no i co? napisałam wczoraj kolejny list. niewysłany. ale list niewysłany od razu uznaję za głupi, nudny, naiwny, niestosowny czy jakoś tak. Mam kopertę, znaczek, tylko nie wiem co napisać na kopercie pod nazwiskiem.
Powrót do rzeczywistości znów mnie przytłoczył. Marzę o słodkim poleżeniu sobie z kimś kto nie może nawet odebrać telefonu. I co ja powinnam napisać w tym liście?
Mam się trzymać.
Wyjazd do Londynu z kumplem, półtora miesiąca wytężonej pracy w Lu, wyjazd do Belgii z chłopakami. Zgubiłam codzienny tutejszy rytm. Rytm sennego miasta, rytm braku siły, rytm czasu kiedy nie ma się z kim umówić, chyba że z jakimś byłym bez sensu. Nie chcę, by było bez sensu. Nie praktykuję tego.
Zgubiłam rytm słabych komplementów o cyckach. Rytm kapryśnej pracy, rytm planów lepszego jutra, które daje tylko tymczasowy posmak i znika.
Kto by pomyślał, że wakacje mogą aż tak wybić z rytmu, dobre towarzystwo, dobra muzyka, daleka podróż, nowe miejsca, nowi ludzie, nowe historie, komplementy poprzedzone pytaniem w jakim języku mówię. Tylko, że to jest daleko. To jest niecodzienna sytuacja. Odległa. Bardzo. Łatwo było wskoczyć w to na jeden dzień. Ale jak wskoczyć w tę sytuację na dłużej, samej?
Sunday, August 15, 2010
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment