Pewnego razu, wiosną
przypomniało mi się właśnie, bo kończy się zima
wysiadł z windy w Empiku na ostatnim piętrze
koledzy (jego) mieli za chwilę spotkać się z fanami
a on mocno już wesoły, po imprezie dnia poprzedniego (i zmęczony), po wystarczająco długiej drodze tutaj, przywitał się ze mną obejmując mnie i tylko on pewnie wie iluletnia praktyka sprawiła że butelka wiśniówki lekko osadzona w kieszeni jego kurtki nie wypadła na podłogę.
Mój kolega, spotkany przypadkowo, uśmiechnął się pod nosem na tę niesforną butelkę.
Wyszliśmy, na dworze padał deszcz. Czerwone skórzane, wtedy jeszcze nowomodne warszawsko, raczej trampki za kostkę śmiesznie wyglądały na tle niebiesko-zielonej tapety w moim przedpokoju. Butelka i bagaż wcześniej trafiły w bezpieczne miejsce, bo nie chciał pokazać się moim rodzicom "jak pielgrzym".
I dalej już nie chcę pamiętać. Bo to wszystko już jest tak nieważne jak to tylko możliwe. Tylko kłuje w żołądku i szumi w głowie gdzieś czasem.
Tuesday, March 17, 2009
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
1 comment:
z jednej strony nie nawidzę takiego szumienia, a z drugiej kocham je...tylko wiśnówka się nie zmienia puki co.
Post a Comment