzieś i uciekłam. Przyjaciółka wróciła po x miesiącach. Mówi o naszych znajomych z którymi zazwyczaj wyjeżdżamy: nasi przyjaciele. Nie warto zagłębiać się w szczegóły. Znajomy lekarz znów uderza w komplementy, w bezpośrednie tony. A mnie sie chce uciekać choćby do najciemniejszych elementów mojego życia, byle schować się przed tym co jest. Obydwaj lekarze palą. Ostentacyjnie opędzam się dłonią od dymu raz po raz. Pieką mnie oczy -zaczynają boleć, zaczyna drapać gardło.
Young reggae masters w Archiwum dziś. Wszyscy młodsi ode mnie. Mastersi jak narazie tylko na plakacie. Busi buzi, ratuj Suz, a poza tym przede wszystkim mają power i nie boją sie robic tego co chcą. Bądź. Napijemy się. Bądź o 21. A nie. Później. Nie zdążymy ogarnąć.(Wypijam piwo juz w domu, w intencji nagłego przypływu energii. W głośnikach amerykańskie ska.)Ma być dancehall. Nieznośny daggerring - tańczyłam już zanim oni wiedzieli jak to sie nazywa - nie podoba mi się, choć ten będzie lekko ocenzurowany możliwościami i poczuciem estetyki tancerzy-amatorów-zapaleńców. Moja młodsza siostra-koleżanka tegoroczna maturzystka ćwiczy od dwóch dni. Niezła jest solo. Zobaczymy co i jak.
Tyle i nic.
Miałam załatwić dziś tyle spraw. Michał stara się mnie motywować. Wspierać. Doradza co i jak. Mam ochotę zakopać się pod wełnianą kołdrą na pustyni. Bez internetu. Paradoksalnie. Przyjacielu.
Popocieszać kogoś? Wyciągnąć kogoś z doła i z niechciejstwa. Palę się do tego chłopaku. yhy. Próbuję. Egoistycznie. Naprawdę. Cie czegoś nauczyć - bezskutecznie.
Sokole góry, które rozważałam, też nie wchodzą w grę jak będzie deszcz i gradobicie czy coś. Bardzo chcę tam pojechać. Zobaczyć. Nie muszę się zachwycić. Chcę obejrzeć. Chciałabym się odprężyć psychicznie i fizycznie w sposób inny niż ten ekspresowy o którym nie napiszemy.
Namawiamy się z Ad. na wyjazd do CzW w połowie listopada jakoś. Tylko, że ja teraz czas wolny mam niemoderowany - zazwyczaj nie wiem kiedy będę zajęta. A ona ma tego czasu jak na lekarstwo, bo zaczyna drugą specjalizację.
Okropne rozleniwienie takie. Niby coś robię, ale nie wiem kiedy, jak itd. Wczoraj domowa histeria. Musiałam uciec gdzieś i uciekłam. Przyjaciółka wróciła po x miesiącach. Mówi o naszych znajomych z którymi zazwyczaj wyjeżdżamy: nasi przyjaciele. Nie warto zagłębiać się w szczegóły. Znajomy lekarz znów uderza w komplementy, w bezpośrednie tony. A mnie sie chce uciekać choćby do najciemniejszych elementów mojego życia, byle schować się przed tym co jest. Obydwaj lekarze palą. Ostentacyjnie opędzam się dłonią od dymu raz po raz. Pieką mnie oczy -zaczynają boleć, zaczyna drapać gardło.
Young reggae masters w Archiwum dziś. Wszyscy młodsi ode mnie. Mastersi jak narazie tylko na plakacie. Busi buzi, ratuj Suz, a poza tym przede wszystkim mają power i nie boją sie robic tego co chcą. Bądź. Napijemy się. Bądź o 21. A nie. Później. Nie zdążymy ogarnąć.(Wypijam piwo juz w domu, w intencji nagłego przypływu energii. W głośnikach amerykańskie ska.)Ma być dancehall. Nieznośny daggerring - tańczyłam już zanim oni wiedzieli jak to sie nazywa - nie podoba mi się, choć ten będzie lekko ocenzurowany możliwościami i poczuciem estetyki tancerzy-amatorów-zapaleńców. Moja młodsza siostra-koleżanka tegoroczna maturzystka ćwiczy od dwóch dni. Niezła jest solo. Zobaczymy co i jak.
Tyle i nic.
Miałam załatwić dziś tyle spraw. Michał stara się mnie motywować. Wspierać. Doradza co i jak. Mam ochotę zakopać się pod wełnianą kołdrą na pustyni. Bez internetu. Paradoksalnie. Przyjacielu.
Popocieszać kogoś? Wyciągnąć kogoś z doła i z niechciejstwa. Palę się do tego chłopaku. yhy. Próbuję. Egoistycznie. Naprawdę. Cie czegoś nauczyć - bezskutecznie.
Sunday, October 4, 2009
Zaba
"Nie schowasz zakochania do kieszeni ani w książkę."
Nie podoba mi się to! Cholernie mi szkoda. Czego?
...
...
...
...
...
...
Idę obejrzeć mecz.
Nie podoba mi się to! Cholernie mi szkoda. Czego?
...
...
...
...
...
...
Idę obejrzeć mecz.
Subscribe to:
Posts (Atom)