Wczoraj w oszałamiającym stylu zgarnęłam bdb do indeksu, obok dumnego hasła technologia informacyjna. Główka potem bolała ale czego się naumiałam to moje. Pan dr zapytał czy zostaję na podyplomowe. Miło z jego strony ale niet. Sympatyczna rozmowa, bo w końcu przyszedł jakiś student, baa a nawet studentka która nie miała problemu z tym że ma napisać test. I to przypadkiem byłam ja.
Minął radosny poniedziałek a ja znowu mam dygawkę że w ostatniej chwili coś nie wyjdzie. Pracę drukuję z pietyzmem. Bzdura. Kolega pisze że w Lublinie jego rówieśnicy po filologii narzekali na brak perspektyw cośtam bla bla bla + komplement. W żołądku to specyficzne uczucie skurczu, mimo że rozum podszeptuje sz.
Ma rozlewa garnek wody na kuchenkę, dokarmiając mój stoicki spokój wlepiam jej talerz truskawek i wypraszam żeby poszła je zjeść. Sprzątam i odgrzewam jej jedzenie. Już chyba wszystko będzie ok. Idę na trening. Nie chce mi się. Nerwowa potrzeba zajęcia się czymś. Szkoda że za mało czasu na porządne spóźnienie.
Tuesday, June 2, 2009
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment