Monday, November 16, 2009

było

była jazda stopem,
przeprawa przez Radom, pogawędki z kierowcą MPK, który pozazdrościł nam wyprawy.
podróż z kierowcą ciężarówki po teologii z tej samej uczelni co my, spotkanym w Radomiu, policjanci uśmiechający się na to, że łamiemy przepisy. bo fajna blondynka.
Była i krótka podróż z Ukraińcem, który na cały regulator słuchał ukraińskich rzewnych popowych ballad akurat, gdy zapadał zmierzch, a później ukraińskiego również disco polo. Udało się zrozumiec ukraiński i polski też.
U naszego gospodarza w domu, starej kamienicy chyba, był śmieszny chart Ares zwany przez niektórych kozą albo kangurem, byla papuga, której nikt od kilku lat nie wymyślił imienia, były obrazy jego taty, spod których nie było widać ścian, była nalewka na miodzie i cytrynach, były zdjęcia i opowieści ze Spitsbergenu, pogawędki o niedźwiedziach polarnych i draże w czekoladzie, które tak naprawdę były wafelkami w czekoladzie. I była bardzo sympatyczna mama naszego gospodarza.
Podobno musimy jeszcze kiedyś przyjechać, żeby Ada zobaczyła Olsztyn, a ja zalew w Poraju. I już? No chyba.

mija poniedziałek, a ja nadal rozzłoszczona. o.

No comments: