poszedł sygnał
rano sms: Jedziesz nad morze? Koniec lipca/sierpień, jesteś chętna?
y, ale kto? jak?
Weronika
miło!
się zobaczy
nadal wolę spontan i camping po studencku, tak plenerowo jak tylko się da.
Ula: wrzesień: Rumunia/Bułgaria? no chyba że Słowenia?
Nie mam do tego głowy. Musze odpisać? Wolałabym do Czewy szczerze mówiąc, najchętniej jeszcze przed wrześniem. A najbardziej wolałabym pracę, megapochłaniającą, żeby nie móc myśleć o niczym innym tylko o pracy.
zapowiedziany miesiąc temu telefon: czy mogę Pani wysłać to tłumaczenie?
(alelujah) tak, oczywiście, ale dziś jeszcze nie mogę do tego usiąść, strona rozliczeniowa 1200 znaków ze spacjami, ups miało być 1500 znaków. To przez zaskoczenie. Wyjaśni się najwyżej.
Wsiąkłam znów w surreal niechcący. W kilka najmilszych słów, zbyt miłych żeby powtarzać, pisać gdziekolwiek. Pewnie po piwie z kolegami. Może nie ważnych. Surreal bezsens. W internecie nie ma odpowiedzi na to czy oddałam książki do biblioteki, gdzie jest moja karta biblioteczna z Chopina, ani kto mi pomoże posprzątać w szafie i papiery.
świadomość że zaraz 1 lipca mnie nie cieszy. pobiegłam.
Ps: Jak ktoś się modlił o +30st.C w Lublinie to ma w papę ode mnie. Co za skwar.
Tuesday, June 30, 2009
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment