Tuesday, June 2, 2009

dygid niegiggity

Wczoraj w oszałamiającym stylu zgarnęłam bdb do indeksu, obok dumnego hasła technologia informacyjna. Główka potem bolała ale czego się naumiałam to moje. Pan dr zapytał czy zostaję na podyplomowe. Miło z jego strony ale niet. Sympatyczna rozmowa, bo w końcu przyszedł jakiś student, baa a nawet studentka która nie miała problemu z tym że ma napisać test. I to przypadkiem byłam ja.

Minął radosny poniedziałek a ja znowu mam dygawkę że w ostatniej chwili coś nie wyjdzie. Pracę drukuję z pietyzmem. Bzdura. Kolega pisze że w Lublinie jego rówieśnicy po filologii narzekali na brak perspektyw cośtam bla bla bla + komplement. W żołądku to specyficzne uczucie skurczu, mimo że rozum podszeptuje sz.

Ma rozlewa garnek wody na kuchenkę, dokarmiając mój stoicki spokój wlepiam jej talerz truskawek i wypraszam żeby poszła je zjeść. Sprzątam i odgrzewam jej jedzenie. Już chyba wszystko będzie ok. Idę na trening. Nie chce mi się. Nerwowa potrzeba zajęcia się czymś. Szkoda że za mało czasu na porządne spóźnienie.

No comments: