Silna potrzeba wyjazdu jak najdalej nasila się na wiosnę, jak się okazuje. Gul skacze przy przeszukiwaniu stron z biletami lotniczymi.
Tu niby nie jest pusto, ale poczucie tymczasowości zaczyna przytłaczać. Małolaty radzą, że trzeba zawalczyć tak, żeby robić to co się chce.
Zdolność rysowania zanikła mi już całkowicie. Inne zaniedbane, zarzucone może też są już śladowe.
Chłopaki denerwują, koledzy ratują. Nudzę czasem i nie ogarniam. I jest tylko taka nadzieja, że gdzieś tam jest taki ktoś kto nie denerwuje, nie ratuje tylko przynosi do serca błogi spokój i inspirację do działania, opanowanie i relaks. Tak bardzo nie rozumiem spiny w odniesieniu do relacji partnerskopodobnych. Teraz chciałoby mi się zniknąć. Gra w pchełki o 3 rano po ciemku to jedna z najfajniejszych rzeczy ostatnio i spacery po podwórkach na starówce.
Wednesday, March 31, 2010
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
2 comments:
Przy następnym spotkaniu obiecuję partię bierek. ;)
bierki na schodach, czasy studenckie, czasami dobre pomysły
Post a Comment