Monday, June 8, 2009

love Częstochowe

i szkło na podłodze (już zmiata, zbieram kawałki spod materaca, potem walczymy/walczą z powodzią, wygrane)
i to że wszechobecny luz
bez spiny
i to że chłopaki Agu mają podobne zdanie o lublinianach jak ja mam (no z wyjątkami kilkoma) Nie muszę się przyznawać, tylko słucham o ich obserwacjach i tak bardzo wiem że mają rację. I się uśmiecham, smutnawo.
I maja piękny akcent i intonację w co lepszych żartach. Tamtejsze to bardzo ulubione.
I że naleśniki o 5 rano: zrobisz nam E.? pomogę Ci! Co mam zrobić? Muszę się nauczyć gotować. Nie mam pytań jak sobie radzisz nie umiejąc, ale i tak Chłopaku, love! po lubelsku to by było szacunek zmieszany ze zdumieniem, więc proszę nie kojarzyć rzeczy dziwnych, ale love po prostu takie zachowanie przy trzecim poranku melanżu.
A zaniesiesz mnie do łazienki? tylko 62 kilo. Zlikwidowałem powódź w kuchni, muszę umyć nogi, ale nie chcę brudzić przedpokoju. Ał podniosłam, ale nie przeniosę hahahahah, a wczoraj nosiłam Natalię (widać waży mniej). Ej, no to taczkę zróbmy. Jak się śmiałam. Zapomniałam że od dymu nie będę mogła mówić i że dźwigać mi nie wolno i że tyle rzeczy jeszcze. Nie trzeba było się martwić, nikt nie rozmawiał o dietach, nie było plot, obgadywactwa, zwykłe historie, dialogi, opinie, kłótnie, odgłosy chrapania zza ściany.

Lubię uwielbiam kiedy nie trzeba przejmować się bzdurami, nic nie znaczącymi, kiedy można poprostu dobrze się bawić i wygłupiać. Kiedy ważne są tylko rzeczy ważne. Bez pozy, bez gęby, bez podtekstu, bez ciśnienia na cokolwiek, bez obaw że ktoś coś. I jest śmiech znowu i jest bezpośrednia wymiana zdań i ludzie patrzą sobie w oczy śmiejąc się czasem do granic.

jest też
i że może usiądź jeśli chcesz, i że nie będzie Ci zimno? (siedzisz w szaliku, ale to sweter, no ale jak to, no patrzcie ma rękawy, ej rzeczywiście, :>)

i że ogarnięte, i że oni dbają o Agu :********* bardzo dbają lubię! że nawet pół włosa z głowy nie spadnie.
Ładna ta przyjaźń Kochana. Chłopaki wszystkie trzy mają moje serce po mniej niż 12 godzinach. I nie mów że lambadziara!!! :P

pod szyldem naszej prywatnej nocy kultury którą za oknami urzad miasta i ktośtam zorganizowali z okajzi czyichś urodzin :P.
Wypadałoby tylko zapytać czy Jagoda już urodziła :>
I czy Marta ogarnie.

Bo chłopaki wrócili chyba do domu w jednym kawałku każdy :)

Love Agu, sto lat skarbie! misiu najkolorowszy muah. jeszcze raz :* :D

1 comment:

looky looky wolf gang said...

suz KOCHAM Cię(!) hahah no to widzę, że impreza udana, udana z moimi świrkami. Marta na pewno nie ogarnie, a jag jest wiecznie w ciąży. haha nie no rozbawił mnie ten wpis na maxa;]...chłopcy dotarli w jednym kawałku, ale twierdzą, że co najmniej przez tydzień nie mają siły na "leczonko". cium