Tuesday, September 25, 2007

tajemnice na które nie ma słów

Naprawdę chciałbyś już wrócić. Nic sie wtedy nie zmieni. Może będzie gorzej, może będzie powtórka z zeszłego roku, może wyjadę do Japonii albo gdzieś nieco bliżej i dla odmiany ja będę chciała wrócić. Dzicy ludzie to byli tacy ludzie którzy ze sobą nie rozmawiali, bo nie potrafili. Po co to komu?
Jest wiedza której nie można przekazać słowami. Tak rodzą sie tajemnice, o których istnieniu czasem mówią inni. Tajemnice te nawet jeśli rzeczywiście z kimś łączą to jest to połączenie niechlujne, a przez swoją niedefiniowalność także poniekąd niewygodne. Tak więc, teraz jest mi niewygodnie, kiedy wrócisz będzie mi niewygodnie i kiedy wyjadę także będzie mi niewygodnie. Czasem coś jednak napiszę i będzie mi lepiej. Z tajemnicami (chyba) trzeba postępować ostrożnie.

Thursday, September 13, 2007

poranek wrześniowy

"Dzień dobry. to ten egzamin jest 18? tak. września? tak. Miał być 19 września ale wczoraj p. ************* zadzwonił że jednak 18.?Ale to na pewno ten egzamin? Bo jak rozmawiałam z ************ w czerwcu twierdził, że ten egzamin będzie pod sam koniec września... Aha, na pewno.. Dziękuję."
(Nigdy nie wierz w to co mówi wykładowca)

wkurw

"Dzień dobry. Pani M. wyszła 15 minut temu? Bo umówiłyśmy sie na 11 (10.58). Acha, była, powiedziała, ze wychodzi. Dziękuję."
hm...
"Dzień dobry (o, to chyba Janek - tak zaspany, ze nie słychać czy to on czy tata) Jest sorka? (odpowiedź: przepraszam, nie wiem co sie dzieje , nie wiem gdzie moja mama, przepraszam że jestem taki niekomunikatywny i że nie umiem odpowiedzieć)Zadzwonię później, no dobrze. Dzięki. pa
"Natalka, cześć, szukam Twojej mamy, powiedz jej że byłam jak ją spotkasz"

eh...


"Ewunia, cześć. Bardzo się spieszę. No popatrz jak blisko siebie byliśmy na wakacjach... Musimy sie koniecznie spotkać niedługo. A z kim właściwie byłaś? Aha, ale nie z żadnym mężczyzną? To nie muszę być zazdrosny? No to całe szczęście.(nie wiem czy szczęście). Tak, do widzenia."

yyyyyyyy?

zabieram sie do prezentacji o płaczu. Tylko klimat z gatunku "wkurw"

Tuesday, September 11, 2007

edukacjobiorca vs ten drugi

minęły wakacje pięknie cudnie, czas na naukę. Pierwszy telefon i pierwsze rozterki: ile..? Po trzykroć.
- Panie Michale, Marcin (lat 11, na oko 9) nie wytrzyma 2 godzin angielskiego non-stop (lekcje indywidualne).
- no tak, ale chcemy, żeby miał częstszy kontakt z językiem. A 2 razy w tygodniu to i nam i pani będzie niezbyt wygodnie.
- No jak pan uważa. Możemy zrobić lekcję próbną.
- Dobrze, to ja jeszcze sprawdzę plan treningów Marcina i dam znać w które dni możemy sie umawiać na lekcje. A jak z ceną? Coś się wydarzyło?
- tak, myślę, że podniosę w tym roku o 5 pln, żeby było po równo. (No przecież trzeba biedne dziecko jakoś chronić przed nadmiarem zajęć z angielskiego)
- hm... (a w główce cyferki się mnożą) no tak, dobrze, to ja zadzwonię, do usłyszenia.
Ja też trochę mnożę, muszę przyznać, ale tez i trochę odejmuję. Czasem Marcin jest chory, czasem ja nie mogę przyjechać. Mnożę też czas który potrzebny mi będzie na przygotowanie tych 2 godzin tygodniowo. Kombinuję rozwiązania alternatywne - tak byśmy wszyscy to przeżyli a co więcej - żeby Marcin sie czegoś nauczył i nie zniechęcił do tej nauki która dla rodziców jest tak ważna. Lada dzień zaczną się prośby: proszę mu więcej zadawać. (A jak nie odrobi?). Ja jako "ten drugi" w miarę elastyczny podmiot którego zadaniem jest nauczyć cudze dziecko angielskiego dostosowując metody i realia do zamysłu rodziców po raz kolejny nie mogę sie oprzeć wrażeniu, że także i marketing edukacyjny powinien być skierowany do dzieci a nie do rodziców. A swoją drogą: czemu ten ośrodek szkolenia kierowców ma tak denną stronę internetową z informacjami sprzed roku + stertą bzdur..?