Monday, November 23, 2009

nocne

jak się robi w niedzielę do 20, to potem nie ma się siły iśc na imprezę. Ale. Idzie się na imprezę, żeby obgadać ze znajomym kogo on zaprosi na kolejną imprezę naszego forum - skoro już zależy mu na imprezie w klimacie pięknych staroci.
Oczywiście mam dużo pomysłów. Reszta zależy od tego co chłopaki utargują z klubem. i czy zrobią to dostatecznie syzbko, żeby ktoś miał jeszcze wolny temin na granie na wschodzie. Mogą nie zdążyć i znowu skończy się imprezą zapakowaną lokalsami. Znajomy nie zdąża, pogadamy jutro. Spotykam przypadkiem ładną dziewczynę, która ostatnio spotyka się z takim okropnym głupkiem - i pomyśleć, że kiedyś spotykałyśmy się z tym samym, spotykam czyjąś przyjaciółkę, spotykam bla bla bla. słucham, trochę tańczę, kręcę się trochę tu to tam, wymieniamy z moim przeulubionym anglistą kilka zdań o życiu teraz, bo miło Cię widzieć. Znika przed 24, bo lekcje na jutro nie gotowe. Wiesz, ja tu jestem dziś trochę na lewo. (jakim cudem JA wyrobię się ze wszystkimi obowiązkami i planami do przyszłej niedzieli?). I spotykam kolegę z klasy, którego jako 17-latka wsadzili na rok do aresztu. Czas mija. żegnam się z tymi, którzy specjalnie witali się ze mną. Hałas jest nieznośny. Ochroniarz z graffiti coś o jakichś drinkach, afterach, koncertach, imprezach - kiedy będę, albo chociaż korepetycjach z angielskiego - sorry, jestem zmęczona, nie mam czasu, może innym razem (skąd oni wytrzasnęli tego gościa), wychodzę, dzwonię po taxę - była wejściówka za friko to i nie żal paru groszy. nogi bolą. nie mam ochoty na spacery. Prawie pokłóciwszy się z panią z dyspozytorni - dobranoc. wpadam na byłego chłopaka. nie poznałam w pierwszej chwili.
-Czemu idziesz? Choć ze mną spowrotem. No chodż. no chodź.
...
Wymawiam mu, że już taki porobiony, tłumaczy się. pije mniej. nic nie mówię bo dopiero minęła północ. coś przeklina. nie przeklinaj tyle. Ale ja zawsze tyle przeklinałem. (gryzę się w język, żeby protekcjonalnie nie zażartować, że taki śliczny, najprzystojniejszy a tak bluzga. hehheheh). Umówiony z kolegą, jak zawsze tym samym, oczywiście zgadłam. o blond-tandetną dziewczyne wcale go nie pytam. rozmawiamy. choć zawsze się denerwował o takie pogawędki na środku ulicy. odprowadź mnie do taksówki - przyjedzie na skrzyżowanie. i widzę ten klejący się wzrok rozmytego Człowieka. wzrok wbity w kontur ust. I co z tego? Chcę mieć spokojną głowę i spokojny sen.
To nieważne, że nikt nie mówił do mnie tak ładnie jak on. Wróci do domu już na nieświadomce. Może nawet nie bedzie pamiętał, że się spotkaliśmy.

To wszystko nocne jest okropnie nieważne.
Nie cierpię tracić nerwów na coś co nie ma znaczenia. Lubić tego też nie lubię.

No comments: